Nowa Zelandia - rozdziały
#7
#C5. Tajemnicze masowe śmierci stworzonek:

     W Nowej Zelandii co jakiś czas ma miejsce masowa śmierć jakiegoś pojedyńczego gatunku zwierząt lub żyjątek. Dotychczas natknąłem się już na wzmianki o aż kilku przypadkach takiego masowego wymierania. Aczkolwiek w każdym z tych przypadków oferowane było ludziom jakieś dogodne wyjaśnienie, wszystkie owe wyjaśnienia faktycznie "nie trzymały się kupy" i wyglądały tak jakby były jedynie "zasłoną dymną" która ma ukryć jakieś faktyczne przyczyny o których świat nie powinien się dowiedzieć.
     Pierwszy z owych przypadków który zwrócił moją uwagę było wyginięcie niemal wszystkich dzikich królików. W początkowym okresie mojego pobytu w Nowej Zelandii, tj, w latach 1982 do 1992, powierzchnia owego kraju dosłownie roiła się od królików (chociaż nie można było wówczas kupić mięsa królika w żadnym sklepie tego kraju). W 1992 roku zmuszony byłem jednak wyjechać "za chlebem" z owego kraju - tak jak to opisuję na stronie o mnie, Dr Jan Pająk. Kiedy wróciłem do Nowej Zelandii w 1999 roku, królików już nie było. Oficjalna wersja wyjaśnienia stwierdzała, że jacyś rolnicy tak mieli dosyć zniszczeń dokonywanych przez owe króliki, że sprowadzili z Australii chorobę "maximatosis" który wybiła większość z nich. Jednak rządowe śledztwo NIE zdołało ustalić kto dokładnie sprowadził ową chorobę, ani jak choroba ta została rozprzestrzeniona po aż trzech wyspach tego kraju. A tak szerokie upowszechnienie wymagało ogromnej skali czyichś działań, których utrzymanie w kompletnej tajemnicy wymagałoby albo niemal nadprzyrodzonych możliwości, albo też wielkoskalowego spisku.
     Kolejny przypadek masowego wymarcia opisany był w artykule "Theories fly over dead bird mystery" (tj. ”Latają teorie na temat tajemnicy martwych ptaków”) opublikowanym na stronie A9 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), February 21, 2009. Opisano w nim jak w nowozelandzkim miasteczku o nazwie New Plymouth tysiące martwych wróbli zaczęło nagle spadać z nieba. Owo miasteczko New Plymouth jest znane z ogromnej fabryki rolniczych trucizn która rozsiewa po okolicy trujące wyziewy. Jest więc możliwym że tamte tysiące wróbli padły ofiarami wyziewów owej fabryki. Gdyby jednak tak było, to dlaczego owego faktu NIE podano do publicznej wiadomości. Co jednak najbardziej mnie zaszokowało, to że poza opublikowaniem niewielkiego artykułu i pokazaniem spadających ptaków w telewizji jako rodzaju sensacji, w Nowej Zelandii nikt się tymi ptakami NIE zainteresował i nikt ich poważnie NIE badał. Tymczasem kiedy podobne zjawisko tysięcy martwych szpaków spadających z nieba odnotowane zostało w pierwszych dniach 2011 roku w okolicach miasteczka Beebe z Arkansas, USA, wszystkie pobliskie agencje badawcze rzuciły się aby ustalić przyczyny. Pierwszą informację o owych amerykańskich martwych szpakach spadających z nieba usłyszałem w poniedziałek dnia 3 stycznia 2011 roku, w wiadomościach dziennika telewizyjnego na kanale "Prime" telewizji nowozelandzkiej, nadawanego o godzinie 17:30 do 18:00. W owym dzienniku jedynie poinformowano i pokazano owo dziwne zjawisko. Jednak już następnego dnia, we wtorek 4 stycznia 2011 roku, około godziny 18:20 w dzienniku telewizyjnym na kanale 3 TVNZ pokazano licznych badaczy zbierających owe martwe ptaki, oraz przytoczono wywiady z kilkoma rozhisteryzowanymi tym zdarzeniem miejscowymi. Z wiadomości owych jednoznacznie wynikało, że w przeciwieństwie do Nowozelandczyków zupełnie nieporuszonych takim spadaniem tysięcy martwych ptaków z nieba, Amerykanie poczuli się ogromnie tym zafascynowani i przerażeni, a co najważniejsze - rzucili sporo ludzi i środków aby zagadkę tą wyjaśnić. W kolejnym dzienniku o godziny 18:25 ze środy dnia 5 stycznia 2011 na TVNZ 3 wyjaśniono że podobne deszcze z martwych ptaków pojawiły się w kilku innych miejscach USA, oraz że w miejscowej rzece z Beebe, USA także wyzdychały wszystkie ryby. Dziennik ten stwierdził że również na plażach Coromandel z Nowej Zelandii pojawiły się martwe ryby "snapper" które zalegały powierzchnię morza "jak okiem sięgnąć". Na temat owego "deszczu martwych ptaków" z Beebe, USA, oraz kilku innych podobnych deszczy z wielu odmiennych krajów świata - włączając w to Szwecję, pojawiły się także artykuły gazetowe, np. patrz "Reason and logic fall from the sky" (tj. "Wnioskowanie i logika spadły z nieba") ze strony A9 gazety The New Zealand Herald (wydanie z piątku (Friday), January 7, 2011) albo patrz "Aflockalypse now - dead birds (and NZ fish) fuel theories" (tj. "Alotokalipsa teraz - martwe ptaki (oraz ryby z NZ) rozpalają teorie") ze strony A13 gazety The New Zealand Herald (wydanie z poniedziałku (Monday), January 10, 2011). W około rok później martwe ptaki ponownie zaczęły spoadać z nieba w tym samym Beebe - o czym poinformował artykuł "Birds fall from sky but no sign world about to end" (tj. "ptaki spadają z nieba jednak nie ma znaku że ma nastąpić koniec świata") ze strony A15 gazety The New Zealand Herald (wydanie ze środy (Wednesday), January 4, 2012). Z kolei w artykule "Dead sardines crammed into LA marine" (tj. "Zdechłe sardynki zapełniły port w Los Angeles") ze strony A16 gazety The New Zealand Herald (wydanie z czwartku (Thursday), March 10, 2011) pokazane jest zdjęcie całego portu morskiego w USA wypełnionego po brzegi zdechłymi sardynkami. Bardzo wymowna jest informacja z artykułu "Starving turtles rot on beaches" (tj. "Zagłodzone żółwie gniją na plażach") ze strony A14 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorku (Tuesday), September 13, 2011). Opisuje on zatrzęsinie zwłok ogromnych morskich zółwi które zdychają z głodu spowodowanego wymieraniem korali w tzw. "Great Barrier Reef" i masowo wyrzucane są na plaże koło Brisbany w Australii.
     Na jeszcze jeden przypadek masowej śmierci natknąłem się w artykule "Wild seas a likely cause of mass fish deaths" (tj. "Dzikie morza prawdopodobnym powodem masowej śmierci ryb"), ze strony A6 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), May 30, 2009. Zgodnie z tym artykułem, nieżywe lub umierające ryby masowo zalegały brzeg morza na wybrzeżu Kapiti - czyli w relatywnie niewielkiej odległości zarówno od nadmorskiego New Plymouth - gdzie znajduje się opisana wcześniej fabryka rolniczych trucizn, jak i od Petone - gdzie naturalne środowisko beztrosko zatruwa miejscowa przetwórnia złomowanych akumulatorów. Czyżby więc jakieś ścieki lub wyziewy z którejś z owych fabryk zaległy w głębinach morza i spowodowały masową śmierć ryb? Jeśli zaś owe ryby są aż tak nafaszerowane truciznami, że masowo wymierają, to jak zawarte w nich substancje wpływają na zdrowie ludzi którzy ryby te zjadają.
     W przybliżeniu o owym czasie sławny stał się też przypadek kiedy morskie ślimaki lokalnie zwane "grey side-gilled sea slug" raptownie zaczęły być trujące na przekór że poprzednio uważano je za nieszkodliwe - po szczegóły patrz punkt #K1.6 poniżej na tej stronie.
     Powyższe przypadki wcale NIE kończą długiej listy takich zdarzeń. Kolejny przypadek masowej śmierci ryb opisany jest w artykule "Ministry probes dead fish mystery" (tj. "Ministerstwo analizuje tajemnicę nieżywych ryb") jaki ukazał się na stronie A6 gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w środę (Wednesday), June 9, 2010. Zgodnie z tym artykułem, na plażach o całkowitej długości ocenianej przez niektórych na 30 km, znajdujących się w północnej części Nowej Zelandii, tj. w prowincji zwanej Northland, zalegało tysiące nieżywych ryb. Artykuł ten pokazuje nawet zdjęcie fragmentu owej plaży gęsto pokrytej rybami. Mi oglądanie owego zdjęcia przypomniało podobne zdjęcie plaży z tysiącami zdechłych ryb, jakie spowodowane były tsunami z 26 grudnia 2004 roku - po jego opisy patrz punkt #D4 na stronie Dzień 26. Jeszcze inny przypadek opisany został w artykule "Mass of floating snapper a mystery to officials" (tj. "Masa martwych snapperów tajemnicą dla władz") ze strony A9 gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w czwartek (Thursday), December 2, 2010. W owym artykule opisano olbrzymie ilości smakowitych ryb jadalnych zwanych "snapper" jakie pływały martwe w pobliżu północnych brzegów Nowej Zelandii. Z kolei w artykule "Ocean mystery: hundreds of snapper found dead on beaches" (tj. "Zagadka oceanu: setki snapper znajdowane martwe na plażach") ze strony A1 gazety The New Zealand Herald, wydanie ze środy (Wednesday), January 5, 2011, pojawiła się informacja o ławicach martwych ryb morskich zwanych "snapper" wyrzucanych na plaże z półwyspu Coromandel w Nowej Zelandii.
     Mnie osobiście strach najbardziej obleciał kiedy podczas paceru około lutego 2010 roku ja sam natknąłem się na takie zdechłe ryby na plaży w nowozelandzkiej miejscowości Petone (w której ja sam mieszkam). Powodem mojego strachu było, że wszystkie ryby jakie wówczas spotkałem były tego samego gatunku (tj. "płaszczki" - po angielsku zwane "stingray") oraz dokładnie tak samo duże (tj. około metrowej rozpiętości "skrzydeł"). Podczas spaceru wzdłuż plaży o długości około 1 km natknąłem się wówczas na 12 takich uśmierconych dużych ryb. Z moich zaś badań nad tsunami, opisanych w punkcie #D4 ze strony Dzień 26, wiem że jednakowe co do gatunku i wielkości ryby, giną kiedy ich ciała zaczynają rezonować z wibracjami generowanymi podczas morderczego trzęsienia ziemi. Wygląda więc na to, że w Nowej Zelandii właśnie gotuje się jakieś śmiercionośne trzęsienie ziemi - tak jak to opisałem w punkcie #I1 owej strony Dzień 26.
     Podobnie wygląda sprawa owych masowych samobójstw wielorybów popełnianych poprzez ich wyrzucanie się na miejscowe plaże morskie. W Nowej Zelandii przypadki takich masowych samobójstw wielorybów czasami mają miejsce co kilka miesięcy. Co je powoduje - tego narazie nie ustalono. W obliczu powyższego NIE powinno już dziwić, że w Nowej Zelandii także nasilenie samobójstw ludzi należy do jednego z najwyższych na świecie. Np. młodzież tak masowo tam się zabija, że aż nałożony został zakaz pisania lub dyskutowania samobójstw w publikatorach. Czyżby jakieś nadprzyrodzone moce sprzeciwiały się zaludnieniu Nowej Zelandii?
     Inny przykład niemal biblijnego wymarcia - tym razem owadów, opisuje niepozorny artykuł ”Bug invasion comes to light on east coast” (tj. ”Najazd owadów jaki wyszedł na jaw na wschodnim wybrzeżu”), opublikowany na stronie A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie ze środy (Wednesday), March 4, 2009. Zgodnie z owym artykułem, maleńka nowozelandzka miejscowość nazywana Whatatane doświadczyła tak ogromnego "najazdu" i masowej śmierci najróżniejszych owadów, szczególnie jakichś czarnych żuków, koników polnych i świerszczy, że owe zdechłe robaczyska musieli tam szuflami wygarniać ze sklepów i ze stacji benzynowych. Czy jest więc możliwym że gleba w niektórych obszarach Nowej Zelandii jest już aż tak zatruta rolniczymi chemikaliami, że zmusza to nawet owady do ucieczki i do masowego wymierania w ludzkich zabudowaniach?
* * *
     Owych masowych śmierci naróżniejszych stworzeń zaczyna ostatnio być aż tak dużo, że Google opracował nawet specjalną mapę która pokazuje gdzie i co tak masowo wyginęło. Na mapie tej odnośnikami z kropką zaznaczone są masowe śmierci które nastąpiły już w 2011 roku. Oto link do owej mapy: mapa masowych śmierci żyjątek.
Antworten to top


Nachrichten in diesem Thema
Nowa Zelandia - rozdziały - von tina - 22.11.2020, 13:01
F2. Nowa Zelandia - rozdiały - von tina - 22.11.2020, 13:01
#D2. Nowa Zelandia - rozdiały - von tina - 23.11.2020, 00:51
#D1. Nowa Zelandia - rozdziały - von tina - 23.11.2020, 17:44
#E6. Nowa Zelandia - rozdziały - von tina - 26.11.2020, 15:23
RE: Nowa Zelandia - rozdziały - von tina - 10.02.2021, 02:44
RE: Nowa Zelandia - rozdziały - von tina - 10.02.2021, 02:55


Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste