Wolna wola (połączone rozdziały)
#1
...
Antworten to top
#2
#B5.1. Celowe i powtarzalne poddawanie ludzi bolesnym i przykrym doświadczeniom ma też jeszcze jeden cel - mianowicie wychowanie "zahartowanych w ogniu" przyszłych "żołnierzy i towarzyszy Boga": 

       Anglicy mają powiedzenie "pożałuj rózgi a popsujesz dzieciaka" (po angielsku: "spare the rod and spoil the child"). Powiedzenie to jest przetłumaczonym na dzisiejszy język zapisem metody wychowywania zalecanej ludziom przez Boga, którą to metodę w autoryzowanej przez siebie Biblii sam Bóg wyraził słowami z tzw. "Księgi Przysłów", werset 13:24 - cytuję: "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go - w porę go skarci", zaś którą w punkcie #F3 totaliztycznej strony wszewilki.htm i w punkcie #B1.1 totaliztycznej strony o nazwie antichrist_pl.htm opisałem pod nazwą "zasada odwrotności". Z powodu wielkoskalowego użycia tej metody, obecna faza powiększania wiedzy przez Boga za pośrednictwem "eksperymentowania z szatańskością i z jej następstwami" ma też jeszcze inny, równie istotny cel. Mianowicie, Bóg używa jej także jako metody "wychowywania" sobie ludzi na prawych, zahartowanych w ogniu, oraz niezawodnych swoich żołnierzy-współtowarzyszy, poprzez wykształtowywanie w nich pożądanych cech charakteru na drodze celowego i powtarzalnego poddawania każdego z ludzi najróżniejszym przykrym i bolesnym doświadczeniom. Ilustracyjne wyjaśnienie dlaczego konieczne jest poddawanie ludzi takiemu "hartowaniu charakteru", podane zostało w punkcie #A3 totaliztycznej strony internetowej god_proof_pl.htm. Z kolei wyjaśnienie dlaczego Bóg potrzebuje zahartowanych w boju "żołnierzy Boga", podane jest w punkcie #B1.1 strony o nazwie antichrist_pl.htm
       Odnotuj, że używana przez Boga metoda "hartowania charakteru ludzi" poprzez celowe poddawanie ich cierpieniom i nieprzyjemnym doświadczeniom, opisana jest także w punkcie #K2 totaliztycznej strony soul_proof_pl.htm - o naukowych dowodach potwierdzających istnienie duszy. Z kolei "zasada odwrotności", stanowiąca filozoficzny fundament owej boskiej metody wychowywania ludzi, jest opisana w punkcie #F3 strony o nazwie wszewilki.htm
       Biblia kładzie ogromny nacisk na ów podstawowy sposób wychowywania, w którym "charakter ludzi utwardza się tak samo, jak hartuje się stal". Sposób ten jest bowiem powtarzany w Biblii w wielu miejscach. Przykładowo, oprócz wersetu cytowanego poprzednio, w bibilijnej Księdze Przysłów powtarzają ją również np. wersety 22:15 (cytuję "W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd"), 23:13 (cytuję "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz - nie umrze"), czy 29:17 (cytuję "Karć syna: kłopotów ci to zaoszczędzi i pociechą twej duszy się stanie"). Powtarza ją też Mądrość Syracha czyli Eklezjastyk (uwaga - nie mylić jej z bibilijną Księgą Kohleta czyli Eklezjastesa), werset 30:1 (cytuję: "Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć"). Sposób ten udowodnił już swoją poprawność w przeciągu całych tysiącleci jego stosowania. Niestety, zgodnie z referowaną wcześniej "zasadą odwrotności", sposób ten musi być nieustannie podważany i typowany do zastąpienia przez swoją odwrotność. Na szczęście, aź do niedawna ludzie opierali się temu zastąpieniu. Jednak ostatnio coraz więcej ludzi (a szczególnie matek) zaczyna ignorować kompetencję Boga w zakresie metody wychowawczej, którą w Biblii Bóg rekomenduje do stosowania przez rodziców. Ludzie ci zwolna wprowadzają do powszechnego użycia odwrotną metodę wychowaczą bazującą na "zasadzie cieplarnianej" (też opisaną w punkcie #F3 strony o nazwie wszewilki.htm) - w której dzieci wychowuje się tak, jak czyni się to z roślinkami w cieplarniach, tj. wogóle się ich NIE dyscyplinuje, pozwala się im na wszystko, chroni się je przed wszystkim, dostarcza się im wszystko pod nos, itp. Oczywiście, owa "zasada cieplarniana" wychowuje dzieci na snobów, egoistów, niewydarzeńców i maminsynków, którzy nawet w dorosłym życiu odmawiają opuszczenia opieki swych matek, którzy sami NIE są w stanie rozwiązać nawet najmizerniejszego problemu życiowego, dla których życie polega na zabawie i przyjemnościach, którzy załamują się psychicznie z powodu każdej napotkanej przeszkody, oraz którzy tylko czekają na okazję aby z jakiegoś nieistotnego powodu popełnić samobójstwo. Z kolei szerokie wprowadzanie owej "zasady cieplarnianej" automatycznie eliminuje z uzycia dawną "zasadę odwrotności" w wychowaniu zalecaną nam przez Boga. Owo zaś jej eliminowanie celowo stworza na Ziemi sytuację, że prawa ludzkie występują dokładnie przeciwko prawom boskim, oraz że ci ludzie którzy postępują zgodnie z prawami boskimi są surowo karani przez prawo ludzkie (tak jak to jest przepowiadane w Biblii dla końcowych czasów). 
       Ja znajduję się w sytuacji dosyć korzystnej dla swoich "badań Boga i identifikacji metod używanych przez Boga do oddziaływania na ludzi" - jakie to badania prowadzę prywatnie już od 1985 roku. Na codzień mam bowiem okazję obserwować wokoło siebie następstwa owego ustanawiania praw ludzkich w taki sposób, aby występowały one dokładnie przeciwko prawom boskim - tak jak może to być odnotowane np. z punktu #I3.1 na stronie petone_pl.htm. Wszakże w Nowej Zelandii tamtejszy sejm wydał m.in. tzw. "prawo przeciw-klapsowe" (po angielsku "anti-smacking law"), które zamienia w przestępcę i naraża na karę więzienia każdego rodzica który zgodnie z zaleceniem Biblii da klapsa swemu dziecku. Co dziwniejsze, tamtejsze pouczanie rodziców przez państwo jak ci mają wychowywać swoje dzieci, nabiera bardzo dziwnego posmaku w świetle programu telewizyjnego o tytule "60 minutes" nadawanego na kanale 3 telewizji nowozelandzkiej w poniedziałek, dnia 20 lipca 2009 roku, w godzinach 19:30 do 20:30. Zgodnie z owym programem, rządowe instytucje Nowej Zelandii opiekujące się sierotami i dziećmi odebranymi rodzicom przez państwo, zostały oskarżone o największe w dziejach owego kraju przestępstwo bicia, maltretowania, oraz nieludzkiego potraktowania dzieci. Program ten informował, że już w chwili obecnej około 5000 byłych dzieci z owych państwowych sierocińców zabiega o wystąpienie do sądu w tej sprawie, jednak całkowitą liczbę dzieci brutalnie krzywdzonych w tamtejszych państwowych domach opieki szacuje się na mogącą sięgać nawet liczby 50000. Powinno więc co najmniej dziwić, że nie zapobiegając biciu i brutalnemu krzywdzenia dzieci w nadzorowanych przez państwo sierocińcach, to samo państwo instrułuje prawami i chce karać rodziców którzy starają się dyscyplinować własne dzieci w swoich domach. W rezultacie wdrożenia w życie tego "prawa przeciw-klapsowego", Nowa Zelandia zaczęła nagle doświadczać problemy wychowawcze oraz wzrost przestępczości o niemal kosmicznej skali. Doszło do tego, że aby zmusić rząd do zmiany tego prawa, zatroskani obywatele rozpisali ogólnokrajowe referendum (plebiscyt) na dni 1 do 20 sierpnia 2009 roku, zapytujące każdego obywatela "czy klaps dany dziecku jako wyraz dobrego rodzicielskiego korygowania powinien być przestępstwem kryminalnym w Nowej Zelandii?" (w oryginale angielskojęzycznym: "Should a smack as part of good parental correction be a criminal offence in New Zealand?"). Chociaż koszt tego referendum wznosi się do około 9 milionów dolarów, rząd z góry zapowiedział że NIE weźmie pod uwagę jego wyników i nie zmieni tego prawa. Niemniej jednocześnie niemal w każdej gazecie jaką wziąłem do ręki w okresie przygotowań so tego referendum znajdowałem co najmniej jeden artykuł który bezpośrednio lub pośrednio namawiał aby w referendum tym głosować TAK (tj. głosować za utrzymaniem owego prawa narzuconego społeczeństwu przez sejm i czyniącego przestępcę z kazdego rodzica który da klapsa swemu dziecku), lub który co najmniej starał się przekonać czytelników aby wogóle NIE brali udziału w głosowaniu. Jednocześnie NIE natrafiłem w gazetach nawet na jeden artykuł który nakłaniałby czytających aby głosowali NIE - czyli głosowali przeciwko utrzymaniu ważności tego prawa. Przykładem artykułu nakłaniającego aby głosować TAK, jest artykuł o tytule "The Bible has harsh views on rearing a child" (tj. "Biblia ma represyjne metody wychowania dziecka"), ze strony B5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend, wydanie z soboty (Saturday), July 11, 2009. Artykuł ten okrzykuje bibilijnymi fundamentalistami wszystkich tych rodziców którzy dyscyplinują klapsem swoje dzieci. (Aby lepiej zrozumieć jakie mentalne powiązania można w czytelnikach zaindukować przez przyrównywanie kogoś do fundamentalistów bibilijnych, wystarczy tutaj wspomnieć że ci którym przypisuje się terrorystyczne ataki po świecie i zbombardowanie WTC typowo nazywani są "religijnymi fundamentalistami".) Artykuł ten sugeruje także pośrednio że okrzykiwanie kryminalistami każdego rodzica który usiłuje klapsem dyscyplinować swoje dzieci byłoby "bardziej oświeconą drogą do przodu" (tj. "a more enlightened way forward"). Nieco wiecej danych na temat tego intrygującego referendum i prawa przeciw-klapsowego które stara się ono obalić zawierają m.in. artykuły "Get cracking on referendum act" ze strony A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piatku (Friday), June 19, 2009, oraz "Three out of four think poll waste of money" ze strony A4 gazety The New Zealand Herald, wydanie z poniedziałku (Monday), June 29, 2009. Referendum skończyło się w czwartek, dnia 20 sierpnia (August) 2009 roku. Jego wyniki były publikowane, m.in. w artykule "You say Change the law, PM says No I want" (tj. Ty mówisz Zmień prawo, prezydent mówi Nie ja nie zmienię") ze strony A1 gazety Weekend - The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday-Sunday), August 22-23, 2009. Przeważająca większość ludzi, bo 87.60%, głosowała NIE (znaczy domagała się zmiany prawa). Tylko 11.81% ludzi głosowało TAK (znaczy utrzymaj istniejące prawo anty-klapsowe). W wyborach uczestniczyło 54.64% (tj. głosowało 1,622,000 Nowozelandczyków) - znaczy przeciwko temu prawu głosowało więcej obywateli niż liczba ludzi którzy wybrali rząd w najostatniejszych wyborach poprzedzających owo referendum. Referendum kosztowało 8.9 milionów dolarów nowozelandzkich - a ciągle rząd go zignorował i odmówił obalenia powszechnie niechcianego prawa. Faktycznie to artykuł o tytule "Mother jailed for beating son with hose" (tj. "Matka wtrącona do więzienia za przyłożenie synowi wężem") ze strony A1 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday) November 20, 2009 rok, opisuje szokującą surowość z jaką w owym podobno demokratycznym kraju już po referendum nadal karano rodziców usiłujących dyscyplinować swoje dzieci. Artykuł ów opisuje przypadek matki która przyłożyła synowi w tyłek 15 razy gumowym wężem ponieważ chronicznie wagarował on szkołę. Za to matka ta została wsadzona do więzienia na 15 miesięcy (czyli nowozelandzka "sprawiedliwość" zasądziła tej matce miesiąc więzienia za każde kolejne przyłożenie jej synowi wężem w tyłek). Kilka kolejnych przypadków kiedy wychowujący rodzice zostali sądownie ukarani za przyłożenie swoim rozwydrzonym dzieciakom, opisanych zostało w artykule "Latta gives OK to anti-smacking law" ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), December 8, 2009. Według mojej znajomości życia, w innym miejscu i czasie niemal każdy z owych przypadków zakończyłby się postawieniem przed sądem owych rozwydrzonych dzieciaków, a nie ich rodziców. Zresztą sami rodzice owych opisywanych tam przypadków podkreślili w odmiennym artykule "Parents hit back over smacking" (ze strony A13 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post - wydanie z soboty (Saturday), December 19, 2009), że byli oni ignorowani w tym "jednostronnym raporcie" oraz że ów raport zawiera kardynalne błędy. Ciągle jednak specjalnie powołana w tym celu komisja rządowa orzekła w Nowej Zelandii na podstawie tychże przykładów, że tamtejsze prawo zakazujące klapsów jest pożądane i że działa ono jak powinno. W innym zaś artykule "It's okay to give light smacks, says PM" ze strony A1 gazety The New Zealand Herald, wydanie z wtorku (Tuesday), December 8, 2009, owo orzeczenie tejże komisji zostało określone przez osoby zwalczające prawo przeciw-klapsowe jako "government-funded sales pitch" (co można tłumaczyć jako "opłacony przez rząd pisk reklamowy"). Potrzebę wprowadzenia prawa anty-klapsowego politycy Nowej Zelandii najczęściej uzasadniają chęcią uchronienia dzieci przed agresją dorosłych. Jak jednak wykazały wyniki badań opublikowanych w artykule "Outcry fails to reduce child abuse deaths" ze strony A7 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), December 10, 2009, statystyki liczb zgonów dzieci spowodowanych agresją dorosłych są po wprowadzeniu owego prawa anty-klapsowego takie same jak przed jego wprowadzeniem. Owe statystyki więc wykazują, że prawo to wcale NIE chroni dzieci przed śmiercią z rąk dorosłych. Z kolei polityczna wymowa tego prawa, zaprezentowana w notatce "If I see good parents getting criminalised for lightly smacking their children..." ze strony A9 gazety The New Zealand Herald, wydanie z wtorku (Tuesday), October 26, 2010, też może pobudzić sporo refleksji. 
       Więcej informacji na temat wyrabiania w ludziach pożądanych cech charakteru "twardymi metodami" zawartych jest w podrozdziałach D2 i D1 z tomu 2 monografii [8/2] o tytule "Totalizm"
       Z kolei w punkcie #G1 z końcowej części niniejszej strony zostało wyjaśnione "dlaczego" ci rodzice którzy zaniechają dyscyplinowania swoich dzieci przysłowiową "rózgą", ryzykują że ich dzieci umrą w młodym wieku. Ja rekomendowałbym aby "rzucić okiem" na argumenty i materiał dowodowy zaprezentowane w owym punkcie. Wszakże w sprawach mogących mieć wpływ na życie lub śmierć tych których kochamy, warto jednak poznać tą tzw. "drugą opinię" - w tym przypadku wypracowaną metodami nowej "totaliztycznej nauki" która bada otaczającą nas rzeczywistość z "a priori" podejścia jakie jest dokładnie przeciwstawne do oficjalnego "a posteriori" podejścia do badań, stosowanego przez dotyczas monopolistyczną, starą tzw. "ateistyczną naukę ortodoksyjną". Warto też aby wyrobić sobie własne zdanie w tak istotnej sprawie, jak wynikami której z obu tych nauk jest najbezpieczniej się kierować zarówno dla nas jak i dla tych których kochamy.
Antworten to top
#3
#G4. Gdzie szukać materiału dowodowego który potwierdza, że "gro intelektów głuchych na głos sumienia jest eliminowane z życia": 

Motto: "Prawda która bylaby oczywista i łatwa do ustalenia łamałaby naszą 'wolną wolę'." 
       
Dokonajmy teraz przeglądu już zidentyfikowanych przez autora tej strony obszarów życia, w których ci co zechcą sami się przekonać, że faktycznie życiem ludzi rządzi zasada "wymierania najniemoralniejszego", a stąd że "jeśli ktoś zaprzestanie słuchania głosu swego sumienia, wówczas prawdopodobnie zostanie za to przedwcześnie uśmiercony", mogą poszukiwać wymaganego empirycznego materiału dowodowego. Oto więc najwydajniejsze źródła takiego materiału dowodowego: 
       1. Osobiste ustalenia. Ja sam znałem osobiście sporo osób które umarły w młodym wieku, a których moralność do dzisiaj doskonale pamiętam. Jestem więc absolutnie pewien, że osoby te NIE słuchały głosu swego sumienia. Stąd pierwotnym przykładem źródeł opisywanego tu materiału dowodowego, są analizy moralne osób które znamy osobiście i o ktorych wiemy że umarły w młodym wieku. W moim własnym przypadku analizy te opisałem w punkcie #D3 strony god_istnieje.htm. Jednak każdy czytelnik jest też w stanie przeprowadzić samemu podobne analizy dla jemu znanych przypadków. 
       2. Epidemie depresji i samobójstw u młodzieży która pozbawiona została rodzicielskiej pomocy w wykształtowywaniu w sobie zdolności do wsłuchiwania się w głos swego sumienia. Kolejnym źródłem takiego empirycznego materiału dowodowego są "epidemie depresji i samobójstw u dzisiejszej młodzieży" z krajów w których panuje zakaz używania przysłowiowej "rózgi" (np. w Nowej Zelandii). Wszakże w obecnych czasach coraz mniej młodych ludzi ma tam przywilej wyrastania w warunkach, jakie uczyłyby ich wsłuchiwania się w głos własnego sumienia. Jednym zaś z najbardziej edukujących i moralnie inspirujących (ale tylko dla innych ludzi) sposobów późniejszego eliminowania takich osób głuchych na głos swego sumienia, jest samobójstwo. Istnieje bowiem prosty związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy niesłuchaniem głosu swego sumienia a samobójstwem. Związek ten jest następstwem działania "depresji psychicznej". Wynika on z faktu, że osoby które są głuche na głos swego sumienia NIE są w stanie akumulować w swoim przeciw-ciele wymaganej ilości tzw. "energii moralnej". Z kolei brak owej "energii moralnej" wywołuje w nich "depresję psychiczną" - tak jak dokładniej opisuje to punkt #D10 na stronie totalizm_pl.htm. Depresja psychiczna zaś typowo wiedzie do samobójstwa. Najlepszą ilustracją takiego właśnie działania mechanizmów moralnych jest sytuacja z młodzieżą w Nowej Zelandii - co doskonale podsumowują artykuły "Suicide and crashes drive NZ's youth death figures" (tj. "samobójstwa i wypadki drogowe podwyższają statystyki śmierci nowozelandzkiej młodzieży") ze strony A6 gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), April 26, 2012; oraz "Kiwi teens' death rate second highest in Western World" (tj. "liczba śmierci nowozelandzkich nastolatków druga najwyższa w Zachodnim Świecie") ze strony A5 gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), April 26, 2012. Nowa Zelandia jest wszakże krajem w którym panuje oficjalny zakaz dyscyplinowania rózgą dzieci i młodzieży (pod karą więzienia dla dyscyplinujących) - co wyjaśniłem w punkcie #B5.1 tej strony. Jak rozwydrzoną czyni to młodzież, ujawniają coraz częstrze wiadomości o jej ekstremalnie niemoralnych wyczynach - w rodzaju wykrzykiwania i pobicia 87-letniego staruszka któremu nastolatki dewastowały drzewka, opisanego w artykule "Who's going to make us?" (tj. "Kto nam jest w stanie nakazać?") ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Monday), April 17, 2012 (zdjęcie paskudnego pobicia tego staruszka pokazano w artykule "Plea to public to catch teenage thugs" (tj. "błaganie publiczności aby złapała nastoletnich zbirów") ze strony A5 gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Monday), April 18, 2012). Ów brak dyscyplinowania, a także nieobecność struktury, wymagań i odpowiedzialności w życiu nowozelandzkiej młodzieży, jest powodem, że coraz znaczniejsza proporcja tej młodzieży wykształtowuje w sobie głuchotę na głos swego sumienia. To z kolei powoduje, że już w czasach pisania tego punktu w maju 2012 roku nowozelandzka młodzież miała jeden z najwyższych w świecie poziomów depresji psychicznej i samobójstw - tak jak wyjaśniłem to i podparłem referencjami literaturowymi w punkcie #D3 odrębnej strony god_istnieje.htm, oraz w w punkcie #G1 powyżej na tej stronie. Wszystkie zaś znaki na niebie i ziemi wskazują, że owa sytuacja z upływem czasu będzie jeszcze bardziej eskalowana. Przykładowo, w wiadomościach wieczornych kanału 1 telewizji NZ z godziny 18:33 we wtorek, 22 września 2015 roku, pokazano afisz jakiejś grupy protestującej przez budynkiem parlamentu, jaki informował iż w maleńkiej NZ tylko jednego roku było 569 samobójstw (normalnie liczba samobójstw jest w NZ oficjalnie utajniona). 
       3. Epidemie chorób umysłowych u młodzieży. Z czasów w których ja sam byłem dyscyplinowany przysłowiową "różgą", doskonale do dzisiaj pamiętam, że jeśli coś nabroiłem, jednak kara NIE została mi wymierzona, wówczas mechanizm zarządzający moimi emocjami balansował wyrzuty sumienia i poczucie winy poprzez znaczący wzrost poczucia rodzaju wewnetrznej udręki (po angielsku zwanej "anguish") - tak jak opisywałem to już w punkcie #G1 tej strony. Pamiętając moc nacisku jaki owe poczucie udręki wywierało na moją młodą psychikę, wcale mnie NIE dziwi, że jest ono akumulacyjnie podwyższane kolejnymi sprzecznymi z głosem sumienia jednak niekaranymi zachowaniami danego dziecka. To zaś moim zdaniem wiedzie wprost do choroby umysłowej tego dziecka. Stąd szokująca epidemia chorób umysłowych jaka ostatnio zaczyna dotykać coraz więcej dzieci w Nowej Zelandii, moim zdaniem jest następstwem rządowego zakazu dyscyplinowania "rozgą" tych dzieci (pod karą więzienia oczekującego rodziców którzy ośmielą się mimo wszystko dyscyplinować swoje pociechy). Na temat owej epidemii chorób umysłowych u nowozelandzkich dzieci można sobie poczytać np. w artykule "Mental illness on rise in children" (tj. "zwiększenie chorób umysłowych u dzieci"), ze strony A1 gazety The Dominion Post, wydanie z poniedziałku (Monday), March 26, 2012. 
       4. Niemoralny charakter samego odejścia z tego świata. Młodzi ludzie którzy stali się głusi na głos własnego sumienia w wielu przypadkach odchodzą z tego świata w sposób, który nawet dla osób nieznających filozofii totalizmu wygląda na oczywiście "niemoralny". (Wprawdzie takim "niemoralnym odejściem" są także "samobójstwa" opisane w poprzednim paragrafie. Jednak w dzisiejszych czasach niewielu ludzi ciągle wie, że popełnienie samobójstwa jest działaniem wysoce niemoralnym, które w swych złych skutkach jest porównywalne tylko do homoseksualizmu opisywanego w punkcie #B4 strony o nazwie antichrist_pl.htm.) Przykładowo w Nowej Zelandii sporo młodych ludzi się zabija kiedy ukradnie komuś samochód, poczym udaje się nim na przejaźdźkę po uprzednim upiciu się lub zażyciu narkotyków - jakie to odejście z tego świata jest niemoralnym w sposób na tyle oczywisty, że NIE trzeba nawet go testować kryteriami moralności. Taka nienaturalnie wysoka liczba śmierci młodzieży w rezultacie wypadków drogowych jest raportowana np. w w/w artykule "Kiwi teens' death rate second highest in Western World" (tj. "liczba śmierci nowozelandzkich nastolatków druga najwyższa w Zachodnim Świecie") ze strony A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), April 26, 2012. 
       5. Nietypowe zbiegi okoliczności u tych co umarli w masowych wypadkach, lub przeżyli takie wypadki. Jeśli w dowolnej statystycznej chwili rozważyć moralności poszczególnych ludzi podróżujących np. danym tramwajem, pociągiem, statkiem, lub znajdujących się w danym budynku czy fabryce, to dla typowych przypadków jest ona zupełnie przypadkowa i reprezentuje przekrój niemal wszystkich moralności dominujących dane społeczeństwo. Jeśli więc Bóg zdecyduje się spowodować katastrofę jakiegoś pojazdu lub budynku, która ma uśmiercić niemal wszystkich ludzi znajdujących się wewnętrz, wówczas aby wypełnić zasadę "przeżywania najmoralniejszych" Bóg musi spowodować, że w chwili owej katastrofy w środku znajdują się albo sami wybrani do umarcia, albo też że najmoralniejsi z nich będą jednak w jakiś cudowny sposób uratowani. Jeśli też przeanalizuje się raporty z typowego przypadku który powoduje masowe śmierci wielu ludzi naraz, wówczas uderza właśnie owa niezwykłość losów tych którzy znaleźli się w środku. Mianowicie, nagle w środku znajdzie się sporo ludzi, którzy typowo tam NIE powinni być, a tylko jakieś niezwykłe zbiegi okoliczności ich tam skierowały. Jednocześnie sporo ludzi którzy powinni być w środku, przez jakieś dziwne zbiegi okoliczności NIE mogli się tam znaleźć. Na dodatek do tego, często z takich masowych śmierci jakimś cudownym sposobem ratują się pojedyńcze osoby, które potem typowo traktują to jako rodzaj "nakazu lub wiadomości od Boga". W sumie więc wszystkie tego typu okoliczności i sytuacje są kolejnym źródłem dowodów, że Bóg konsekwentnie realizuje swoją zasadę "przeżywania namoralniejszych". Tyle że Bóg zawsze kamufluje tą swoją zasadę, tak aby NIE niszczyć u ludzi "wolnej woli", a także aby NIE pozwalać na odkrycie prawdy bez włożenia w to wymaganej pracy. (Oczywiście, przy badaniu takich przypadków trzeba też mieć na uwadze, że istnieją również budynki - np. więzienia czy stacje telewizyjne, zakłady przemysłowe - np. wytwórnie papierosów lub alkoholu, lub pojazdy - np. więźniarki czy samoloty dla przewożenia członków rządu, które wcale NIE zawierają w sobie przekroju wszystkich moralności dominujących dane społeczeństwo. Stąd masowe wypadki jakim one też mogą zostać poddane przez Boga wcale NIE reprezentują opisywanego w tym punkcie materiału dowodowego.) 
       6. Losy dzieci i młodzieży w tych rodzinach, w których kobiety przejęły wszelkie decyzje o wychowaniu, tj. losy tych dzieci które folklor staropolski opisywał wysce negatywnym ostrzeżeniem 'bez ojca chowany", albo też przezwiskiem "bękart" czy "nojdór". (Odnotuj, że ostrzeżenie "bez ojca chowany" obejmowało też dzieci z rodzin w których ojciec żył i był obecny, tyle że był tzw. "pantoflarzem" i w swym domu NIE miał on nic do powiedzenia bowiem dominująca go i krzykliwa matka w niczym go NIE konsultowała ani nigdy NIE dawała mu dojść do głosu.) W angielskojęzycznych kulturach (np. w Nowej Zelandii) najwyraźniej jednak ludzie NIE są świadomi niszczycielskiego wpływu jaki wychowywanie bez ojcowskiej dyscypliny ma na daną młodą osobę. Wszakże NIE posiadają oni tam swego odpowiednika dla ostrzeżenia "bez ojca chowany" (choć sporadycznie używają tam przezwiska "bastard", czyli "bękart"). Ponadto nieustannie uchwalają tam prawa które w najróżniejszy sposób alienują ojców od wpływu na wychowanie swoich dzieci. Np. uchwalają tam sprzeczne z nakazami Boga prawa w rodzaju "ustawy anty-klapsowej" omawianej w punkcie #B5.1 tej strony - które to prawo specyficznie zabrania dyscyplinowania dzieci (po szczegóły i następstwa tego prawa patrz artykuł "Smack admission bars grandparents" - tj. "przyznanie się do klapsa eliminuje dziadków" ze strony A2 gazety The New Zealand Herald", wydanie datowane we wtorek (Tuesday), June 18, 2012); prawa tzw. "unii cywilnej"; prawa do adoptowania i wychowania dzieci przez pary lesbijek lub homoseksualistów; kusząco wysokie świadczenia dla tzw. "solo parents", tj. niby dla "samotnych rodziców" - które jednak zachęcają głównie niezamężne kobiety aby zamiast iść do pracy i zarabiać na swe utrzymanie, raczej zafundowały sobie kolejne dziecko którego ojciec pozostawałby oficjalnie nieznanym; itd., itp. Niemniej, codzienne życie coraz wyraźniej i tam ujawnia następstwa braku ojcowskiej dyscypliny. Relatywnie dobry przykład takich następstw ujawnia samo-wyjaśniający się artykuł "Man accused of journalist's murder 'never had a father figure in his life' " (tj. "mężczyzna oskarżony o zamordowanie dziennikarza 'w całym swoim życiu nigdy NIE miał kogokolwiek pełniącego funkcje ojca' ") ze strony A3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), May 24, 2012. Jeszcze zaś bardziej wymowny przykład następstw "chowania bez ojca" daje podsumowanie morderstwa nastoletniej prostytutki zawarte w artykule "Sad ending to a tragic young life" (tj. "Smutny koniec dla tragicznego młodego życia") ze strony A6 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), June 21, 2012 - w którego treści zawarte są nawet informacje ułatwiające czytelnikowi wydedukowanie czy prostytutka ta miała zwyczaj aby NIE słuchać głosu swego sumienia. To wszystko zaś ujawnia, że źródłem dosyć istotnego materiału dowodowego jest ustalenie "kto" faktycznie powoduje iż np. dana młodzież zaprzestaje słuchania głosu swego sumienia. Jak bowiem się okazuje, w swoich badaniach nigdy NIE natknąłem się na przypadek, aby pierwotną przyczyną czyjejś głuchoty na głos sumienia był ojciec. Praktycznie zawsze powodem tym okazuje się być wyobcowana (wymykająca się) spod męskiej kontroli matka, lub jakaś inna dyktatorska kobieta w mocy której dana młoda osoba się znalazła. (Czasami mogą nim być też jacyś żeńscy politycy, czy jakieś rządowe instytucje działające pod dyktando kobiet - w rodzaju notorycznej nowozelandzkiej CYF.) Dlatego w przypadkach jeśli brak nam informacji na temat moralności danej osoby która przedwcześnie odeszła z tego świata, wystarczy sprawdzić kto był "głową rodziny" pod dyktando której osoba ta wyrastała (znaczy, czy "głową rodziny" faktycznie była wówczas jakaś kobieta). Empiryczny materiał dowodowy ujawnia bowiem, że wychowanie "pod dyktando" jakiejś kobiety typowo jest już wystarczającym potwierdzeniem prawdopodobieństwa, że dana młoda osoba NIE potrafi słuchać głosu swego sumienia. Jak bowiem wyjaśnia to dokładniej punkt #B2 strony o nazwie antichrist_pl.htm, kobiety zostały stworzone przez Boga jako wysoce niedoskonałe istoty którym NIE wolno udzielać wyłączności i samodzielności w decydowaniu o losach kogokolwiek innego, a które powinny raczej współdecydować w nieustannej konsultacji z mężczyznami. Wszakże, w przeciwieństwie do mężczyzn - którzy niemal całe swoje działanie bazują na decyzjach umysłów, zaś emocjami kierują się tylko kiedy zostali do tego zmuszeni, kobiety w swoim postępowaniu kierują się niemal wyłącznie emocjami, zaś umysłów używają tylko jeśli do ich użycia zostały one jakoś zmuszone. W rezultacie tego, kobiety typowo są w swych działaniach stronnicze, impulsywne, niekonsystentne, nieobiektywne, niesprawiedliwe, nieprzewidujące, itp. Jednak dzisiejsza nauka NIE pozwala im poznać własnych niedoskonałości, a raczej wmawia im błędnie, że "kobiety są w stanie czynić wszystko to co czynią mężczyźni". Nie będąc zaś świadome swoich niedoskonałości, kobiety NIE pracują nad ich eliminowaniem, lub kompensowaniem z męską pomocą. Tymczasem aby nauczyć kogoś wsłuchiwania się w głos swego sumienia, NIE wolno kierować się emocjami i być stronniczym, a trzeba działać mądrze, przewidująco, obiektywnie i sprawiedliwie - tak jak typowo czynią to ojcowie pełniący role faktycznej "głowy rodziny". Innymi słowy, chociaż obecność ojcowskiej dyscypliny jest tylko jednym z całego szeregu wymogów które muszą być spełnione aby dane dziecko nauczyło się wsłuchiwać w głos swego sumienia, jednak brak ojcowskiej dyscypliny jest już wystarczającym powodem aby dziecko to stało się głuche na głos swego sumienia. Istnieją też już najróżniejsze badania, które doskonale ilustrują jak niewłaściwe jest pozostawienie samym kobietom rozstrzyganie jakiejś sprawy dotyczącej sprawiedliwości, sumienia, przezorności, itp. Tyle, że aby NIE narażać swej kariery owym rozlicznym feministkom gotowym "odgryzać głowy" każdemu kto ośmieli się ujawniać prawdę na temat kobiet, faktyczna wymowa wyników owych badań zwykle jest kamuflowana na najróżniejsze sposoby. Doskonałym przykładem takiego właśnie kamuflowania wyników badań na temat kobiet, może być np. artykuł "Female teachers get blame for schoolboy slackers' poor results" (tj. "nauczycielki są obciążane winą za marne wyniki niedbałych uczni-chłopców"), ze strony A3 gazety "The New Zealand Herald", wydanie z piątku (Friday), February 17, 2012. Na przekór rozgrzeszającego kobiety tytułu, artykuł ten opisuje solidne badania które ujawniły, że nauczycielki chronicznie praktykują niesprawiedliwość poprzez zaniżanie stopni jakie dają one uczonym przez siebie chłopcom, w porównaniu do stopni jakie te nauczycielki dają dziewczynkom za ich produkty tej samej jakości. (Dokładnie takie same doświadczenia z nauczycielkami i wykładowczyniami ja wyniosłem z lat swej nauki i studiów - co podkreśliłem m.in. w punkcie #B2 strony o nazwie antichrist_pl.htm.) 
       7. Śmierci "intelektów grupowych". Bóg NIE tylko zakańcza życie indywidualnych osób które stały się głuche na głos sumienia, ale także czyni też dokładnie to samo z całymi tzw. "intelektami grupowymi" (np. instytucjami) które też zaprzestały słuchania głosu swego zbiorowego sumienia. (Wyjaśnienie pojęcia "intelekty grupowe" zawarte jest w punkcie #E2 strony o nazwie totalizm_pl.htm.) Tyle że zamiast umierać jak pojedyńczy ludzie, owe intelekty grupowe bankrutują, są rozwiązywane, zastępowane przez inne lub pochłanianie przez inne, itp. Oczywiście, dla nich to także reprezentuje rodzaj "śmierci", bowiem przestają one istnieć i coś nowego pojawia się na ich miejscu. Przykładowo, niemal każde państwo, które po niemoralnej agresji na inne państwo przegrywa wojnę jaką rozpoczęło, po przegraniu owej wojny jest zastępowanie już innym rodzajem tego państwa - jako przykład rozważ Hitlerowskie Niemcy po drugiej wojnie światowej. Doskonałym przykładem takich "intelektów grupowych" (instytucji) uśmiercanych przez Boga za głuchotę na głos sumienia są nowozelandzkie tzw. "Finance Companies" (tj. jakby prywatne banki). Od 2008 roku w Nowej Zelandii zbankrutowała ich aż cała masa, zaś na ich temat można sobie poczytać interesujące wiadomości niemal w każdym wydaniu miejscowych gazet. Cechą też niemal ich wszystkich było, że na długo przed zbankrutowaniem wszystkie one zaprzestały słuchania głosu swego "zbiorowego sumienia". Przykładowo, w czasie kiedy były one zakładane, ich dyrektorzy typowo mieli tylko tyle samo pieniędzy, co ich przyszli klienci. Jednak w momencie kiedy bankrutowały, ich klienci byli już obdarci ze swoich oszczędności, zaś nagle się okazało że dyrektorzy tych instytucji są niesamowicie bogaci, mieszkają w milionowych willach, mają drogie samochody i zapchane konta bankowe, ich żony, krewni i dzieci mają "trusty" pełne pieniędzy, itp. Aby zaś tego rodzaju przepływy oszczędności mogły mieć miejsce, instytucje te z całą pewnością pozostawały głuche na głosy sumienia. Dosyć dobry wgląd do kultury i rodzaju moralności praktykowanej w Nowej Zelandii przez osoby kierujące owymi instytucjami (tj. przez ich "dyrektorów") daje np. artykuł "His tastes went up ... with his fraud" (tj. "jego smak wzrastał ... w miarę nasilania się oszustwa"), ze strony C1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piąku (Friday), May 4, 2012; czy artykuł "Keeping the rats out of the race" (tj. "trzymanie szczurów z dala od wyścigu"), ze strony C1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend, wydanie z soboty (Saturday), May 5, 2012. Dlatego masowe bankrutowanie takich instytucji jest kolejnym źródłem materiału dowodowego, że "intelekty które zaprzestały słuchania głosu swego sumienia są eliminowane z życia". Kiedy zaś takie niemoralne "intelekty grupowe" są eliminowane przez Boga, pośrednio karani są też wszyscy ludzie którzy są uczestnikami tych intelektów a stąd których losy są w jakiś sposób związane z losami tych intelektów - np. w przypadku bankrutowania owych "finance companies" karani są też wszyscy ich klienci którzy tracą zainwestowane w nie pieniądze oraz wszyscy ich pracownicy którzy tracą swoje miejsca pracy i zarobki. Owa ich zbiorowa kara jest za "pozostawanie pasywnym wobec niemoralności intelektu grupowego do którego się należy" - tak jak wyjaśnia to punkt #B4 strony o nazwie parasitism_pl.htm oraz dokładniej precyzuje punkt #E1 strony o nazwie quake_pl.htm. Co też wysoce interesujące, niezależnie od owej zbiorowej kary wymierzanej wszystkim ludziom należącym do takich niemoralnych intelektów grupowych, równolegle i niezależnie najwyższą możliwą "karą śmierci" są też nauczająco karane te osobistości które w owych intelektach grupowych są bezpośrednio odpowiedzialne za popełniane niemoralności - np. rozważ losy przywódców Hitlerowskich Niemiec, czy też patrz artykuł "Failed finance firm founder has cancer" (tj. "założyciel zbankrutowanej firmy finansowej jest chory na raka") ze strony A7 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), May 24, 2012. Oczywiście, podane tu jako przykład "kompanie finansowe" są tylko jednym z przykładów całego pochodu "intelektów zbiorowych" (tj. banków, firm, instytucji, całych państw, itp.) które były eliminowane z życia według zasady "przeżywania najmoralniejszego" z powodu niemoralności jakie popełniały. Szeroko znanymi innymi przykładami takich niemoralnych intelektów były także, m.in.: Hitlerowskie Niemcy, Komunistyczna Rosja, czy niedawno Libia Gaddafiego. Co gorsze, z powodu ślepoty starej oficjalnej nauki, która ciągle NIE nabyła kompetencji aby ostrzec polityków o istnieniu i działaniu zasady "przeżywania najmoralniejszego" ( "wymierania najniemoralniejszego") oraz aby im wyjaśnić do czego prowadzi niemoralność, w ostatnich czasach coraz większa liczba dalszych intelektów zaczyna maszerować w tym samym kierunku i tylko patrzeć jak Bóg też wyeliminuje je z życia.
Antworten to top
#4
#G1. Jeśli unikasz dyscyplinowania swego dziecka rózgą, prawdopodobnie umrze ono w młodym wieku: 

Motto: "Pożałuj rózgi a prawdopodobnie spowodujesz przedwczesną śmierć swego dziecka." 
       
Dopiero w 2012 roku nowa "nauka totaliztyczna" odkryła, że w świecie stworzonym i mądrze zarządzanym przez wszechwiedzącego Boga, życiem inteligentnych istot (tj. tzw. "intelektów") rządzi szczególnie sprawiedliwa, mądra i przewidująca zasada "przeżywania najmoralniejszego"(którą z uwagi na sposób na jaki ona działa daje się także nazywać zasadą "wymierania najniemoralniejszych"). Zasada ta NIE mogła bowiem zostać wcześniej odkryta przez starą "ateistyczną naukę ortodoksyjną". Wszakże jest ona doskonale ukrywana przed ową starą nauką ortodoksyjną przez "zasłonę dymną" w postaci rozgłaszanej po świecie przez tą naukę, darwinowskiej zasady "przeżywania najsilniejszego". (Na Ziemi jednak ta darwinowska zasada "przeżywania najsilniejszego", po angielsku zwana "survival of fittest", obowiązuje tylko dla pozbawionych sumienia dzikich zwierząt, zaś nad wszelkimi istotami panowałaby ona tylko w świecie pozbawionym sprawiedliwego Boga - po więcej szczegółów na ten temat patrz punkt #B1 ze strony o nazwie changelings_pl.htm.) Ta nowoodkryta zasada "przeżywania najmoralniejszego" jest już obecnie potwierdzana przez coraz większą ilość stopniowo identyfikowanego empirycznego materiału dowodowego badanego przez nową "naukę totaliztyczną" z filozoficznie odwrotnym do oficjalnego podejściem "a priori" do badań. Zaskakującym niemal każdego przykładem tego materiału dowodowego, jest ustalenie nowej "totaliztycznej nauki", że jeśli jakieś dziecko NIE jest sprawiedliwie dyscyplinowane przysłowiową "rózgą" - tak jak [b]Bóg[/b]nakazuje to nam czynić w [b]autoryzowanej (zainspirowanej) przez siebie Biblii, wówczas z dużym prawdopodobieństwem dziecku temu odbierana jest szansa dożycia do wieku dojrzałego[/b]god_istnieje.htm. Inną część podobnego materiału dowodowego zaprezentuję poniżej w punkcie #G4 tej strony. Warto z nim się zapoznać, ponieważ ów materiał dowodowy potwierdza nam illustratywnie, że dzieci które NIE doświadczają dyscyplinowania przysłowiową "rózgą", NIE wyrabiają w sobie respektu dla związku przyczynowo-skutkowegopomiędzy głosem swego sumienia, a karami (i nagrodami) serwowanymi im przez mechanizmy rzeczywistego życia. Bez zaś automatycznej świadomości istnienia i działania tego związku przyczynowo-skutkowego, dzieci te NIE nauczą się konsultować ze swym głosem sumienia wszystkiego co tylko czynią. W rezultacie, z upływem czasu stają się one głuche na głos swego sumienia. Tymczasem aby konsekwentnie realizować na Ziemi ową nowoodkrytą zasadę "przeżywania najmoralniejszego", a także dla szeregu innych istotnych powodów które opisuję w punkcie #G2 poniżej, Bóg jest zmuszony aby (wysoce ostrożnie) zakańczać życie niemal wszystkich intelektów które stały się głuche na głos swego sumienia. W rezultacie, zaniedbując lub żałując sprawiedliwego karania swych dzieci rózgą, faktycznie skazuje się je na znaczącą możliwość, że umrą one jeszcze w młodym wieku i NIE dożyją do lat swej, ani rodziców, starości. Z tego więc powodu, zachęcam aby dokładnie zapoznać się z argumentami i materiałem dowodowym jakie tutaj prezentuję, potem zaś zadecydować samemu co się będzie czyniło w tej sprawie. Wszakże ignoracja NIE jest w stanie ustrzec czyichś dzieci przed podzieleniem losu wielu innych młodych ludzi, którzy już uprzednio musieli umrzeć przedwcześnie ponieważ ich rodzice (a także nauczyciele i całe społeczeństwo) zaniedbali wytresowania w nich umiejętności wsłuchiwania się w głos swego sumienia. 
       Problem przedwczesnego umierania młodzieży która NIE wyrobiła w sobie nawyku konsultowania swych działań z głosem sumienia, ja zidentyfikowałem dopiero w 2012 roku. Na początku owego roku podjąłem bowiem analizy czynników moralnych jakie decydują o czyjejś przedwczesnej śmierci w relatywnie młodym wieku. Niestety, w swych badaniach NIE byłem w stanie opierać się na niemal żadnych już publikowanych informacjach moralnych. Wszakże z powodu ustanowienia przez ludzi "praw prywatności", a także z powodu istnienia najróżniejszych zakazów i "tabu" (np. w rdzaju, że typowo NIE ujawnia się prawdy o niemoralnych postępowaniach osób już umarłych), w większości przypadków prawda na temat niemoralności ludzi umarłych jest zatajana. W tych badaniach zmuszony więc byłem opierać się niemal wyłącznie na swojej pamięci i na własnym doświadczeniu życiowym. To dlatego dla owych badań sporządziłem własny wykaz osób które osobiście i doskonale znałem z czasów swej młodości, oraz o których wiedziałem, że wszystkie one umarły w relatywnie młodym wieku. Na szczęście moje burzliwe losy życiowe powodowały, że znałem wystarczająco dużo takich osób. Po sporządzeniu tej listy okazało się, że wszystkie te osoby miały aż cały szereg cech wspólnych. Najważniejszą z tych cech był fakt, że swym zachowaniem - jakie doskonale pamiętałem z lat swej młodości, zawsze dowodzili iż nigdy NIE słuchali oni głosu swego sumienia (inne ich cechy wspólne opisałem w punkcie #D3 strony o nazwie god_istnieje.htm). Przykładowo jeden z nich, z którym chodziłem do szkoły, pewnego dnia wpadł na pomysł, że będzie to doskonałą zabawą jeśli opróżni cały atrament ze swego wiecznego pióra do kieszeni nowej, eleganckiej, śnieżno białej marynarki (żakietu) naszej nauczycielki. Ponieważ zaś tego opróżnienia pióra dokonał nagle, bez uprzedniej zapowiedzi i bez kosultowania z nami, w środku lekcji kiedy nauczycielka ta przechodziła koło jego ławki, NIE miałem możności aby go powstrzymać lub odwieść od owego zamiaru. Jednak czułem się tym tak wzburzony, że do dzisiaj uważam tamto wydarzenie za jedno z najgorszych wspomnień z owej szkoły. Jako bowiem syn biednych rodziców rozumiałem doskonale ile wyżeczeń i oszczędzania owa nauczycielka musiała włożyć aby kupić sobie tak szykowną i modną nową marynarkę (żakiet). Wszakże ta nauczycielka była szczególnie biedna i zawsze wyglądała wytarta ponieważ NIE mogła sobie pozwolić na zakup ładnej odzieży. Potem jadnak na własne oczy widziałem jak okazale i jak elegancko wyglądała w tym właśnie żakiecie. Tamten zaś kolega zepsuł jej żakiet (marynarkę) już w pierwszy dzień kiedy ją nową ubrała (nigdy więcej NIE widziałem jej w owej marynarce - zapewne była zmuszona ją wyrzucić). Podobne zachowania dowodzące braku konsultacji swych działań z głosem swego sumienia odnotowałem u wszystkich znanych mi osób, które potem umarły w młodym wieku. To zaś pozwoliło mi w analizach z początka 2012 roku wydedukować, że tych młodych ludzi którzy stali się głusi na głos swego sumienia, a ponadto którzy spełnili niektóre dodatkowe kryteria (np. nauczyli się być bardzo lubiani, a stąd potencjalnie mogli wywierać niewłaściwy wpływ na wielu innych ludzi), Bóg po prostu eliminuje z życia poprzez albo ich uśmiercenie w relatywnie młodym wieku, albo też poprzez uczynienie ich np. inwalidami.
       Oczywiście, wyjaśniając tutaj, że Bóg uśmierca w młodym wieku niemal wszystkie osoby które wyrobiły w sobie głuchotę na głos swego sumienia, wcale NIE twierdzę, że w tym celu Bóg ukazuje się im w chmurach i razi ich piorunami po uprzednim poinformowaniu gromkim głosem, że jest to za głuchotę na głos sumienia. Wręcz przeciwnie, typowo umierają oni w taki sposób, że ani oni sami, ani osoby z ich otoczenia, NIE mają pojęcia za co ich to spotkało. Wszakże do ich śmierci też odnosi się owa zasada działania Boga opisana w punkcie #C2 strony o nazwie tornado_pl.htmi wzmiankowana skrótowo w punkcie #C2 niniejszej strony, jaka stwierdza, że aby NIE odbierać ludziom "wolnej woli", wszystko co Bóg czyni zawsze dokonywane jest w taki sposób żeby zawierało to w sobie równoległy materiał dowodowy wskazujący na conajmniej 3 niezależne przyczyny dla których to zaszło. Innymi słowy, rodzaj śmierci jaki spotyka te osoby, jest doskonałym odzwierciedleniem nieograniczonej pomysłowości i celowości działań Boga. Stąd umierają oni albo na jeden z wielu różnorodnych form samobójstwa(tak jak opisano to w punkcie #D3 strony o nazwie god_istnieje.htm), albo na jeden z ogromnej liczby odmiennych rodzajów wypadków, albo na jakąś śmiertelną chorobę, albo w jakimś katakliźmie, albo w wojnie, strzelaninie, itd., itp. Bez względu jednak na to jakie rodzaje śmierci dopadają te osoby, zawsze są one wysoce edukacyjne dla innych ludzi i zawsze dają dużo do myślenia każdemu kto pozna ich szczegóły. 
       Spośród sporego empirycznego materiału dowodowego jaki zidentyfikowałem na poparcie swego wniosku (patrz punkt #G4 poniżej), najwięcej dały mi do myślenia "epidemiczne" wprost proporcje do jakich problem przedwczesnego umierania młodzieży urósł ostatnio w Nowej Zelandii. Chodzi bowiem o to, że od wielu już lat w owej uprzednio relatywnie zamożnej Nowej Zelandii działa oficjalny zakaz rodzicielskiego dyscyplinowania rózgą swych dzieci i młodzieży. (Ów zakaz częściowo wyjaśniłem już w punkcie #B5.1 tej strony.) Na dodatek, spora proporcja ludności tego kraju nieoficjalnie praktykuje ateizm. Co jeszcze gorsze, Nową Zelandią obecnie faktycznie rządzą kobiety. To kobiety są ową prawdziwą "szarą eminencją" i "władzą ukrytą poza tronem", która rządzi mężczyznami jacy pretendują że to oni rządzą krajem. To też one same podejmują niemal wszelkie decyzje o wychowaniu dzieci i młodzieży - co wnosi wiele niekorzystnych następstw w świetle poziomu niedoskonałości kobiet opisanego w punkcie #B2 ze strony o nazwie antichrist_pl.htm. Wszystkie zaś te czynniki razem wzięte stwarzają wprost idealne warunki aby znaczna proporcja nowozelandzkiej młodzieży wykształtowała w sobie głuchotę na głos własnego sumienia. Dlatego następne analizy jakie wykonałem w ramach badań tego problemu, to sprawdzenie czy może istnieć związek przyczynowo-skutkowypomiędzy zakazem dyscyplinowania dzieci i młodzieży przysłowiową "rózgą" przez ich rodziców, a liczbą przedwczesnych śmierci wśród tej niedyscyplinowanej młodzieży (np. liczbą jej samobójstw, indukujących samo-niszczenie chorób umysłowych, itp.). W tych analizach moją uwagę zwróciło kilka obserwacji jakie uprzednio zgromadziłem. Jedną z nich była moja własna pamięć czasów w młodości kiedy ja sam byłem sprawiedliwie dyscyplinowany rózgą. Moja młodość wypadała bowiem w czasach kiedy rodzice sprawiedliwie dyscyplinowali swe dzieci przysłowiową "rózgą" (tj. kiedy rodzice ciągle nagminnie używali karania cielesnego), a ponadto niektórzy co starsi (przedwojenni) nauczyciele w szkołach też ciągle jeszcze używali wówczas różnych odmian sprawiedliwego karania cielesnego. Z tamtych czasów doskonale więc pamiętam, że ja sam wogóle NIE miałem nikomu za złe, jeśli byłem sprawiedliwie dyscyplinowany rózgą za jakieś przewinienie. Za to czułem wewnętrzną udrękę jeśli nabroiłem, jednak odpowiednia kara NIE została mi wymierzona. Wyjaśniając to innymi słowami, na bazie swych własnych doświadczeń wiem, że dzieci NIE mają za złe sprawiedliwego dyscyplinowania rózgą, chociaż na tyle go nie lubią, że są gotowe uczynić wszystko co w ich mocy aby go uniknąć. Za to znacząco zaburza ich psychikę brak dyscyplinowania kiedy ich sumienie im podpowiada że zasłużyły na karę. (To zaburzanie psychiki dzieci brakiem kar, wyjaśnia też dlaczego w kraju w którym karanie rózgą jest zabronione, tak wiele dzieci cierpi potem na choroby psychiczne.) Pamiętać bowiem trzeba, że od pierwszej chwili kiedy w ich ciałka wniknęła dusza w momencie przerwania pępowiny- tak jak opisuje to punkt #C6 strony o nazwie soul_proof_pl.htm, małe dzieci wsłuchują się już w głos swego sumienia. To ich wsłuchiwanie się w głos swego sumienia od samego początka doskonale potwierdzają też badania naukowe opisane np. w artykule [1#G1]o tytule "Sense of right and wrong in place by six months of age, researchers found" (tj. "poczucie tego co właściwe i niewłaściwe istnieje już w szóstym miesiącu życia, odkryli badacze"), ze strony A5 gazety "The New Zealand Herald", wydanie z wtorku (Tuesday), May 11, 2010. (W podobny sposób postępują zwierzęta domowe, które w przeciwieństwie do dzikich zwierząt mądry Bóg też wyposażył w organ sumienia - stąd to posiadanie sumienia odróżnia zwierzęta domowe od dzikich zwierząt. Przykładowo, mój kot "Teecee" spektakularnie ilustrował swe poczucie winy zawsze kiedy uczynił coś niemoralnego - np. kiedy podkradł żywność kotkowi sąsiada.) Dopiero w wieku szkolnym lub licealnym niektóre z tych dzieci uczą się jak głos swego sumienia mogą w sobie zagłuszać lub ignorować. Drugim wysoce pomocnym doświadczeniem było stare foklorystyczne wierzenie jakie znałem, że dzieci postępują i zachowują się jak zwierzątka - a stąd aby je czegoś nauczyć trzeba je "tresować" (tak jak tresuje się zwierzątka). Wszakże "tresowanie" zwierzątek polega właśnie na wyrabianiu w nich związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy jakimś sygnałem, a tym czego się od nich wymaga. W sumie oba te rodzaje doświadczeń uświadomiły mi, że dyscyplinowanie dzieci rózgą polega właśnie na wyrabianiu u nich świadomości ścisłego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy tym co mówi im ich własne sumienie, a tym co w życiu z nimi się staje. Jeśli więc ktoś NIE dyscyplinuje swych dzieci, one z czasem uczą się być głuche na głos swego sumienia. Wszakże NIE widzą potrzeby aby w głos ten się wsłuchiwać, jeśli sumienie stwierdza jedno, a ich rodzice i życie jakie wiodą stwierdza coś zupełnie innego. Niestety, produktem ubocznym owego zagłuszania swego sumienia najwyraźniej jest wzrost wewnętrznej irytacji jaka stopniowo prowadzi do jakiejś formy samo-niszczącej choroby umysłowej. Stąd zapewne rodzą się sytuacje jak ta opisana w artykule [2#G1]"Half of all teenagers harm themselves: study asks why" (tj. "połowa wszystkich nastolatków rani się sama: badania zapytują dlaczego"), ze strony A7 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post(wydanie ze środy (Wednesday), May 9, 2012). Wszakże niefortunnie dla owych dzieci, oprócz rodziców istnieje też Bóg który NIE ma zamiaru tolerować tego rodzaju głuchoty. Dla Boga bowiem osoby głuche na głos swego sumienia stają się bezużyteczne. Sumieniejest przecież tym jedynym organem u ludzi, który pełni funkcję bezpośredniej "gorącej linii" łączącej umysł owych ludzi z umysłem Boga. To za pomocą owej "gorącej linii" Bóg komunikuje się z ludźmi, podpowiada im co powinni a czego NIE powinni czynić, inspiruje ich poszukiwania, itp. - tak jak szczegółowo owe funkcje sumienia wyjaśniają podrozdziały JA10, JA1.1, oraz I5.3 z tomów 6 i 5 mojej najnowszej monografii [1/5]. Dlatego jeśli Bóg wykryje taką bezużyteczną osobę która już w młodym wieku nauczyła się głuchoty na głos swego sumienia, wówczas Bóg znajduje jakiś najbardziej odpowiedni dla niej sposób aby zakończyć jej życie (z nauką dla innych ludzi). 
       Dla najróżniejszych powodów (np. politycznych) religia chrześcijańska nam wmawia, że głównym zajęciem Boga jest "wybaczanie naszych win". Stąd może być dla kogoś dużym szokiem uświadomienie sobie, że np. Bóg sprowadza także uśmiercające kataklizmy m.in na ludzi którzy praktykują wysoce niemoralną filozofię pasożytnictwa- tak jak opisuje to strona internetowa o nazwie quake_pl.htm, czy uświadomienie sobie że Bóg uśmierca te intelekty (osoby) które stały się głuche na głos swego sumienia. Dlatego dobrze w tym miejscu jest także uświadomić sobie, że podobnie jak wszystko co Bóg czyni, takie uśmiercanie jest "fair" i wysoce sprawiedliwe. Wszakże Bóg NIE spieszy się z zakończeniem czyjegoś życia, a zawsze daje danej osobie wiele czasu i ostrzeżeń na zmianę swego postępowania. Nie bez powodu znane staropolskie przysłowie stwierdza "Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy". (Odnotuj, że przysłowie to ma swoje odpowiedniki w praktycznie niemal każdym języku świata - np. w angielskim jego odpowiednik stwierdza "though the mills of God grind slowly, they grind exceedingly small" - tj. "chociaż młyny Boga mielą wolno, jednak mielą one wyjątkowo precyzyjnie".) Ponadto, zanim Bóg podejmie takie drastyczne działanie, zawsze najpierw upewnia się za pomocą odpowiednio zaprojektowanych egzaminów i testów moralnych, że faktycznie dany intelekt zupełnie zaprzestał słuchania głosu swego sumienia, oraz że jego przypadek ma już beznadziejny charakter. Bóg daje także każdemu takiemu intelektowi wiele ostrzeżeń i sporo napomnień aby zmienił swoje postępowanie, a dopiero na samym końcu zakańcza jego życie - jeśli owe ostrzeżenia NIE odnoszą skutku. Przykładowo, w autoryzowanej (inspirowanej) przez siebie Biblii, Bóg aż w wielu miejscach z naciskiem nam nakazuje, że mamy dyscyplinować swoje dzieci rózgą - po szczegóły patrz punkt #B5.1 tej strony. Jeśli więc ktoś uparcie odmawia słuchania nakazów Boga i decyduje się NIE dyscyplinować swoich dzieci przysłowiową rózgą, przejmuje potem na siebie odpowiedzialność za ewentualną przedwczesną śmierć swego dziecka. W wielu też miejscach Biblii Bóg wyraźnie ostrzega, że będzie uśmiercał te osoby które staną się głuche na głos swego sumienia (a więc będzie też uśmiercał niektóre z owych dzieci jakie ktoś zaniedba dyscyplinować przysłowiową rózgą aby nauczyć je wsłuchiwania się w swój głos sumienia). Tyle tylko, że Biblia była pisana około 2000 lat temu - kiedy ludzkość NIE dysponowała jeszcze tak klarownym i jednoznacznym słownictwem jak dzisiaj. Aby więc zrozumieć owe ostrzeżenia Boga, najpierw trzeba dokładnie je przeanalizować i przetłumaczyć na dzisiejszy język. Uczyńmy więc to teraz razem (ja i czytelnik) na dwóch przykładach. W bibilijnej "Księdze Ezechiela", werset 33:18, Bóg stwierdza, cytuję: "Jeśli odstąpi sprawiedliwy od sprawiedliwości swojej i popełniać będzie zbrodnie, to ma za to umrzeć."Wprawdzie werset ten NIE używa słowa "sumienie", jednak słowo "sprawiedliwy" doskonale je zastępuje. Wszakże aby ktoś był "sprawiedliwym", musi słuchać głosu swego "sumienia". Inny przykład który, tym razem bardziej dyplomatycznie, stwierdza dokładnie to samo, zawarty jest w bibilijnej "Mądrości Syracha czyli Eklezjastyk" (nie mylić jej z bibilijną "Księgą Kohleta czyli Eklezjastesa"), werset 30:1, cytuję: "Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć."Z powodu wielowiekowego wmawiania nam przez kościół, "że Bóg przebacza nasze grzechy", ten werset zwykle jest rozumiany jakby w dzisiejszym precyzyjniejszym języku stwierdzał on że "jeśli kochasz swego syna wówczas lepiej często dyscyplinuj go rózgą, tak aby wyrósł na porządnego człowieka który będzie cię szanował i cię wspierał na stare lata, ponieważ niedyscyplinowane dzieci wyrastają na łotrów ktorzy z czasem stają się jedynie utrapieniem dla swych rodziców". Tymczasem faktycznie werset ten należy rozumieć jako dyplomatycznie i wielopoziomowo wyrażone ostrzeżenie Boga, stwierdzające że "jeśli kochasz swego syna wówczas rózgą ucz go słuchania głosu swego sumienia, bowiem w przeciwnym wypadku ja pozbawię go życia i na stare lata nie będziesz już miał syna jakim mógłbyś się cieszyć".
Antworten to top
#5
#G2. Dlaczego Bóg typowo uśmierca większość intelektów które stały się głuche na głos swego sumienia: 

Motto: "Bóg zawsze ma rację, tyle że Jego nakazy i wymagania często są nierozumiane, a czasami nawet celowo wypaczane." 
       
Aby konsekwencje wdrażać na Ziemi zasadę "przeżywania najmoralniejszego" Bóg realizuje masowy program eliminowania z życia najniemoralniejszych intelektów. Przykładowo, z iście żelazną ręką Bóg uśmierca niemal każdy intelekt który stał się całkowicie głuchy na głos własnego sumienia- do tego dosyć szokującego wniosku doszła nowa "totaliztyczna nauka" (tj. nauka opisywana m.in. w punkcie #B5 tej strony, czy w punkcie #C1 strony telekinetyka.htm) w wyniku analizy całego szeregu przypadków przedwczesnych śmierci młodzieży, a także wielu przypadków "eliminowania" całych tzw. "intelektów grupowych", czyli np. całych instytucji. (Co to takiego owe "intelekty grupowe", wyjaśnia to dokładniej punkt #E2 strony o nazwie totalizm_pl.htm. Owe intelekty grupowe Bóg eliminuje, NIE poprzez uśmiercanie - jak indywidualnych ludzi, a poprzez ich bankrutowanie, rozwiązywanie, zastępowanie nowymi intelektami powoływanymi na ich miejsce, pochłanianie przez inne intelekty grupowe, itp.) Niniejszy punkt służy uzupełnieniu powyższego wniosku nowej "totaliztycznej nauki" wyjaśnieniami "dlaczego Bóg tak właśnie czyni". Z kolei wyjaśnienie "jaki materiał dowodowy potwierdza faktyczność takiego uśmiercania intelektów głuchych na głos swego sumienia" oraz "jak bronić siebie i swych bliskich przed podzieleniem losu takich intelektów głuchych na głos sumienia" zawarte zostało w dalszych punktach #G4 i #G6 niniejszej strony. (Wszakże odpowiadanie na takie bardzo istotne pytania jest już długą tradycją nowej "totaliztycznej nauki".) 
       Udzielenie odpowiedzi "dlaczego"Bóg eliminuje niemal wszystkie intelekty które zaprzestały wsłuchiwania się w głos swego sumienia, wynika bezpośrednio z celu w jakim Bóg stworzyl ludzi. Ludzie zostali bowiem stworzeni w celu "przysparzania wiedzy" - co zgrubnie wyjaśnione zostało w punktach #B2 do #B4 niniejszej strony, zaś dokładny opis którego to celu zawarty został w punkcie #B1 strony o nazwie antichrist_pl.htm. Niestety, aby ludzie mogli efektywnie przysparzać wiedzę, muszą oni spełniać określone wymogi moralne opisane m.in. w punkcie #B3 strony o nazwie antichrist_pl.htm. Jednym zaś z owych wymogów moralnych jest, że ludzie muszą wsłuchiwać się w głos swego sumienia. Stąd osoby które zaprzestają wsłuchiwania się w głos swego sumienia przestają być użyteczni dla Boga i stają się "pozbywalni". Jedyną zaś rzeczą do jakiej ciągle się nadają, to "umrzeć w jakiś sposob który będzie miał edukacyjną wartość dla innych ludzi". Dlatego też tacy ludzie właśnie umierają zwykle w dosyć spektakularny sposób jaki potem daje dużo do myślenia innym ludziom którzy ich znali.
Antworten to top
#6
#G3. "Dlaczego" i "jak" czytelnik powinien sam się upewnić, że faktycznie intelekty głuche na głos swego sumienia umierają znacznie przedwcześnie: 

Motto: "Abyś mógł kogoś uleczyć, najpierw musisz poznać co powoduje jego chorobę." 
       
Aby lepiej zrozumieć dalsze wywody tej "części #G", załóżmy przez chwilę że już poznaliśmy wszystkie dowody jakie poniżej wskazuje punkt #G4 tej strony, a jakie utwierdziły nas w przekonaniu że jest absolutną prawdą ustalenie "totaliztycznej nauki" stwierdzające iż zawsze "przeżywają najmoralniejsze intelekty" - jakie to ustalenie zastępuje starą i błędną darwinowską zasadę "przeżywania najsilniejszego" (o której się okazuje że obowiązuje ona tylko dzikie zwierzęta). Będąc zaś prawdą, obowiązująca wszystkie intelekty zasada "przeżywania najmoralniejszego" musi być trudna do udowodnienia i do potwierdzenia. Wszakże aby NIE uczynić z leżenia do góry brzuchem najmoralniejszego postępowania na świecie, Bóg spowodował że poznawanie prawdy, oraz nabywanie przekonania iż dana prawda jest faktycznie prawdą, musi wymagać wkładania w to dużego wysiłku i pracy - co z naciskiem podkreśla aż kilka miejsc niniejszej strony (np. patrz punkt #G6 poniżej). Aby zaś prawda była trudna do udowodnienia i wymagała wkładania sporej pracy i wysiłku w nabycie przekonania o swojej prawdziwości, empiryczny materiał dowodowy który ją potwierdza musi być dobrze ukryty i początkowo niewidoczny dla szukającego. Tylko bowiem wówczas udowodnienie, że nowoodkryta zasada "przeżywania najmoralniejszego intelektu" jest prawdą, będzie wymagało włożenia w to wymaganej pracy i wysiłku. Innymi słowy, chociaż w witalnym interesie Boga leży aby ludzie poznawali i przestrzegali zasady moralnejakie On ustanowił, niemniej dla wielu nadrzędnych powodów Bóg zmuszony jest też celowo ukrywać przed ludźmi treść tych zasad, a także wymagać aby ludzie sami je poznawali po osobistym włożeniu w to poznawanie znaczącego wysiłku i nakładu swej pracy. Dlatego też na przekór, że ja bardzo chciałbym w niniejszej części wskazać czytającemu dokładne miejsca gdzie szybko i łatwo znalazłby on absolutnie przekonywujące go dowody, że opisywana tu nowoodkryta zasada "przeżywania najmoralniejszego" jest prawdą (zaś że stara darwinowska zasada "przezywania najsilniejszego" odnosi się tylko do dzikich zwierząt), już sam fakt iż owa moralna zasada jest prawdą powoduje, że dowody na jej potwierdzenia są dobrze ukryte i że NIE każdemu Bóg pozwoli je dostrzec oraz docenić Jedyne więc co mogę uczynić, oraz co uczyniłem w punkcie #G4 poniżej, to wskazać czytelnikowi obszary gdzie może szukać dowodów jakie go przekonają, jednak NIE mogę wskazać mu jednoznacznie i łatwo go przekonujących z takich dowodów. 
       Inną istotną cechą opisywanych tu poszukiwań materiału dowodowego jest, że jeśli ktoś utwierdzi się w pewności iż zasada "przeżywania najmoralniejszego intelektu" jest prawdą i faktycznie jest konsekwentnie wdrażania przez Boga w stosunku do ludzi, wówczas jednocześnie utwierdzi się też w pewności co do istnienia i postępowania Boga. Wszakże zasada "przeżywania najmoralniejszego" NIE mogłaby być urzeczywistniana gdyby NIE istniał wszechmocny i sprawiedliwy Bóg który rządzi światem fizycznym z iście "żelazną ręką" (np. zasada ta NIE mogłaby działać w "świecie bez Boga" opisywanym w punkcie #B1 strony changelings_pl.htm). Pechowo jednak dla ludzi, gdyby każdy mógł łatwo znaleźć dowody na potwierdzenie iż Bóg istnieje i że rządzi on światem fizycznym z iście żelazną ręką, wówczas wielu ludzi pozbawionych zostałoby tzw. "wolnej woli". Wszakże aby "wolna wola" mogła być dostępna dla ludzi, wszystko co się dzieje w świecie fizycznym musi być objęte tzw. "kanonem niejednoznaczności" opisywanym już dokładniej w punkcie #C2 tej storny. Innymi słowy, na dodatek do faktu że zasada "przeżywania najmoralniejszego" jest prawdą, zaś jako prawda musi ona wypełniać wymóg że nabranie do niej przekonania musi wymagać od ludzi wkładania w siebie dużego wysiłku i pracy, zasada ta ma również potencjał, że w przypadku gdyby była oczywista wówczas eliminowałaby też ona "wolną wolę" u niektórych ludzi (tj. u tych którzy dzisiaj nazywają siebie "ateistami"). To zaś także nakłada na Boga dodatkowe wymagania aby szczególnie dobrze ukrywać przed ludźmi ów materiał dowodowy który potwierdzałby faktyczne realizowanie tej zasady. Podsumowując więc oba paragrafy (tj. niniejszy i poprzedni), podczas gdy Bóg z iście "żelazną ręką" konsekwentnie wdraża wobec ludzi nowoodkrytą zasadę "przeżywania najmoralniejszego", jednocześnie Bóg ma też aż cały szereg istotnych powodów aby dobrze ukrywać przed ludźmi materiał dowodowy jaki potwierdza prawdę tej zasady, oraz aby sprawiać na ludziach wrażenie że są oni poddawani działaniu owej starej darwinowskiej zasady "przeżywania najsilniejszego", jaka jednak faktycznie obowiązuje tylko dzikie zwierzęta i jaka przestaje się odnosić już nawet dla zwierząt domowych. Poprzez zaś takie celowe ukrywanie materiału dowodowego, Bóg upewnia się, że prawdę na Jego temat, oraz prawdę na temat działania moralności, poznają tylko ci którzy zgodnie ze swoją "wolną wolą" sami wybrali dla siebie nabycie tej wiedzy, oraz że włożyli w swój wybór wymaganą dozę determinacji, wysiłku i pracy. 
       Jak więc Bóg ukrywa przed ludźmi materiał dowodowy który potwierdzałby iż ludźmi rządzi zasada "przeżywania najmoralniejszego", chociaż jednocześnie konsekwentnie wdraża tą zasadę na ludziach. Ano, Bóg używa w tym celu aż cały szereg narzędzi. Najważniejszym z nich są (1) "wyjątki"opisywane w punkcie #G5 poniżej. Mianowicie, w każdym przypadku kiedy np. szybkie uśmiercenie kogoś postępującego niemoralnie dostarczałoby zbyt wielu ludziom tego jednoznacznie przekonywującego ich materiału dowodowego, Bóg czyni z takiego kogoś wyjątek i NIE odbiera mu życia natychmiast, a pozwala nieco pożyć i naprodukować tzw. "intensywność strumienia informacji nauczającej" (opisywaną w punkcie #G5 poniżej). W rezultacie, wszystkie osoby które są bardzo sławne (np. gwiazdy filmowe, głowy państw, ludzie wyjatkowo bogaci, itp.) mają ciche pozwolenie od Boga aby prowadzili się relatywnie niemoralnie, ciągle jednak NIE zostaną za to szybko uśmierceni - ponieważ Bóg wciągnął ich na listę swoich "wyjątków". (Faktycznie to Bóg trzyma się nawet zasady, że NIE pozwala nikomu zostać bardzo sławnym, jeśli ów ktoś NIE udowodni Bogu iż będzie prowadził się przykładowo niemoralnie.) Niemniej takich ludzi jest statystycznie ogromnie mało. Wszakże na całym dzisiejszym świecie owych "wyjątków" Bóg zapewne utrzymuje NIE więcej niż około 700 - np. zgodnie z badaniami "Forbes" która śledzi losy najsławniejszych ludzi, tylko około 100 najbardziej znanych i lubianych osób na świecie faktycznie wywiera wpływ na rzesze innych ludzi którzy kopiują ich zachowanie, zwyczaje, ubiory, itp. - po szczegóły patrz artykuł "Women dominate celeb power-list" (tj. "kobiety dominują wykaz najsławniejszych osób") ze strony A3 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday), May 18, 2012. Tymczasem cała ludzność świata przekroczyła już liczbę 7'000'000'000 (patrz artykuł "We're seven billion - and growing" (tj. "jest nas już siedem miliardów - i ciągle przyrastamy"), ze strony B1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend, wydanie z soboty (Saturday), October 8, 2011. Jednak ponieważ owe boskie "wyjątki" są aż tak sławne i stąd każde ich niemoralne postępowanie jest roztrąbiane po całym świecie przez wszystkie gazety, czasopisma i wiadomości telewizyjne, wszyscy mają wrażenie, że ludzie faktycznie bezkarnie pławią się w morzu niemoralności. Tymczasem w rzeczywistości, poza owymi kilkuset "wyjątkami", cała ogromna populacja świata jest szybko uśmiercana z iście "żelazną ręką" - jeśli tylko zacznie postępować niemoralnie (co czytelnik łatwo może sobie sprawdzić w swoim własnym otoczeniu - analizując życie zwykłych osób które znał z ich wyjątkowo niemoralnego postępowania). 
       Niezależnie od owych "wyjątków", Bóg używa też całej gamy najróżniejszych innych narzędzi i metod ukrywania materiału dowodowego, że jednak życiem ludzi rządzi nowoodkryta zasada "przeżywania najbardziej moralnego". Kolejnym takim narzędziem jest (2) konsekwentne wdrażanie w świecie dzikich zwierząt darwinowskiej zasady "przeżywania najsilniejszego", oraz ciche popieranie propagandy starej "ateistycznej nauki ortodoksyjnej" jaka oszukańczo wmawia ludziom, że owa darwinowska zasada "przeżywania najsilniejszego" odnosi się także dla ludzi. W rezultacie, ludzki rozsądek i spostrzegawczość są "zagłuszane" owym omamiającym ich "trąbieniem" ateistycznych naukowców. Jeszcze inne narzędzie i metoda Boga w ukrywaniu zasady "przeżywania najmoralniejszego" sprowadza się do (3) mylącego sposobu uśmiercania lub eliminowania najbardziej niemoralnych intelektów. Eliminowanie to Bóg zawsze dokonuje w taki sposób, aby wyglądało ono na wypadek, przypadek, zbieg okoliczności, itp. - co wyjaśnia dokładniej punkt #C2 na stronie o nazwie tornado_pl.htm. Klasycznym przykładem tutaj są wojny. Wszakże wojny zawsze przegrywane są przez agresorów, jednak zawsze też owi agresorzy najpierw jakby je wygrywali, potem jest długi okres wyrównanych mocy, w końcu pozornie przez jakiś "przypadek" agresorzy zaczynają je przegrywać. Kolejnym narzędziem w ukrywaniu prawdy są (4) najróżniejsze ograniczenia jakie w dzisiejszym społeczeństwie zakazują ujawniania prawdy. Przykładowo, jeśli ktoś umiera w młodym wieku, poza kilkoma osobami którzy tego kogoś znali osobiście, nikt inny NIE ma pojęcia czy ów ktoś był niemoralny. Wszakże prasa NIE może pisać prawdy na temat niemoralności takiego kogoś - naraziłaby się bowiem na kosztowne procesy sądowe. Rodzicom ślepa miłość typowo NIE pozwala odnotować niemoralności w swoich pociechach, zaś jeśli już potrafią się zdobyć na bezstronność, ciągle tzw. "lojalność" wymaga aby przemilczali prawdę. Przyjaciele i bliscy znajomi też będą milczeli - wszakże panuje zasada aby "NIE wyrażać się źle o umarłych". Stąd jeśli ktoś zechce poznać prawdę na temat stanu moralnego kogoś kogo NIE znał osobiście, wówczas musi dokonywać iście detektywistycznej pracy. Aby dać tu czytelnikowi rozeznanie jak trudne jest ustalenie prawdy z treści dzisiejszych raportów gazetowych, proponuję aby na bazie artykułu "Boyfriend said victim 'going down tonight' " (tj. "chłopak stwierdził ofiara 'pójdzie w dół tej nocy' ") ze strony A8 gazety The Dominion Post(wydanie z piątku (Friday), April 27, 2012), czytelnik sam spróbował ustalić, czy opisana tam zamordowana w Anglii 17-letnia Nowozelandka, słuchała czy też nie słuchała głosu swego sumienia. Jeszcze innym narzędziem Boga jest (5) zróżnicowanie wieku w którym uśmiercani są niemoralni ludzie. Wszakże Bóg zna przyszłość i może kogoś uśmiercić już w kołysce za to co ów ktoś popełni w dorosłym wieku - po szczegóły patrz punkt #D3 strony o nazwie god_istnieje.htm. Bóg aż kilkakrotnie też cofa każdą osobę do tyłu w czasie - tak jak opisuje to punkt #B4.1 strony o nazwie immortality_pl.htm. Może więc dokonać uśmiercenia kogoś już w wieku niemowlęcym za to co w innym przebiegu czasu ów ktoś dokonał w wieku dorosłym. Bóg ma też możność aby wybrać do czyjegoś uśmiercenia najmniej oczywisty moment życia. Jeśli zaś ktoś umiera w wieku powiedzmy po 40-stce, wówczas zamiast badać czy umarł on z powodu stanu swej moralności, raczej się zakłada że "dożył on już swoich lat" i że powodem jego śmierci zapewne była albo genetyka jaką odziedziczył, albo też choroba, przypadek, lub pechowy zbieg okoliczności. Tymczasem faktycznie "przedwczesną śmierć" należy definiować jako "każdą śmierć w wieku niższym niż owe 120 lat obiecane ludziom przez Boga w Biblii (Księga Rodzaju, werset 6:3)". Jeśli więc ktoś umiera w wieku powiedzmy 40 lat, wówczas to oznacza, że Bóg ocenia jego sumaryczny poziom moralności na warty przeżycia jedynie około jednej trzeciej czasu życia do jakiego miałaby prawo osoba o idealnej moralności (tj. miałby prawo "boski ideał człowieka" opisany w punkcie #C5 tej strony). Oczywiście, podobnych narzędzi Boga jest znacznie więcej. Nie ma jednak sensu wydłużanie tej strony poprzez opisywanie ich wszystkich. Już bowiem na bazie tych co tutaj przytoczyłem czytelnik powinien uzyskać dosyć dobre rozeznanie co faktycznie wokół niego się dzieje. 
       Na przekór opisanych powyżej przeszkód, prawdę zawsze warto poznawać. Wszakże "poznanie prawdy otwiera dla nas dostęp do najróżniejszych korzyści z niej wynikających". Przykładowo, jeśli ktoś sam się przekona, że Bóg uśmierca tych co stają się głusi na głos sumienia, wówczas podejmie metody obrony opisane w punkcie #G6 tej strony i uczyni wszystko co w jego mocy aby jego dzieci NIE nabyły tej głuchoty. Z kolei wiedząc, że "przeżywają najmoralniejsi", ma się dostęp do prostej receptury na pokonywanie ludzkich kłopotów zdrowotnych. Itd., itp. Nabycie więc osobistej pewności co do prawdy opisywanych tu regularności pozwala nam bronić się przed następstwami igorancji w tych sprawach. Aby zaś czytelnik mógł efektywnie bronić siebie i swoich bliskich przed tragicznymi następstwami "głuchoty na głos sumienia", najpierw musi nabyć pewności, że nowa "nauka totaliztyczna" wskazuje mu faktycznie efektywną metodę takiej obrony, a także że podjęcie tej obrony jest "warte zachodu". Wszakże, jak wyjaśni to punkt #G6 poniżej, podjęcie takiej obrony wymaga sporego wysiłku i wiary w jej niezbędność. Ten zaś kto NIE wierzy w zasadność takiej obrony, NIE zdoła wytrwać w jej urzeczywistnieniu. 
       Aby nabyć pewności co do potrzeby podjęcia obrony opisanej w punkcie #G6 tej strony, czytelnik musi sam siebie przekonać, że faktycznie "Bóg typowo odbiera życie tym intelektom które NIE słuchają głosu swego sumienia". Moje bowiem słowo ani badania NIE wystarczą aby ich upewnić - wszakże "pewności" nie można komuś "dać w prezencie", a każdy musi sam sobie na nią zapracować własnym wysiłkiem. (Ten fakt konieczności "zarobienia sobie na pewność" staram się podkreślić m.in. w punkcie #G6 poniżej, a także w punkcie #B1 strony o nazwie soul_proof_pl.htm.) Innymi słowy, aby nabyć tej pewności czytelnicy muszą sami pracowicie przeanalizować przypadki dokumentujące prawdę tego co punkty #G1 do #G5 niniejszej strony starają się im uświadomić. W tym celu muszą więc przełamać własne opory i lenistwo. Muszą znaleźć prawdę o moralności sprawdzanych przez nich osób - na przekór że ludzka kultura typowo nakazuje aby umarłych tylko chwalić i aby przemilczać ich ułomności. Muszą bawić się w detektywów aby odkryć prawdę na bazie skąpych informacji jakie będą im dostępne. Muszą umieć odczytać to co wyrażone pomiędzy wierszami. Itd., itp. 
       Przejdę teraz do podsumowania tego punktu. Jego celem jest uświadomienie czytelnikowi, że jeśli zechce, wówczas nakładem własnej pracy i wysiłku może znależć wystarczającą ilość materiału dowodowego jaki konklusywnie go przekona do prawdy zasady "przeżywania najmoralniejszego" jaka rządzi losami wszystkich intelektów, oraz że warto włożyć wymagany wysiłek i pracę w nabycie tego przekonania. Wszakże zasada ta jest prawdą. Tyle tylko, że dla nadrzędnych powodów, poznanie jej istnienia i działania musi być kamuflowane i utrudniane przez samego Boga. Wszakże ludzkość weszła obecnie w nową epokę swych dziejów, w których poznawanie określonych prawd, oraz zbieranie korzyści z prawd tych wynikających, zostaje otwierane tylko dla tych osób i społeczności, które będąc świadome swej "wolnej woli", najpierw same ochotniczo wybiorą, potem zaś zdecydowanie dowiodą, iż opowiadają się po tej stronie dla której owe prawdy i korzyści mogą być otwarte. Obszary w których czytelnik powinien szukać dla siebie takiego materiału dowodowego są wskazane w nastepnym punkcie #G4 poniżej. Niestety, ponieważ dla owych nadrzędnych powodów, Bóg zmuszony jest dobrze ukrywać przed większością ludzi cały ów materiał dowodowy, na Ziemi prowadzone są najróżniejsze hałaśliwe kampanie propagandowe, jakie wmawiają ludziom iż niby ci co postępują niemoralnie unikają kary, że niby cała Ziemia pławi się w niemoralności, że jakoby ludźmi rządzi stara darwinowska zasada "przeżywania najsilniejszego", że niby jeśli ktoś NIE słucha głosu swego sumienia, wówczas wcale to NIE oznacza iż zmuszony będzie umrzeć przedwcześnie w młodym wieku, itd., itp. Dlatego te osoby które zdecydują się poznać prawdę, muszą znaleźć sposoby aby "oddzielić ziarno od plewy" i aby nauczyć się wykrywania związku pomiędzy niemoralnością a przedwczesną śmiercią (lub niemoralnością a np. bankrutowaniem czy rozpadaniem się "intelektów grupowych").
Antworten to top
#7
#E1. Chaos a prapoczątek - czyli ewolucyjna moc chaotycznego ruchu inteligentnej substancji: 

Motto: "Każdy ruch dowolnego nośnika inteligencji jest zawsze źródłem nowej wiedzy - to dlatego do inteligentnych ludzi odnosi się powiedzenie że 'podróże kształcą'." 
       Nazwa "chaos" jest religijną nazwą. Pochodzi ono z religijnej mitologii starożytnych Greków. Jednak odmienne w brzmieniu słowa które też reprezentują to samo znaczenie co "chaos" występują w praktycznie każdej innej początkowej religii świata. Istnienie owych słów oznaczających "chaos" w każdej oryginalnej religii świata, implikuje że każda religia naszej planety opisuje dokładnie tą samą historię wszechświata, tyle tylko że każda z nich używa nieco odmiennych słów i przykładów wyjaśniających. Dla przykładu, w chrześcijaństwie Biblia referuje do nazwy "chaos" w Księdze Hioba 10:22 i w Księdze Izajasza 24:10. Niefortunnie, sceptyczni ateiści wyjaśniają zupełnie inaczej ową obecność chaosu w każdej religii - tj. wyjaśniają tą obecność jako dowód że każda religia zawiera wpływy religii starożytnych Greków i że po prostu kopiuje ona najróżniejsze idee od owych Greków. 
       Wszystkie mitologie oryginalnych religii wyjaśniają chaos jako pierwszy i najdłuższy z trzech okresów dotychczasowej nieskończonej historii wszechświata. Ten długi okres chaosu panował w czasach kiedy nie było jeszcze Boga ani kiedy "cielesne reprezentacje Boga" nie zostały jeszcze stworzone. Dwa następne okresy jakie przyszły po chaosie pojawiły się dopiero kiedy Bóg zakończył swoją samo-ewolucję i zamienił ów prapoczątkowy chaos uporządkowanym stworzeniem. Stąd, drugi okres prapoczątków jest oznaczony w Biblii wersetem ewangelii św. Jana 1:1-5 "Na początku było Słowo, …" (w zrozumieniu: "Słowo" = informacja = algorytm = naturalna odmiana programu). Ten okres został zapoczątkowany kiedy Bóg osiągnął samoświadomość. Z kolei trzeci okres w historii wszechświata jest wyjaśniony wersetami bibilijnej Księgi Rodzaju 1:1 i zapoczątkowuje go moment kiedy Bóg zaczął tworzenie uporządkowanego świata fizycznego i ludzi. Ów fizyczny wszechświat został uformowany z tego co poprzednio formowało ów chaos - tak jak to jest wyjaśnione w bibilijnym Liście do Hebrajczyków 11:3, cytuję "...słowem Boga światy zostały tak stworzone, że to co widzimy, powstało z tego co niewidzialne." Innymi słowy: Religie wcale NIE twierdzą że Bóg stworzył coś z niczego. Z pomocą ograniczonego słownictwa starożytności, religie starają się nam jedynie wyjaśnić, że Bóg użył odpowiednich algorytmów (tj. z użył naturalnych form programu, czyli "Słowa"), aby tak poorganizować nimi to co niewidzialne, żeby powstało z tego to co już jest widzialne dla ludzi. (Tymczasem przykładowo obecna oficjalna nauka ziemska, promująca zawzięcie ateistyczną teorię "Wielkiego Bangu", stwierdza oczywisty absurd że "wszechświat sam jakoby się stworzył, powstając z niczego".) 
       Ów długi okres "chaosu" NIE jest jednak reprezentowany w obecnym naukowym modelu początków wszechświata. Zgodnie bowiem z teorią "Wielkiego Bangu", na której dzisiejszy oficjalny (ateistyczny) i jedyny uznawany przez naukowców model wszechświata bazuje, nie było takiego czegoś jak długi okres chaosu. W owej teorii materia, przestrzeń, oraz czas (a stąd cały wszechświat) uformowały się same jakoby z "niczego" w rezultacie potężnego "bangu" (tj. eksplozji) jaki natychmiast wyrzucił z siebie już uporządkowany i kompletny wszechświat który potem musiał się jedynie rozprzestrzenić. Ten brak okresu chaosu w dzisiejszym naukowym widzeniu historii wszechświata jest wysoce wymowny. Wszakże poprzez łańcuch logicznego wnioskowania potwierdza on że z dwóch powyższych modeli prapoczątków wszechświata jeden jest błędny - cały zaś znany materiał dowodowy wskazuje że tym błędnym jest właśnie ów oficjalny naukowy model. Wszakże jedynym sprawdzalnym materiałem dowodowym który zdaje się potwierdzać ową teorię Wielkiego Bangu jest tzw. "przesunięcie w czerwień" światła gwiazd. Ale jednocześnie to samo przesunięcie w czerwień daje się wyjaśnić na wiele odmiennych sposobów, przykładowo jako wynik "kondensowania światła" przez grawitację gwiazd z których światło to ucieka. Ponadto teoria Wiekiego Bangu ma wiele szczegółów które naukowo dyskwalifikują ją jako poprawną i zgodną z rzeczywistością - dla przykładu stwierdza ona że materia i przestrzeń powstały z "niczego", NIE wyjaśnia ona z czego lub skąd wzięła się energia powodująca ów Wielki Bang - wszakże wiadomo że każda eksplozja potrzebuje energii jakiej uwolnienie ją formuje, nie jest w stanie wyjaśnić co było przed owym Wielkim Bangiem, ani nie potrafi opisać co jest poza obecnym widzialnym wszechświatem. Na dodatek, ten wyłącznie ateistyczny model dzisiejszej nauki wprowadza liczne społeczne i polityczne niedogodności oraz niekorzystne następstwa, przykładowo ogranicza ono zakres naukowych poszukiwań, spycha Boga poza obszar racjonalności i dociekań, stawia ludzi wierzących w Boga na tym samym poziomie co wariaci i nieuki, a także oskarża o dwulicowość wszystkich wierzących w Boga naukowców czyniąc ich odpowiedzialnymi przed Bogiem za następstwa ich działań promujących zawzięcie po świecie dzisiejszy agresywny i niemoralny ateizm. Pamiętać wszakże musimy, że dzisiejsi ateistyczni naukowcy nie poprzestają na własnym ateiźmie, a nieodpowiedzialnie wmuszają ów ateizm reszcie społeczeństwa - jako przykład rozważ działania opisane artykułem "Dawkins on board plan for atheism ads" (tj. "Dawkins poparł plan dla ogłoszeń ateizmu") ze strony B3 gazety The New Zealand Herald, wydanie ze środy (Wednesday), October 22, 2008. Według owego artykułu, Richard Dawkins, Professor of the Public Understanding of Science na Uniwersytecie w Oxford oraz autor książki "The God Delusion", był gotów zapłacić 5500 funtów sterlingów za umieszczenie na londyńskich autobusach ogłoszenia "There's probably no God. Now stop worrying and enjoy your life" (tj. "Prawdopodobnie nie ma Boga. Przestań więc się martwić i ciesz się życiem"). Odnotuj jak społecznie nieodpowiedzialne i moralnie szkodliwe jest owo ogłoszenie. Warto tutaj też dodać, że to samo ogłoszenie zostało natychmiast zamałpowane przez ateistów z Nowej Zelandii - po szczegóły patrz artykuł "Atheist bus ad campaign strikes chord" ze strony A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend, wydanie z soboty (Saturday), December 12, 2009). 
       Zwolennicy każdego powyższego modelu prapoczątków wszechświata, tj. religijnego bazującego na chaosie, oraz naukowego jaki bazuje na teorii "Wielkiego Bangu", twierdzą że to ich model jest tym poprawnym - podczas gdy ten drugi jest błędnym. Niefortunnie, żadno z owych twierdzeń nie może być zweryfikowane bezpośrednio. Wszakże taka weryfikacja przypominałaby wysiłek dwukrotnego wspinania się na dwa odmienne i wysokie mury - i to bez jakiejkolwiek pomocy czy drabiny, tylko po to aby po wspięciu się odkryć na górze że mury te nigdzie ze sobą się nie łączą. Na dodatek, oba te twierdzenia prezentują całkowicie odmienne modele wszechświata, stąd nie istnieje możliwość odkrycia prawdy np. poprzez ich porównanie ze sobą, albo poprzez badanie tylko jednego z nich. 
       Problem znalezienia poprawnego modelu pochodzenia wszechświata mógłby zostać rozwiązany tylko gdybyśmy mieli jakiś model chaosu religijnego który z całą pewnością byłby pozbawiony jakichkolwiek związków z mitologią starożytnych Greków, a także mielibyśmy naukową teorię która też nie ma związku z teorią "Wielkiego Bangu" - jednak która wypracowałaby podobny model wszechświata jak model oferowany przez religie, a stąd która potwierdzałaby istnienie prapoczątkowego okresu chaosu w historii wszechświata. W takim bowiem przypadku uzyskalibyśmy sytuację która mogłaby być porównana do dwóch ścian stojących bardzo blisko siebie, dzięki czemu badacz który wspinałby się na jedną z nich mógłby równocześnie wspierać siebie także na tej drugiej ścianie. 
       Faktycznie też, istnieje model chaosu z religijnej mitologii, o którym możemy być absolutnie pewni że NIE ma on żadnego związku z mitologią starożytnych Greków. Jest on reprezentowany przez mity nowozelandzkich Maorysów. Aż do około 1800-go roku nowozelandzcy Maorysi byli całkowicie odcięci od reszty świata, stąd definitywnie nie mieli oni żadnej styczności z religią Greków czy z religią jakiegokolwiek innego narodu świata. Na dodatek ich mitologia twierdzi, że Maorysi zostali stworzeni przez Boga nie dawniej niż jedynie około 800 lat temu, a prawdopodobnie nawet jeszcze później - zaś owo ich niedawne stworzenie jest potwiedzane przez nowoczesne badania genealogiczne. (Np. na stronie 6 książki [1#E1] pióra J.M. Mc Ewen, "Rangitana. A Tribal History", Reed Methuen, Auckland, 1986, ISBN 0-474-00030-3, można znaleźć informację, cytuję: "Owe setki ...(Maoryskich)... genealogii które mam w swoim posiadaniu wykazują dosyć powtarzalnie że ten naród istniał przez około 23 generacji przed rokiem 1900." - w oryginale angielskojęzycznym: "Some hundreds of ...(Maori)... genealogies in my possession show pretty consistently that this Whatonga lived about 23 generations prior to the year 1900." - po więcej szczegółów patrz punkt #D3 z totaliztycznej strony o nazwie newzealand_visit_pl.htm.) Na przekór tego, oryginalna maoryska mitologia religijna także opisuje "chaos". Aby było nawet bardziej interesująco, ich mitologiczny opis chaosu jest prawdopodobnie najbardziej szeroki i dokładny na świecie. 
       Ludzkość dysponuje także teorią naukową która opisuje ów długi początkowy okres chaosu z pierwszego okresu rozwoju wszechświata. Interesująco, teoria ta generuje model wszechświata który jest bardzo podobny do modelu religijnego i który również zawiera w sobie ten początkowy okres chaosu. Dodatkowo, teoria owa nie ma żadnego związku z teorią "Wielkiego Bangu". Ponadto jest ona potwierdzana przez nieporównywalnie większą ilość epirycznego materiału dowodowego niż ilość materiału dowodowego który może być wskazany przez zwolenników teorii Wielkiego Bangu. Omawiana teoria została opracowana w 1985 roku i reprezentuje ona alternatywny model wszechświata jaki bazuje na mojej teorii wszystkiego zwanej "Konceptem Dipolarnej Grawitacji" (pełna wersja której jest zaprezentowana w tomach 4 i 5 mojej najnowszej monografii [1/5]). Ten alternatywny model dowodzi, ze pole grawitacyjne ma charakter dipolarny, podobny do pola magnetycznego. Ponieważ jednak grawitacja skierowana jest koncentrycznie, ten drugi biegun pola grawitacyjnego znika z naszych wymiarów i wyłania się w kompletnie odmiennym świecie zwanym "przeciw-światem". Ów przeciw-świat jest wypełniony substancją zwaną "przeciw-materia", wszystkie cechy której są odwrotne do cech materii z naszego świata. Stąd przeciw-materia np. zawsze pozostaje niewidzialna dla ludzi, nie ma masy, nie formuje tarcia, a także jest w wiecznym ruchu. Najbardziej jednak interesującą cechą przeciw-materii jest ta która reprezentuje odwrotność dla "głupoty" materii naszego świata fizycznego. Owa cecha stwierdza, że przeciw-materia musi posiadać inteligencję - bardzo podobną do inteligencji hardware z dzisiejszych komputerów. Stąd, ów nieskończenie długi okres chaosu tejże przeciw-materii jest w stanie doprowadzić do powstania "Słowa" (rozumianego jako naturalnej formy "informacji", "algorytmu" i "programu"). Wszakże wieczysty i nieustający chaotyczny ruch tejże przeciw-materii, czyni ją podobną do owej "małpy" z teorii prawdopodobieństwa (opisanej w "motto" do następnego punktu #E1.1), która przez wieczność stuka chaotycznie w klawiaturę, aby w końcu przez czysty przypadek wystukać na niej jakiś piękny poemat z tego chaotycznego stukania. W ten sposób, cały przeciw-świat wypełniony taką inteligentną substancją zdolną do samowyewoluowania w sobie początkowego "słowa" (tj. naturalnego programu) stanowi to co religia chrześcijańska nazywa "Bóg Ojciec". Stąd model wszechświata bazujący na Koncepcie Dipolarnej Grawitacji potwierdza, że Bóg jednak istnieje, że ów Bóg zarządza całym wszechświatem, że ten Bóg stworzył nasz świat fizyczny, a także że ten Bóg sam się wyewoluował z prapoczątkowego chaosu wiecznie ruchliwej przeciw-materii. Faktycznie to ów model pozwolił też wypracować formalny dowód naukowy na istnienie Boga. Opis tego dowodu zawarty jest na totaliztycznej stronie internetowej o nazwie god_proof_pl.htm
       Wracając do owej "nieśmiertelnej małpy wiecznie stukającej w klawiaturę maszyny do pisania" (tej z "motto" do następnego punktu #E1.1), jaka to małpa zgodnie z teorią prawdopodobieństwa jakoby powinna w końcu wystukać przypadkowo piękny poemat, to owa małpa dostarcza wyjaśnienia "jak samoświadomy program Boga samo-wyewolucjonował się w inteligentnej przeciw-materii". Jednak ta sama małpa ciągle nie jest w stanie wyjaśnić np. ewolucji ludzi. Chodzi bowiem o to, że przypadkowa ewolucja naturalnego programu (czyli tego co Bibilia nazywa "Słowem") jest nieporównanie prostrza niż przypadkowa ewolucja żywego organizmu. Aby bowiem przypadkowo zestawić ze sobą jakiś naturalny "program" (w wersecie 1:1 bibilijnej "Ewangelii Św. Jana" nazywany "Słowem" - w zrozumieniu naturalnej formy tego co dziś nazywamy "informacją", "algorytmem" i "programem") wystarczy jedynie ustawić we właściwym szyku wszystkie jego składowe. Natomiast aby przypadkowo zestawić (wyewoluować) człowieka, trzeba NIE tylko właściwie pozestawiać wszystkie jego podzespoły, ale także pozestawiać ze sobą i zaprogramować w wymagany sposób wzajemne współdziałania tych podzespołów. Stąd w owym przykładzie "małpy z maszyną do pisania", ewolucja człowieka wykazuje podobieństwo NIE do prostego wystukania poematu na owej maszynie (tj. do właściwego uszeregowania liter), a np. do przypadkowego zmontowania takiej działającej maszyny do pisania poprzez wieczyste potrząsanie przez ową małpę jakiejś skrzynki pełnej najróżniejszych mechanicznych części maszyn (tj. NIE tylko do właściwego uszeregowania tych części, ale także do nadania im wymaganej funkcjonalności i takiego ich zaprogramowania aby wzajemnie współdziałały ze sobą w wymagany sposób). Jak zaś NIE trudno jest zgadnąć, chociaż teoria prawdopodobieństwa może uzasadnić jako możliwe przypadkowe wystukanie poematu przez nieśmiertelną małpę wiecznie stukającą w klawisze maszyny do pisania, ta sama teoria prawdopodobieństwa NIE jest już w stanie wykazać (bez popełnienia poważnego błędu) iż jest też możliwe przypadkowe zmontowanie takiej maszyny do pisania przez ową małpę np. wiecznie potrząsającą skrzynką w której zawarte są m.in. wszystkie części tejże maszyny!!! Innymi słowy, jest możliwe przypadkowe wyewoluowanie się naturalnego programu Boga w inteligentnej przeciw-materii, jednak absolutnie jest niemożliwe wyewoluowanie się człowieka w pozbawionej inteligencji materii. 
       Najbardziej interesującą częścią modelu wszechświata bazującego na Koncepcie Dipolarnej Grawitacji jest ewolucja myślącego Boga z nieprzerwanego chaosu wiecznie ruchliwej przeciw-materii. Powodem jest, że w tym szczególnym modelu wszechświat istniał nieskończenie długo w formie gigantycznej kropli płynnej przeciw-materii o cechach komputerowego hardware, zawieszonej w nieskończenie dużej pustej przestrzeni. Jednak przez większą część wieczności ta przeciw-materia nie miała w sobie żadnego programu który dostarczyłby jej zdolność do myślenia oraz samo-świadomość. Stąd była ona jak hardware z obecnego komputera pozbawione jednak software (znaczy była pozbawiona tego co Biblia nazywa "Słowem" = informacją = algorytmem = naturalną formą programu). Jedynie relatywnie niedawno w pamięci tego płynnego komputerowego harware (tj. w przeciw-materii) sama się wyewoluowała również składowa softwarowa która reprezentuje myślącą i samoświadomą składową boskiej Świętej Trójcy. Zaś siła motoryczna tejże samo-ewolucji myślącego Boga była ucząca zdolność tamtego prapoczątkowego "chaosu". Koncept Dipolarnej Grawitacji definiuje ów początkowy chaos jako sytuację kiedy owa niewidzialna dla ludzi, nieważka i pozbawiona tarcia przeciw-materia "gotowała się" bezmyślnie, formując przeplatające się kłęby wirów, strumieni i przypływów-odpływów które poruszały się bez celu na wskroś nieskończonych przestrzeni wszechświata. 
       W dokładnie taki sam sposób jak przez ów Koncept Dipolarnej Grawitacji, samo-ewolucja Boga jest również opisana przez mitologię nowozelandzkich Maorysów. Przykłady tego opisu można znaleźć w licznych publikacjach które opisują mity Maorysów zebrane i spisane zaraz po tym jak pierwsi Europejczycy przybyli do Nowej Zelandii około roku 1800-nego. Przykładem takich publikacji jest książka [2#E1] pióra A. W. Reed, "Reed Book of Maori Mythology", Auckland, New Zealand, 2004, ISBN 0-7900-0950-1 (patrz tam strony 3 do 8). Zgodnie z tymi legandami Maorysów, okres prapoczątkowego chaosu wszechświata trwający niemal połowę wieczności, może być podzielony na dwa okresy opisywane przez Maorysów przez słowa "Po" oraz "Kore". Maoryskie słowo "Po" opisuje okres chaosu, kiedy proces ewolution samoświadomego Boga (albo "Słowa") nie był jeszcze rozpoczęty. Słowo "Po" w języku Maorysów oznacza noc, martwą rzeczywistość, ciemność. Mitologia nowozelandzkich Maorysów przyporządkowuje owemu długiemu okresowi "Po" aż 12 atrybutów, które doskonale nam opisują jakie cechy charakteryzowały ów okres prapoczątkowego chaosu. Definiują więc one ten okres "Po" jako (1) ogromną noc która trwała niemal połowę wieczności, (2) długą noc, (3) najniższą noc, (3) najwyższą noc, (4) czarną noc, (6) intensywnie czarną noc, (7) nieodnotowalną noc, (8) wiecznie ruchliwą noc, (9) niedotykalną noc, (10) noc wąsko zdefiniowanej przemiany, (11) noc jaka zmieniła wszystko, oraz (12) noc która zainicjowała wszystko. Drugi zaś okres chaosu jest opisany w mitologii Maorysów przez słowo "Kore" - które oznacza negację światła, uczucia, formy, materii, ale także i rzeczywistość potencjalnego istnienia. Okres "Kore" opisuje relatywnie krótką fazę w historii wieczystego wszechświata, kiedy to myślący i samoświadomy algorytm ("Słowo") zaczął się już rozwijać z prapoczątkowego chaosu i ruchu. Ten okres jest podzielony przez mitologię Maorysów na szereg pod-okresów, które opisują jak (1) zainicjowanie wiodło do (2) zwiększenia, to zaś do (3) myśli, te zaś wiodły do (4) pamiętania, to zaś prowadziło do (5) świadomości, a ta zrodziła (6) potrzeby. Kiedy w wyniku owej ewolucji powstało w końcu "Słowo" jakie uzyskało samo-świadomość, owo "Słowo" z upływem czasu przekształciło się w Nadrzędną Istotę Duchową Wszechświata. Istotę tą Maorysi nazywają "Io". Po tym jak "Io" się wyewoluowała, owa Nadrzędna Istota Duchowa Wszechświata przejęła kontrolę nad dalszym rozwojem światów, w efekcie stwarzając wszystko co obecnie widzimy wokoło siebie - włączając w to cały świat fizyczny i człowieka. 
       Maoryska wymowa imienia Boga "Io" jest bardzo podobna do szybkiej wymowy imienia "Jahwe" dla Boga starożytnych Izraelitów (patrz "Księga Wyjścia" w Biblii, werset 6:2 stwierdzająca "Jam jest Jahwe"). Jednocześnie wymowa ta jest też bardzo podobna do starożytnej wymowy imienia naczelnego Boga w wielu innych rodzimych religiach świata - jako przykład warto rozważyć dawną wymowę imienia Zeus. Kiedyś słyszałem od religijnego Indyjczyka, że nawet imię indyjskiego nadrzędnego Boga, obecnie zapisywanego jako "Brahman", w starożytnym języku Indii też wymawiało się dokładnie tak samo jak imię staro-żydowskiego Boga zapisywanego "Hebrajskim Tetragrammatonem" YHWH - tj. tego samego którego imię polska Biblia zapisuje teraz jako Jahwe". Wszelkie zaś obecne różnice w zapisie tego boskiego imienia wynikają z efektów ewolucji i tłumaczenia alfabetów. Wszakże np. zawsze to samo żydowskie imię Boga YHWH polskie biblie zapisują jako "Jahwe", angielskie biblie jako "Jehovah", włoskie jako "Geova", fijańskie jako "Jiova", duńskie jako "Jehova", portugalskie jako "Jeová"; wszystkie zaś te biblie używają przecież jakoby tego samego alfabetu łacińskiego. Wygląda więc na to, że we wszystkich religiach świata Bóg przedstawiał się ludziom zawsze tym samym imieniem. Tyle tylko, że aby zapobiec zorientowaniu się przez ludzi, że każdą z tych religii założył dokładnie ten sam Bóg, swoje imię ów Bóg w każdej z religii ujawniał tylko jako sekret. Kiedy zaś się okazało, że ludzie NIE utrzymali sekretnym Jego imienia, wówczas Bóg zainspirował odmienne pisownie dla swego imienia w każdym z istniejących alfabetów - tak że anonimowość jedynego Boga jest nadal utrzymywana nawet do dzisiaj. (Odnotuj, że zdumiewająca identyczność stwierdzeń niemal wszystkich rodzimych religii świata, sama wyłania się również z materiału dowodowego zestawionego w punkcie #C6 strony prawda.htm, oraz w punkcie #D1 strony newzealand_visit_pl.htm.) 
       Na przekór że z powodu odcięcia od reszty świata, zawartość rodzimej mitologii religijnej nowozelandzkich Maorysów NIE mogła być wzorowana na jakiejkolwiek innej religii na Ziemi, stwierdzenia mitów Maorysów wykazują szokującą zgodność ze stwierdzeniami wielu innych rodzimych religii świata, np. religi starożytnych Greków i Indyjczyków, a także z ustaleniami Konceptu Dipolarnej Grawitacji. Tyle tylko, że jak każda religia na świecie, religia Maorysów też została sformułowana zgodnie z zasadami działania "pola moralnego", opisanymi w punkcie #F1 strony o nazwie rok.htm. Wszakże owo pole moralne wymaga, aby ludzie na wszystko zapracowali sobie osobistym wysiłkiem i trudem. Stąd "każda religia dostarcza jedynie bardzo ogólnikowych wytycznych oraz dobrze zaszyfrowanych potwierdzeń dla prawd które ktoś uprzednio sam sobie wypracował z dużym nakładem pracy i wysiłku". Żadna zaś religia NIE jest źródłem gotowych rozwiązań dla leniwców, nieuków i półgłówków. Tak samo też jest z religią Maorysów. Aby zaś nadać jej taki właśnie charakter zbioru "potwierdzeń", a nie "gotowych rozwiązań", Bóg nadał religii Maorysów kilka szczególnych cech. Przykładowo, jej zasady są przekazywane z pokolenia na pokolenie w formie mówionej (Bóg NIE dał bowiem Maorysom umiejętności pisania). Oczywiście, będąc religią mówioną, kolejne pokolenia jej powtarzaczy pokręciły sporo w jej narracji - zamieniając istotne kolejności, np. zamieniając kolejność Po i Kore - chociaż [3#E1] pisze na stronie 60, cytuję: "W niektórych wersjach {tych mitów} Po istnieje przed Kore, ..." (w oryginale: "In some versions {of myths} the Po precedes the Kore, ..."), gubiąc niektóre składowe, wprowadzając swoje interpretacje, itp. Stąd NIE dysponując porządkującym ją narzędziem, takim jak Koncept Dipolarnej Grawitacji, inni naukowcy nie byli w stanie zrozumieć co naprawdę ona wyraża. Jedynie więc powtarzali bezrozumnie w swych opracowaniach legendy maoryskie, nie byli jednak w stanie doszukać się w nich żadnego sensu. Na dodatek, Bóg nadał społeczeństwom maoryskim wysoce "kastowy" charakter - całą ich religię dzieląc na kilka segmentów które stały się tajemnicami odrębnych "kast" społecznych. Stąd, po późniejszym spisaniu przez Europejczyków, religia ta pozostała wyraźnie posegmentowana - zgodnie z granicami owych "kast". (Np. wiedzę o Nadrzędnej Istocie zwanej "Io", otrzymała jedynie najwyższa kasta maoryskich "mędrców" (tohunga). Jednak proszę też odnotować, że dokładnie tak samo Bóg uczynił zresztą z ludźmi starożytnego Izraela. Przykładowo, w bibilijnej Księdze Wyjścia, werset 6:3, Bóg stwierdza: "Ja objawiłem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako Bóg Wszechmocny, ale imienia mego, Jahwe, nie obawiłem im." Jak więc widać, Bóg miał zwyczaj aby wyjawiać swoje imię tylko wybrańcom.) Niemniej, na przekór wszystkich tych następstw zaszyfrowania swej faktycznej treści, religia Maorysów ciągle dostarcza jednoznacznych potwierdzeń dla praktycznie wszystkich omawianych tu ustaleń Konceptu Dipolarnej Grawitacji. Przykładowo, książka [3#E1] pióra Elsdon Best, o tytule "Maori Religion and Mythology" (Part 1, A.R. Shearer 1976, Wellington, New Zealand), poświęca cały pierwszy rozdział omówieniu maoryskich mitów o stworzeniu świata. Przeglądając jej zawartość, w oczy rzucają się takie zdania potwierdzające ową szokującą zgodność, jak - cytuję w moim tłumaczeniu: (Strona 57) "... ziemia i niebo powstały z chaosu, lub z nieistnienia - tj. z sytuacji znanej dla Maorysów jako Po, zwykle tłumaczonej przez nas jako "noc" albo "ciemność", jednak faktycznie sugerującej niewiedzę." (w oryginale: "...The earth and sky appeared from chaos, or nothingness - that is, from the condition known to the Maori as the Po, usually rendered by us as "night" or "darkness", but which really implies the unknown."). (Strona 56) "... mit wykazujący pochodzenie lub powstanie materii z chaosu, lub z nieistnienia, oraz wykazujący stopniową ewolucję światła z ciemności" (w orygianle: "...myth showing the origin or growth of matter from chaos, or nothingness, and the gradual evolution of light from darkness "). (Strona 66) "Poeci Wedyjscy mówią o Mocy która wytworzyła wszystko z chaosu mocą energii termicznej" (w oryginale: "The Vedic poets speak of the Power that produced all from chaos by the power of heat"). (Strona 63) "... że przepotężna Io, Nadrzędna Istota, istniała przed materią dowolnego rodzaju, że zamieszkiwała ona przestrzeń z której ziemia była potem uformowana, oraz że to ona spowodowała zaistnienie ziemi", "... potem przepotężny Io zawołał aby światło się zjawiło, zaś światło wzeszło do przestrzeni" (w oryginale "... that the great Io, the Supreme Being, existed prior to matter of any kind, that he dwelt in space ere the earth was formed, and that it was he who caused the earth to come into being", "... then the mighty Io called upon light to appear, and light dawned accross space"). (Strona 75) "Io ...Rodzic i Io Bezrodzicowy - ten którego nie spłodziła żadna istota, jednak który spowodował że wszystko zaistniało." (w oryginale: "Io ... the Parent and Io the Parentless - he who begat no being, but who caused all things to come into being."). (Strona 145) "Io ... nigdy się nie narodził i nie zazna śmierci. Nie wziął żony i nie ma dzieci..." (w oryginale: "Io ... was never born, he shall know not death. He took no wife and had no offspring..."). 
       Owo precyzyjne podobieństwo modelu chaosu z Konceptu Dipolarnej Grawitacji, do opisów chaosu z maoryskiej mitologii, wiedzie do wniosku że oba te modele opisują poprawnie prapoczątkowy okres w historii wszechświata. To z kolei wprowadza liczne istotne następstwa do naszej nauki, wiedzy, oraz naszej cywilizacji jako całości. Dla przykładu, prowadzi to do sytuacji kiedy naukowa teoria oraz ludowa mitologia religijna spotykają się ze sobą w sprawach dotyczących Boga. Formalnie dowodzi to też istnienia Boga. Z kolei takie dowiedzenie wiedzie do możliwości zmiany dzisiejszych religii w nową dyscyplinę naukową która by badała Boga naukowo, używając Konceptu Dipolarnej Grawitacji jako platformy i modelu badawczego. Zaletą zastąpienia obecnych religii przez dyscyplinę naukową byłoby iż zneutralizowałoby to dzielący ludzi charakter religii. Wszakże dyscyplina naukowa nie może dzielić narodów ani inicjować wojen (my nie znamy żadnej wojny która by była zainicjowana przez naukową dyscyplinę, za to znamy wiele wojen zainicjowanych przez religie). Ponadto uformowanie naukowej dyscypliny która bada Boga z użyciem metod naukowych zamknęłoby obecny okres dwulicowości nauki i naukowców. Jest tak ponieważ naukowcy mogliby wówczas otwarcie potwierdzić istnienie Boga i ciągle działać jako naukowcy (jako odwrotność obecnej sytuacji kiedy niektórzy naukowcy w pracy energicznie promują ateizm - ponieważ promowanie Boga dziś kończy się usuwaniem z uczelni, podczas gdy w niedziele, a także po przejściu na emeryturę, chodzą do kościoła i proszą Boga o wybaczenie zła jakiego nawyrządzali dla zawodu i pieniędzy). Z kolei nauka jako całość zaprzestałaby oszukiwanie zwykłych obywateli twierdzeniami że Bóg NIE istnieje a stąd że ludzie mogą łamać zasady moralnego zachowania beż żadnych następstw którymi później przyjdzie im zapłacić za to łamanie. Stąd, powyższe rozważania dokumentują istotność prapoczątkowego okresu chaosu jako siły ewolucyjnej która w przeszłości spowodowała że wszechświat wyewoluował się w to co dziś widzimy wokół siebie, podczas gdy naukowe uznanie tego chaosu w obecnych czasach może też odnowić moralność całej ludzkiej rasy. 
       Powyższa ewolucyjna rola prapoczątkowego chaosu, oraz znaczenie jej zrozumienia dla postępu ludzkości, są także omawiane oraz poszerzane dodatkowym materiałem dowodowym i dedukcjami logicznymi w podrozdziale A1.1 z tomu 1 mojej najnowszej monografii [1/5].
Antworten to top
#8
#F2. Każdy kto silnie w coś wierzy i podejmuje działania bazujące na tym wierzeniu, otrzymuje od Boga dowody że jego wierzenie jest poprawne:

Motto: "Tylko w świecie bez Boga istniałyby zdarzenia bez znaczenia."

Aby stymulować i intensyfikować nasze przemyślenia, poszukiwania wiedzy, konstruktywną dyskusję, oraz różnice opinii, Bóg przyjął zasadę, że "jeśli ktoś z ludzi wierzy w coś na tyle głęboko, że aż podejmuje działania bazujące na tym swoim wierzeniu, wówczas zawsze Bóg dostarcza mu dowody, że to w co on wierzy jest prawdą". (Owa zasada stosowana przez Boga omawiana jest na szeregu totaliztycznych stron internetowych, przykładowo patrz punkt #F1 strony rok.htm, punkty #E1 i #F4.2 strony stawczyk.htm, punkt #I1 strony soul_proof_pl.htm, punkt #3 strony god_istnieje.htm, lub patrz podrozdział A16, "Fot. A2" i "Fot. A3" z tomu 1 mojej najnowszej monografii [1/5].) Oczywiście, ludzie są istotami omylnymi (a ściślej, ludzie są celowo stworzeni przez Boga jako wysoce niedoskonali) i dlatego wierzą w cały szereg rzeczy które faktycznie NIE mają swoich reprezentacji w trwale istniejącym świecie fizycznym. Przykładowo, istnieją ludzie którzy silnie wierzą w: "demony", "poltergeists", "wampiry", "wilkołaki", "gryfy", "krasnoludki", "UFO", "UFOnautów", "Yeti", "Jessie", "istnienie dinozaurów i ich kości", itd., itp. Jeśli więc ktoś silnie wierzy w coś, co jeszcze NIE istnieje trwale w obiektywnej rzeczywistości jaka nas otacza, wówczas Bóg po prostu "symuluje" dla niego "dowody" na tegoż istnienie. (Owe boskie "symulacje" są to trwale nieistniejące w danym miejscu i czasie obiekty lub istoty, które Bóg tworzy tymczasowo tylko po to aby z nimi skonfrontować wybranego człowieka lub wybraną grupę ludzi.) Faktycznie też się okazuje, że praktycznie niemal wszystko co dzisiejsi ludzie opisują mianem "niewyjaśnione", a także wszystko czego wiek wykracza poza datę stworzenia Ziemi i ludzkości około 6000 lat temu (po dowody - patrz podrozdział A10.1 z tomu 1 monografii [1/5]), należy właśnie do owej kategorii "symulacji" tworzonych tymczasowo przez Boga. Oczywiście, z istnieniem takich tymczasowych "symulacji" natychmiast wiąże się pytanie "jak je odróżnić od tego co istnieje trwale"? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza jeszcze inna zasada Boga, która stwierdza że "prawda zawsze musi być ciężko zapracowana, podczas gdy nieprawda zawsze narzuca się nam sama" - patrz podrozdział A16 z tomu 1 monografii [1/5]. Zgodnie więc z owa zasadą, prawdą jest tylko to co ktoś uzyskał w wyniku ogromnego wysiłku i długotrwałych poszukiwań lub dociekań. Jeśli zaś coś osiągnięte zostało łatwo, z całą pewnością będzie to nieprawdą.
       Zależnie od potrzeby, owym tymczasowym "symulacjom" Bóg nadaje albo formę (1) najróżniejszych obiektów które już istnieją (takich jak ludzie, komety, statki, samochody, przedmioty które ludzkość ma dokładniej poznać, itd.), albo też formę (2) najróżniejszych obiektów których jeszcze nie ma, jednak już wkróce mają się pojawić (np. urządzeń czy wehikułów które ludzie mają dopiero wynaleźć i opracować). W obu tych przypadkach owe "symulacje" Boga są ogromnie doskonałe - tak jak to wyjaśniam w podrozdziale P2.16 z tomu 14 mojej najnowszej monografii [1/5]. Wszakże Bóg ma tysiącletnie doświadczenia w "symulowaniu" najróżniejszych obiektów i istot. Już bowiem starożytni Grecy widywali kamienne i metalowe kolosy, oraz całe widmowe miasta. W wiekach średnich na morzu widywano "statki-widma" - przykładowo słynnego "latającego Holendra". Z kolei na temat "widmowych miast" upowszechniono nawet pseudo-naukowe wyjaśnienia w rodzaju zjawiska zwanego "fatamorgana". Na polskich wybrzeżach Bałtyku nawet i w dzisiejszych czasach niektórzy ludzie słyszą odgłosy rozgardziaszu od jednego z takich "widmowych miast", tj. od ukaranej przez Boga za swoją niemoralność tzw. "Winety" opisywanej w punkcie #H2 strony tapanui_pl.htm. Doskonałość owych symulacji Boga jest więc już aż tak duża, że przykładowo "zasymulowane" maszyny lub wehikuły, gdyby zostały skopiowane przez nasz przemysł, wówczas działałyby równie dokładnie jak działały gdy były one domonstrowane podczas owych "symulacji". Dlatego boskie "symulacje" maszyn, szczególnie wehikułów latających, powinny nas szczególnie interesować. Wszakże zawsze są one nam pokazywane z istotnego powodu i dla istotnego celu.
       Pierwszym relatywnie dobrze udokumentowanym rodzajem takich wiernie "symulowanych" wehikułów latających, były "sterowce" masowo symulowane przez Boga pod koniec 19 wieku i na początku 20 wieku. Miały one zainspirować ludzi do budowy latających maszyn. Szczególnie dużo ich widywano w Nowej Zelandii. Literatura z tamtych czasów pisze tam nawet o rodzaju "nalotu sterowców na Nową Zelandię".
       Kolejnym rodzajem latających wehikułów masowo "symulowanym" przez Boga, były tzw. "rakiety-duchy" - po angielsku nazywane "ghost-rockets". Ich "symulacje" miały miejsce zaraz po drugiej wojnie światowej, głównie w Skandynawii, oraz głównie w 1946 roku. Bóg "symulował" je wówczas aby zaindukować zainteresowanie ludzi w rozwoju rakiet i napędu rakietowego. Dzisiejszy poziom techniki kosmicznej na Ziemi, a także obecne istnienie satelitów, stacji orbitalnych, oraz taniej telekomunikacji, ludzkość zawdzięcza właśnie owym powojennym manifestacjom "rakiet-duchów". Obecnie istnieje dosyć obszerna literatura na ich temat. W internecie można sobie o nich poczytać jeśli w jakiejś wyszukiwarce (np. w Google) wpisze się słowa kluczowe "ghost rockets". Ta sama wyszukiwarka pozwala również oglądnąć sobie stare zdjęcia owych "rakiet-duchów". Tamte "rakiety-duchy" odnaczały się całym szeregiem niezwykłych cech. Przykładowo, na przekór że miały one wygląd cylindrycznych rakiet i że formowały za sobą smugi dymu i smugi kondensacyjne, ulatywały one w przestrzeń zupełnie bezgłośnie. Typowo NIE dawało się ich uchwycić na radarach - chociaż czasami celowo pokazywały się radarowcom. Nikt też nie potrafił o nich ustalić skąd one startują i kto je wystrzeliwuje. Po tym też, gdy ludzie podjęli energiczne programy budowy rakiet i rozwoju napędu rakietowego, owe "rakiety-duchy" przestaly się pojawiać. Wszakże wypełniły one już zadanie dla którego Bóg je "symulował" i nie istniał powód aby Bóg kontynuował ich "symulowanie".
       Wehikuły latające których masowe "symulacje" Bóg podjął najbardziej ostatnio, to tzw. "UFO". Wehikuły UFO pojawiły się po tym jak "symulacje" rakiet-duchów całkowicie już zaniknęły. Pierwszej dobrze udokumentowanej obserwacji wehikułów UFO dokonał w USA niejaki Kenneth Arnold w dniu 24 czerwca 1947 roku. Począwszy od owego czasu, wehikuły UFO są "symulowane" przez Boga niemal nieustannie. Owo nieustanne "symulowanie" wehikułów UFO najprawdopodobniej ma na celu zainspirowanie ludzkości do podjęcia oficjalnej budowy "magnokraftów" oraz "komór oscylacyjnych" mojego wynalazku. Niestety, w międzyczasie ludzkość stała się aż tak zasiedziała w starych technologiach, oraz tak zanurzona już w wysoce niemoralną i niszczycielską "filozofię pasożytnictwa", że budowy tych naprawdę istotnych dla ludzi urządzeń nikt oficjalnie NIE chce już rozpocząć. Wygląda więc na to, że aby zmienić filozofię ludzi i zainspirować ich do podjęcia budowy tych istotnych urządzeń, Bóg najpierw będzie zmuszony wyludnić ziemię - tak jak opisuje to staropolska przepowiednia "o całowaniu ziemi jeśli ktoś zobaczy na niej ślady innego człowieka" dyskutowana w części #H strony o nazwie "przepowiednie.htm".
       Każde "zasymulowanie" przez Boga któregokolwiek z tamtych latających wehikułów, lub innych obiektów, zawsze miało (i ma) ściśle określony cel, wymowę, oraz następstwa. Jak wynika z moich analiz, "zasymulowanie" urządzeń które fizycznie jeszcze NIE istnieją, zawsze jest zapowiedzią (a także inspiracją i zachętą) już bliskiego ich pojawienia się na Ziemi. Z kolei "zasymulowanie" obiektów które już istnieją, typowo jest "omenem" ostrzegającym widzów przed czymś, np. przed tym co ma już wkrótce nadejść i ich dotknąć, przed następstwami ich zachowania lub celu podróży, itp. Przykładowo, w przeszłości takie "symulacje" widmowych obiektów które dobrze były ludziom znane, np. komet, widmowych statków, widmowych miast, itp., zawsze ostrzegało przed nadejściem czegoś nieprzyjemnego, jak pomór, wojna, katastrofa, zabłądzenie, zatopienie, zatonięcie, itp. Jeden ciekawy incydent z "widmowym samochodem" opowiedziała mi koleżanka z pracy w nowozelandzkim mieście Invercargill. Doświadczyła go osobiście, więc jej opowieść była z tzw. "pierwszej ręki". Mianowicie, kiedy około 1980 roku wracała z pracy do domu, na niewielkim rondzie (w pustym wówczas obszarze miasta) koło swego domu zobaczyła dziwnie zachowujący się i wzrokowo jakby jej znajomy samochód. Jeździł on w kółko naokoło ronda. Zatrzymała więc śwój samochód tuż przy owym rondzie, obawiając się że ten kołujący samochód jest prowadzony przez pijanego kierowcę który może spowodować wypadek. Kiedy ów drugi samochód ją mijał, zobaczyła że prowadzi go jej znajomy z Auckland (oddalonego o ponad 2000 km od Invercargill). Znajomy ten rzucił jej długie i wymowne spojrzenie, poczym w milczeniu skręcił w jedną z ulic wychodzących z tego ronda. Moja koleżanka z pracy pojechała prosto do domu, spodziewając się że skoro jej znajomy z Auckland jest już w Invercargill, to kiedy będzie miał chwilę czasu wówczas do niej zadzwoni. Tymczasem przyszedł telefon, jednak aż z Auckland. Ktoś ją poinformował że ów znajomy jakiego widziała krótko wcześniej właśnie miał wypadek samochodowy w Auckland, w którym tragicznie zginął.
       Szokująco więc, kiedy w dniu 10 listopada 2010 roku zobaczyłem sfilmowaną taką ponowną symulację "rakiety-ducha", byłem pewnym że również ona miała swój cel, wymowę i następstwa. Ponieważ Bóg czyni wszystko dla istotnych powodów, jest absolutnie pewnym że ten powrót do "symulowania" "rakiet-duchów" ma coś ogromnie istotnego nam do zasygnalizowania. Wszakże rakieta ta kieruje szczególne zainteresowanie ludzi właśnie na rakiety i na napęd rakietowy. Podobnie więc jak w średniowieczu pojawienie się "komety" na niebie oznaczało nadchodzenie czegoś szczególnie istotnego (zwykle niezbyt dla ludzi przyjemnego), również jestem gotów się założyć że owo ponowne pojawienie się "rakiety-ducha" ma coś nam zakomunikować. To coś zapewne będzie jakoś związane albo z użyciem rakiet, albo też z rozwojem nowych rodzajów napędu rakietowego.
       Ja o tym najnowszym powtórzeniu symulacji "rakiety-ducha" (albo "ghost-rocket" - jak są one nazywane po angielsku) dowiedziałem się z wiadomości które telewizja nowozelandzka nadawała na wszystkich kanałach wieczorem w środę dnia 10 listopada 2010 roku. Owe wiadomości wieczorne z wszystkich kanałów telewizji nowozelandzkiej pokazywały krótki film takiej właśnie "rakiety-ducha" która wzlatywała w górę ponad Pacyfikiem w pobliżu zachodnich wybrzeży USA, około 56 kilometrów na zachód od Los Angeles. ("Los Angeles" oznacza "Miasto Aniołów". Ja posądzam że nazwa tego miasta też ma tu szczególne znaczenie. Wszakże w języku polskim mamy powiedzenie "szlachectwo zobowiązuje". Stad np. trzęsienia ziemi z "Christchurch" w Nowej Zelandii i z "Concepcion" w Chile prawdopodobnie spowodowane były m.in. ponieważ ich mieszkańcy nie mierzyli swym zachowaniem do nazw swoich miast - patrz punkt #C4 oraz 3.7 w punkcie #C5 na stronie "seismograph_pl.htm".) Owa "rakieta-duch" z Los Angeles też była bezgłośna, spektakularna, ogromna, pozostawiała gigantyczną smugę pary i wyziewów kiedy wzlatywała łukiem w górę, oraz była obserwowana i filmowana przez sporo Amerykanów. Była też aż tak gigantyczna jak rakiety wynoszące w kosmos ogromne ciężary. Jednak ministerstwo obrony USA najpierw twierdziło, że prawdopodobnie była ona "optyczną iluzją". (Ponieważ NIE była ona widoczna na radarach?) Twierdziło też, że z całą pewnością żadna z amerykańskich jednostek wojskowych jej nie wystrzeliła.
       Na następny dzień po ukazaniu się w telewizji wiadomości na jej temat, ta sama "rakieta-duch" opisana została również w ilustrowanych zdjęciami artykułach gazetowych. Przykładem tamtych artykułów może być ów noszący tytuł "Video of 'missile' has Pentagon puzzled" (tj. "Wideo 'pocisku rakietowego' zagadką dla Pentagonu") ze strony B1 nowozelandzkiej gazety "The Dominion Post", wydanie z czwartku (Thursday), November 11, 2010; czy inny artykuł noszący tytuł "Pentagon puzzles over mystery missile shot" (tj. "Pentagon zaintrygowany tajemnicą wystrzelonej rakiety"), ze strony A15 gazety "The New Zealand Herald", wydanie z czwartku (Thursday), November 11, 2010. Na internetowych stronach CBS znalazłem również kopię wideo owej spektakularnej rakiety - tj. tego samego wideo które pokazywały dzienniki wieczorne telewizji nowozelandzkiej. Wideo to w dniu 11 listopada 2010 roku oglądnąłem sobie pod adresami internetowymi "www.cbsnews.com/stories/2010/11/10/eveningnews/main7042324.shtml" oraz "www.cbsnews.com/video/watch/?id=7042326n&tag=related;photovideo". Tyle, że aby zmusić wizytujących do poczytania też artykułów jakie CBS wystawiło razem z owym wideo, samo wideo tej gigantycznej rakiety było tam wymieszane z fragmentami innych ujęć, a dodatkowo co chwilę samo się zatrzymywało i trzeba je było na siłę "popychać" do przodu - poprzez ponowne klikanie na guziki jego uruchamiania. (Gdyby któryś z czytelników wiedział gdzie wideo tej rakiety jest wystawione bez podobnych "wtrąceń" i "utrudnień" - wówczas prosiłbym o danie mi znać.)
       Fakt, że owa sfilmowana rakieta faktycznie była rakietą-widmem "zasymulowanym" przez Boga, a nie fizyczną rakietą, jest też potwierdzony negowaniem jej istnienia przez władze. Już bowiem w dwa dni po owym incidencie, ministerstwo obrony USA oficjalnie stwierdziło, że sfilmowany musiał być jakiś samolot, a nie rakieta. Oficjalna wypowiedź w takim właśnie tonie opisana została w artykule "Mystery sky trail from jet, not missile, says Pentagon" (tj. "Tajemnicza smuga na niebie pochodzi z odrzutowca, a nie z rakiety, stwierdził Pentagon") ze strony B5 nowozelandzkiej gazety "The Dominion Post", wydanie z piątku (Friday), November 12, 2010. Dodatkowym potwierdzeniem widmowej natury tej rakiety, było szybkie usunięcie jej oryginalnego wideo z adresów jakie wskazałem powyżej. Wszakże gdyby rzeczywiście był to samolot, albo faktycznie fizyczna rakieta, wówczas nikomu by nie przeszkadzało że każdy mógłby sobie je pooglądać. Jednak wideo czegoś, o czym władze twierdzą że był to odrzutowiec, zaś gro oglądających widzi w tym rakietę, jest zbyt kontrowersyjne i może pobudzić ludzi do wyciągnięcia niewłaściwych wniosków. Jednak same adresy pod którymi owo wideo było wystawione pozostały niewydeletowane. Zapewne zbyt wiele innych postów w internecie już do nich referowało - usunięcie również owych adresów mogłoby więc wzbudzić niepotrzebne spekulacje. Na szczęście, w międzyczasie kopie tego widea opublikowało także sporo innych publikatorów. Przykładowo w Polsce opublikowało je "www.forum.astropolis.pl". Wykaz tych publikatorów można sobie wyszukać jeśli np. w googlowskich "images" wpisze się np. słowa kluczowe "CBS rocket video" - które ujawniają strony ze zdjęciami owej charakterystycznej smugi rakiety widocznej na tle pomarańczowego nieba. Stąd, np. w dniu 14 listopada 2010 roku, kopię tego widea ciągle byłem w stanie oglądnąć sobie na stronach stacji telewizyjnych "www.dailyvsvidz.com", "www.aolnews.com", oraz kilku innych. Niestety, ponieważ były to już tylko "kopie z kopii", a nie oryginał, odtwarzany na nich obraz NIE był już aż tak wyraźny jak na stronach CBS. A szkoda, bowiem to uniemożliwia oglądającym osiąganie pewności co do poprawności swoich wniosków. W taki więc oto sposób, materiał dowodowy na temat owej "rakiety-ducha" doświadczył identycznego losu jak uprzednio tysiące już istniejących dowodów na istnienie UFO. Jak więc widzimy, nasza cywilizacja jeszcze raz dowiodła, że zupełnie nie rozumie, ani NIE chce zrozumieć, postępowań nadrzędnej inteligencji która nie uważa za stosowne prosić o pozwolenia na swoją działalność naszych naukowców, polityków, albo władz - tak jak to wyjaśniłem szczegółowo w punkcie #B1 totaliztycznej strony o nazwie "ufo_proof_pl.htm".
       W wyniku długoletnich badań poznałem już metody działania Boga wystarczająco dobrze aby wiedzieć, że jeśli Bóg coś "zasymuluje" aż tak spektakularnie, zaś potem jeszcze się upewni aby cały świat o tym się dowiedział, wówczas dana sprawa NIE zakończy się jedynie na tej jednej "symulacji". Wszakże wiele nawet pozornie mniej spektakularnych spraw, takich jak sprawa "niemoralnego niszczenia owoców przez monopole dla windowania cen" opisywana np. w punkcie #D5 strony o nazwie "fruit_pl.htm", czy też sprawa "wymuszania moralnej odnowy za pośrednictwem trzęsień ziemi i tsunami" opisana np. w punkcie #F4 strony o nazwie "day26_pl.htm", zawsze z czasem miały ważkie następstwa. Dlatego osobiście uważam, że za jakiś czas, prawdopodobie już niedlugo, usłyszymy także coś zaskakująco nowego na temat rakiet. Aby więc nie przegapić tak istotnej sprawy, niniejszy punkt streszczam również w podrozdziale OD2 z tomu 13 mojej najnowszej monografii [1/5].
Antworten to top
#9
#C5. Boski "ideał człowieka" - tj. moralnie postępujący badacz wszechświata używający narzędzi "totaliztycznej nauki" i podejścia "a priori" do rzeczywistości, który wierzy w Boga jednak usilnie pogłębia wiedzę i wdraża postęp techniczny:

       Na bazie dotychczasowych ustaleń co do faktycznych intencji Boga dosyć klarownie wyłania sie obraz, jak w oczach Boga wyglądałby "ideał człowieka". Jak się okazuje ów ideał człowieka kierowałby całą swoją energię na gromadzenie wiedzy i na podnoszenie poziomu technicznego ludzkości poprzez wdrażanie "a priori" podejścia do badań oraz narzędzi tzw. "totaliztycznej nauki" (tj. nowej nauki opisanej np. w punkcie #A2.6 strony o nazwie totalizm_pl.htm), ale równocześnie w swoim życiu postępowałby pedantycznie moralnie i wykazywałby przekonanie i pewność co do istnienia Boga. Innymi słowy taki idealny człowiek byłby jakby uosobieniem unaukowionej moralności i wiary w Boga, wpieranej jednak zrozumieniem że naczelnym celem Boga jest właśnie podnoszenie wiedzy, oraz zaochotniczeniem własnego wkładu dla szybszego osiągania owego celu Boga. Stąd na przekór że ów idealny w oczach Boga człowiek byłby wierzący, wcale nie zamykałby się przed postępem, wiedzą i poznaniem - tak jak to czynią dotychczasowi wierzący, a badałby wszechświat i Boga tak jak to czynią dotychczasowi ateiści, oraz usilnie dzwigałby do góry poziom cywilizacyjny ludzkości. Znaczy, wcale NIE zadowalałby się znajomością odpowiedzi na pytanie "kto" (tj. Bóg), ale także poszukiwałby odpowiedzi na równie ważne pytania "jak", "dlaczego", "kiedy", "jakie dowody to potwierdzają", "jaka lekcja z tego dla nas wynika", "jak to daje się wykorzystać przez ludzkość", itd., itp.
       Na przekór iż z biegiem czasu ludzie wierzący zapewne będą się zbliżali do tego boskiego "ideału człowieka", Bóg wcale nie odbierze ludziom "wolnej woli", ani zapewne nie zaniecha przestrzegania "kanonu niejednoznaczności". Dlatego niezależnie od owych "idealnych ludzi", na świecie nadal będą istnieli "ateiści". Można więc również wydedukować, jak w oczach Boga wygląda taki "idealny ateista". Jak łatwo wydedukować, taki idealny ateista poszukiwałby ateistycznej wiedzy na temat wszechświata - tak jak to czyni obecnie, jednak równocześnie uznawałby że niezależnie od praw fizycznych, działalnością ludzi rządzą również tzw "prawa moralne". Innymi słowy, taki "idealny ateista" tym różniłby się od dzisiejszego ateisty, że we wszystkim co by czynił też postępowałby pedantycznie moralnie poprzez świadome przestrzeganie "praw moralnych" w swoim życiu. Przykładowo, wiedząc że formowanie wszelkich "monopoli" jest łamaniem owych praw moralnych - tak jak wyjaśniają to np. punkty #B1 i #H1 strony humanity_pl.htm, taki "idealny ateista" NIE pozwalałby aby dotychczasowa "ateistyczna nauka ortodoksyjna" utrzymywała swój "monopol na wiedzę", a dopilnowałby aby niemoralna "monopolizacja nauki" została zastąpiona moralną "konkurencją co najmniej dwóch nauk" - tak jak wyjaśnia to np. punkt #C1 strony telekinetyka.htm. Dlatego popierając badania zgodne ze starą "ateityczną nauką ortodoksyjną", taki "idealny ateista" ciągle popierałby też oficjalny rozwój zupełnie nowych i konkurencyjnych nauk, w rodzaju "totaliztycznej nauki" opisywanej m.in. w punktach #F1.1 do #F3 strony god_istnieje.htm. Jedyne więc co różniłoby "idealnego ateistę" od opisanego wcześniej "idealnego człowieka", to że nie uznawałby istnienia Boga zaś "prawa moralne" uważałby za odmianę praw natury, zamiast jak ludzie wierzący - za prawa narzucane ludziom do wypełniania przez Boga.
       Czytający zapewne zadaje sobie pytanie, czy istnieje jakiś materiał dowodowy że powyższy obraz "idealnego człowieka" oraz "idealnego ateisty" faktycznie jest zgodny z intencjami Boga. Aczkolwiek wobec działania "kanonu niejednoznaczności" ogromnie trudno "wypytać" Boga jakie są jego intencje w tym zakresie, ciągle istnieją pośrednie potwierdzenia, że Bóg popiera takie właśnie charakterystyki ludzi. Jednym z owych pośrednich potwierdzeń jest "błogosławieństwo twórczości" którym Bóg obdziela każdego wierzącego który nie zamyka się przed wiedzą i postępem - tak jak czynią to typowi ludzie wierzący w Boga, a moralnie poszukuje, bada, podnosi wiedzę, oraz moralnie dokonuje postępu w imię wiary w Boga. Jeśli bowiem przeanalizować życiorysy wysoce twórczych ludzi, wówczas się okazuje że niemal wszyscy oni byli otwartymi na wiedzę i postęp wierzącymi w Boga. Tak nawiasem mówiąc, to ja zaliczam także i siebie do owej grupy ludzi silnie wierzących w Boga jednak równocześnie poszukujących wiedzy o wszechświecie i wspierających postęp. Osobiście też wierzę, że wszystkie moje odkrycia i ustalenia opisane na całym szeregu stron internetowych (np. patrz strona o mnie (dr inż. Jan Pająk), czy też strona humanity_pl.htm - o lepszej ludzkości), powstały właśnie dzięki poparciu Boga dla postawy życiowej w której pedantyczna moralność i wiara w Boga współistnieją w poszukiwaniu prawdy, wiedzy i w popieraniu postępu.
Antworten to top
#10
#C3. Dzisiejsi "ludzie wierzący w Boga" - ich wkład do moralności przy jednoczesnym zaniedbywaniu rozwoju naukowego i technicznego:

Motto: Wierzący ludzie jedynie "wielbią Boga", podczas gdy sam Bóg faktycznie życzy sobie aby ludzie badali Boga naukowo oraz aby pedantycznie przestrzegali praw które Bóg ustanowił a które ludzie mogą poznawać rzeczowymi badaniami naukowymi.

       W punkcie #A2 niniejszej strony został podsumowany interesujący paradoks wierzących, mianowicie że wzrost "ślepej" wiary w Boga zawsze wiedzie do upadku nauki i techniki, chociaż utrzymuje moralność. Wyjaśnienie tego paradoksu zostało przytoczone m.in. w punkcie #F2 strony evil_pl.htm, w punkcie #J3 strony o nazwie bitwa_o_milicz.htm, w punkcie #D1 strony ufo_pl.htm, w punkcie #B3 strony god_proof_pl.htm, w punkcie #C4.4 strony morals_pl.htm, czy w punkcie #A2 strony evolution_pl.htm. Faktycznie też gdyby Ziemia była zaludniona wyłącznie przez takich ludzi ślepo wierzących w Boga, wówczas zapewne do dzisiaj mieszkalibyśmy na drzewach lub w jaskiniach oraz nie znalibyśmy jeszcze ognia.
       Wstecznicze tendencje ludzi ślepo i głęboko wierzących w Boga, mają to następstwo, że Bóg potrzebuje na Ziemi ludzi którzy rozumowo "wiedzą" o Jego istnieniu, celach, metodach działania, itp., a nie jedynie ślepo "wierzą" w Jego istnienie. Taka bowiem kompletna wiedza na temat Boga eliminuje działanie owego "paradoksu ludzi wierzących". Ludzie mający pełną wiedzę o Bogu nadal rozwijają naukę i technikę, tyle że czynią to z nieco innym (lepszym) nastawieniem filozoficznym, opisanym filozofią totalizmu. Na dodatek, ludzie wiedzący o Bogu przestrzegają zasad moralnych - czego NIE dokonują "ateiści". Niestety, narazie na Ziemi brak jest wystarczającej liczby takich ludzi "wiedzących" o Bogu. Stąd zanim tacy ludzie pojawią się w gronie ludzkości, Bóg zmuszony jest utrzymywać balans na Ziemi, pomiędzy ilością ludzi "ślepo" wierzących w Boga - którzy są siedliskiem wstecznictwa jednak promują moralność, oraz ilością ateistów - którzy wprowadzają postęp naukowy i techniczny jednak powodują upadek moralny.
Antworten to top



Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste