Malbork - podrozdziały
#1
...
Antworten to top
#2
#J3. Nowe światło jakie na nasze wierzenia o reinkarnacji rzucają wyniki badań autora nad metodami działania Boga: 

Motto: "Bóg do doskonałości opanował dwu-stopniową, niezawodną metodę nakłaniania ludzi do podejmowania badań i do poszukiwania prawdy, której poddaje zarówno indywidualne intelekty jak i całe intelekty zbiorowe (np. całą naukę ziemską). Mianowicie, na samym początku Bóg (1) "fabrykuje" na użytek danego intelektu pozorny materiał dowodowy jaki zdaje się potwierdzać uprzednie wierzenia tegoż intelektu. Kiedy zaś intelekt ten wciągnie się już do badań danego tematu i jest już pewny absolutnej prawdy swoich uprzednich wierzeń, wówczas Bóg (2) ujawnia mu faktyczny materiał dowodowy jaki dokumentuje nieprawdę owych wierzeń, tak że intelekt wystarczająco skromny, moralny i oddany prawdzie aby przyznać się iż był w błędzie, mógł ponownie rozpocząć od samego początka swe badania i poszukiwania prawdy." 
       Jednym z najważniejszych instynktów o jakim filozofia totalizmu odkryła, że jest on na stałe wbudowany w ludzką naturę, jest przemożne pragnienie, że jeśli kogoś bardzo się kocha i szanuje, wówczas chce się dowiedzieć wszystkiego na temat obiektu naszej miłości. To właśnie z powodu owego instynktu, wszyscy wierzący w Boga spędzają ogromną ilość czasu na studiowaniu Biblii lub zaleceń swojej religii. To także z powodu tego instynktu ja sam (tj. autor tej strony) spędzam niemal cały dostępny mi czas na naukowe badania Boga i na badania metod działania Boga. Jednym zaś z produktów moich badań metod działania Boga jest, że rzuciły one zupełnie odmienne światło na wszystko co uprzednio ustaliłem na temat "reinkarnacji", czyli na cały ten pozorny "materiał dowodowy" jaki opisałem w poprzednich punktach #J1 i #J2. 
       Moje badania metod działania Boga zainicjowało dosyć szokujące mnie odkrycie jakie dokonałem dopiero w 2007 roku, a jakie mi ujawniło, że Bóg "fabrykuje" UFO i UFOnautów w celu wyperswadowania ludziom aby zarzucili powierzchowne potraktowanie naukowych badań - tak charakterystyczne dla pracy dzisiejszych zawodowych naukowców reprezentujących starą tzw. "ateistyczna naukę ortodoksyjną" (tj. tę naukę do jakiej opisów odsyłam czytelnika już w punkcie #A1 tej strony), a włożyli więcej "serca" i "mądrości" w swoje wysiłki poszukiwania prawdy. W krótki czas później odkryłem także, że wraz z każdym działaniem jakie Bóg podejmuje, "symulowane" ("fabrykowane") są także co najmniej trzy odmienne kategorie materiału dowodowego jakie zależnie od ludzkich światopoglądów pozwalają aby owo boskie działanie mogło być wyjaśniane na co najmniej trzy odmienne sposoby - tak jak to szerzej wyjaśniam w punkcie #C2 strony tornado_pl.htm. Oba powyższe moje odkrycia o celowym "symulowaniu" ("fabrykowaniu") przez Boga materiału dowodowego, zupełnie zmieniają zasady poszukiwania prawdy. Wszakże przed dokonaniem owych odkryć, we wszelkich ludzkich badaniach automatycznie się zakładało, że jeśli znajdzie się jakiś materiał dowodowy, wówczas to na co ów materiał dowodowy wskazuje jest absolutną prawdą. (Np. zakładało się, że jeśli odkryje się "kości dinozaurów" wówczas to oznacza, że owe dinozaury faktycznie żyły na Ziemi.) Tymczasem po dokonaniu tych odkryć zaczęło się okazywać, że jeśli istnieje jakiś materiał dowodowy, ciągle ów materiał dowodowy mógł być "zasymulowany" przez Boga w celu osiągnięcia jakichś tam innych nadrzędnych boskich celów, a stąd NIE wolno nam go uważać za definitywny dowód tego na co on wskazuje. (Np. po owych odkryciach się okazuje, że jeśli nauka znajduje "kości dinozaurów", wówczas celem "sfabrykowania" tych kości może być np. nakłonienie nauki do skromności i do rozważenia faktu istnienia Boga oraz do uwzględnienia mocy boskiego tworzenia, a NIE kategoryczne potwierdzenie, że dinozaury faktycznie żyły kiedyś na Ziemi.) 
       Już tamto moje pierwsze odkrycie o "symulowaniu" ("fabrykowaniu") materiału dowodowego przez Boga daje nam dużo do myślenia na temat owych uprzednich ustaleń dotyczących "reinkarnacji" opisanych w poprzednich punktach #J1 i #J2 tej strony. Wszakże ujawnia ono, że aby móc osiągać swoje nadrzędne boskie cele, Bóg nagminnie "fabrykuje" celowo ("symuluje"), pozorny materiał dowodowy. Jednak faktyczne zrozumienie sytuacji dotarło do mojej świadomości dopiero kiedy odkryłem to co opisałem dokładniej m.in. w punkcie #A2.2 mojej strony internetowej o nazwie totalizm_pl.htm - mianowicie kiedy odkryłem, że jedna ze standardowych metod działania Boga polega na tym, iż każdy intelekt (np. każda indywidualna osoba, każda społeczność, każda dyscyplina naukowa, itp.) zawsze otrzymuje od Boga unikalne dla swych wierzeń potwierdzenia następstw tego w co głęboko wierzy i na bazie czego podejmuje swoje działania. Wszakże poznanie owej standardowej metody działania Boga uświadomiło mi, że w czasach opisanych w punkcie #J1, Bóg widać doczytał się z moich myśli, iż w głębi ducha wierzę w możliwość reinkarnacji. Dlatego, aby pobudzić mnie do intensywnych poszukiwań prawdy na ten temat, Bóg prawdopodobnie "sfabrykował" ("zasymulował") cały ten pozorny "materiał dowodowy" jaki zaprezentowałem w punktach #J1 i #J2 tej strony. 
       W tym miejscu powienien uwypuklić, że słowa "sfabrykował" i "zasymulował" jakie tu używam, są ogromnie zgrubne i niezbyt dokładnie opisują to co Bóg naprawdę uczynił. Wszakże zostały one wypracowane dla opisywania ludzkich zachowań, a NIE zachowań istoty tak doskonałej i tak wszechmocnej jaką jest Bóg. Niestety, są to jedyne słowa jakich dotychczas ludzkość się dorobiła i jakie, chociaż z wielki przybliżeniem, ciągle opisują działania i metody które w omawianym tu przypadku Bóg zdecydował się zrealizować w swojej nieskończonej mądrości i dalekowzroczności. Dlatego czytając te słowa, czytelnik powinien w myślach nanosić poprawkę na zgrubność i nieodpowiedniość języka jaki my ludzie używamy do opisywania głównie samych siebie, tak aby po wprowadzeniu tej myślowej poprawki, słowa tego języka stały się też odpowiednie dla wyrażenia pozytywnych, nastawionych na dobro i postęp całej ludzkości i całego wszechświata, przepełnionych miłością do ludzi, postępowań wszechmogącego i wszechwiedzącego Boga. 
       Po odkryciu, że tamten "materiał dowodowy" na reinkarnację mógł być celowo "sfabrykowany" przez Boga aby pobudzić mnie do obiektywnych poszukiwań naukowej prawdy na ten temat, podjąłem systematyczne poszukiwania takiego obiektywnego materiału dowodowego, jaki faktycznie może potwierdzać, że "reinkarnacja" w formie w jaką powszechnie się wierzy, w rzeczywistości może być tylko boską "symulacją". Jak też się okazało, materiału tego istnieje wystarczająco dużo, abym mógł być niemal pewien, że reinkarnacja naszej duszy w odmiennych niż my ludzi (lub w inne istoty) faktycznie NIE istnieje. Poniżej zaprezentuję te kategorie owego materiału dowodowego, jakie już dotychczas zdołałem zidentyfikować i wstępnie przebadać. Ostrzegam tu jednak czytelnika, że narazie NIE uzyskany został jeszcze na tyle definitywny dowód, aby zdecydowanie zaprzeczał on istnieniu reinkarnacji w powszechnie wierzonej formie. Stąd materiał dowodowy jaki poniżej prezentuję należy przyjmować jako wstępne przesłanki naukowe które silnie sugerują nieistnienie reinkarnacji, jednak które ciagle wymagają dalszego dokładnego przebadania wysoce obiektywnymi metodami naukowymi, oraz przyszłego przeformułowania ich w postać formalnego dowodu naukowego - podobnego do dowodów zaprezentowanych w punkcie #G3 strony o nazwie god_proof_pl.htm. Oto więc kategorie materiału dowodowego jakie dotychczas odkryłem, że silnie zaprzeczają one istnieniu reinkarnacji: 
       1. "Fabrykowanie" przez Boga pozornego materiału dowodowego aby pobudzić ludzi do poszukiwań prawdy. Zidentyfikowane już zostało ogromne bogactwo materiału dowodowego, jaki konklusywnie potwierdza, że w każdym przypadku kiedy zachodzi potrzeba aby z pozycji braku czyjegoś zainteresowania w badaniach, ktoś ten został przetransformowany w wigornie podejmującego badania, faktycznym źródłem tej transformacji jest jakiś "pozorny materiał dowodowy sfabrykowany przez Boga". I tak dla całych instytucji doskonałym przykładem tego "pozornego materiału dowodowego" są "kości dinozaurów" opisywane w punkcie #H2 strony o nazwie god_istnieje.htm. Z kolei dla indywidualnych ludzi, doskonałym przykładem są boskie fabrykacje UFO i UFOnautów opisywane w punkcie #L2 strony o nazwie magnocraft_pl.htm. Skoro więc Bóg nagminnie "fabrykuje" taki pozorny materiał dowodowy, należy brać też pod uwagę, że specjalnie dla mnie Bóg mógł "sfabrykować" ów "materiał dowodowy" jaki opisałem w punktach #J1 i #J2 tej strony. Szczególnie, że bardzo proste "sfabrykowanie" takiego "materiału dowodowego" leży w elementarnych możliwościach Boga. 
       2. "Droga najwyższego błędu" wzdłuż jakiej Bóg prowadzi wszystkich ludzi którzy poszukują prawdy. Wśród już zidentyfikowanych standardowych metod i zasad działania Boga, jedną można nazwać "drogą najwyższego błędu". Jak bowiem się okazuje, ktokolwiek z ludzi by nie poszukiwał jakiejs prawdy, zawsze do prawdy tej dochodzi po owej "drodze najwyższego błędu". Znaczy, zanim ludzie poznają ową obiektywna prawdę, najpierw muszą wyczerpać uznawanie za tę prawdę wszelkich istniejących rodzajów nieprawdy jakie mają związek z daną prawdą. Dopiero kiedy ludziom zabraknie już nieprawd jakie mogą uznawać za daną prawdę, wówczas z wielkim ociąganiem na samym końcu uznają ową obiektywną prawdę. Jak też się okazuje, ów fakt że większośc ludzi zaczyna uznawać istnienie reinkarnacji jako obiektywną prawdę, pokrywa się dokładnie z działaniem owej boskiej zasady aby ludzie dochodzili do obiektywnej prawdy iż "reinkarnacja NIE istnieje", właśnie wzdłuż owej drogi najwyższego błędu. Znaczy, najpierw ludzie za prawdę uznają podsuniętą im nieprawdę o reinkarnacji, a dopiero na końcu uznają oni obiektywną prawdę potwierdzoną im w Biblii, że doskonalenie cech i charakteru ludzi następuje poprzez wielokrotne przeżywanie przez nich tego samego (własnego) zycia. 
       3. Działanie tzw. "omniplanu" z pomocą którego Bóg zarządza czasem. Ów "omniplan" jest opisany w punkcie #C3 strony immortality_pl.htm. Z kolei działanie tego "omniplanu" jest m.in. takie, że aż do końca świata dusza każdej osoby musi czekać w gotowości powrotu do ciała tej osoby, ponieważ za każdym razem kiedy Bóg wprowadza jakieś udoskonalenie do przeszłości, z którym to udoskonaleniam związana jest dana osoba, wówczas Bóg ponownie przywraca tę osobę do życia - tak jak Bóg sam do tego się przyznaje w Biblii (po szczegóły patrz punkt #B4.1 na w/w stronie o nazwie immortality_pl.htm). Tyle, że po takim ponownym przywróceniu do życia, owa osoba żyje już zgodnie z odmiennym scenariuszem jaki Bóg uprzednio wpisał do jej "programu życia i losu", oraz że poprzednie jej przechodzenie przez ten sam przedział czasu zostało dokumentnie wymazane z jej pamięci - chociaż pozostaje po nim tzw. "deja vu". Skoro zaś dusza każdej osoby przez cały czas musi czekać w gotowości zostania ponownie ożywioną kiedy zajdzie ku temu potrzeba, ponieważ Bóg właśnie koryguje coś w czasach w jakich osoba ta żyła (co wymaga aby osoba ta została ożywiona i fizycznie uczestniczyła w owym korygowaniu), owa dusza NIE może być równocześnie reinkarnowana w odmiennej osobie żyjącej w innych czasach. Tak nawiasem mówiąc, to osobiście znałem osobę, opisywaną punktach #C2 i #E1 ze strony o nazwie boiler_pl.htm, która najprawdopodobniej umarła w 1998 roku, jednak w 2007 roku została ponownie ożywiona w opisywany tu sposób, w celu dopomożenia w skorygowaniu sytuacji z darmową energią. 
       4. Błędy i wypaczenia jakie z czasem narastają w łonie każdej religii. Jak wyjaśniłem to już przy kilku odmiennych okazjach, np. w punkcie #D1 niniejszej strony, czy w punkcie #G4 strony god_proof_pl.htm, niedoskonali ludzie z upływem czasu wprowadzają coraz więcej błędnych interpretacji i wypaczeń do praktycznie każdej z istniejących religii. Aby wskazać tu przykłady takich wypaczeń i błędnych interpretacji już powykrywanych np. w najbardziej powszechnej religii na Ziemi jaką jest katolicyzm, proponuję rozważyć nakaz Boga przytoczony w "- 0" z punktu #C7 niniejszej strony, oraz porównać go z tzw. "Kultem Maryjnym" praktykowanym przez Katolików, rozważyć zawarte w Biblii potwierdzenie, że to Bóg stworzył Szatana i stąd Bóg ma pełną kontrolę nad tym co Szatan właśnie czyni, oraz porównać co na temat działań Szatana wmawiają nam religie, albo np. porównać co praktykowana przez siebie religia wmawia ludziom na temat "piekła" i porównać to z opisem "piekła" faktycznie zawartym w Biblii, albo np. spróbować znaleźć w Biblii opisy "czyśćca" lub "limbo" - w jakich istnienie przez wieki wierzyli Katolicy (pochodzenie idei "limbo" opisałem m.in. w punkcie #F9 strony god_pl.htm). Znaczy, im starsza jest dana religia, oraz im bujniejsza jest wyobraźnia narodu który praktykuje tę religię, tym więcej błędnych interpretacji i wypaczeń do niej się już nawkradało. Tak zaś się składa, że idea "reinkarnacji" wywodzi się z religii hinduizmu - która jest jedną z najstarszych religii naszego świata, a ponadto która jest praktykowana przez Hindusów znanych w całym świecie z raczej bujnej wyobraźni. Prawdopodobnie więc dzisiejsze zrozumienie idei "reinkarnacji" jest wynikiem wypaczeń jakie owi Hindusi powprowadzali do wyjaśnień, które otrzymali od Boga na temat użycia duszy ludzkiej w zasadzie działania "omniplanu" - opisanego już w poprzedniej kategorii "3" materiału dowodowego. (Alternatywnie, idea ta może też być np. wynikiem zmienienia przez Boga metody z pomocą której udoskonala On ludzkie dusze. Przykładowo, zaraz po stworzeniu świata fizycznego i po nauczeniu ludzi praktykowania hinduizmu, Bóg faktycznie mógł udoskonalać dusze ludzkie z pomocą reinkarnacji. Jednak po opracowaniu chrześcijaństwa Bóg mógł odkryć empirycznie, że znacznie efektywniejsze od reinkarnacji jest udoskonalanie dusz ludzi poprzez wielokrotne powtarzanie ich życia za pośrednictwem "omniplanu".) Działanie owego "omniplanu" też bowiem wymaga, aby (podobnie jak w reinkarnacji) dusza także wielokrotnie się "inkarnowała" i udoskonalała w trakcie rozwoju i udoskonalania wszechświata. Tyle tylko, że owo inkarnowanie w ramach działania "omniplanu" zawsze musi następować do tego samego (naszego) ciała. 
       5. Stwierdzenia Biblii. Jak doskonale wiemy, każda religia aż się roi od informacji co z nami się dzieje po śmierci. Niestety, jak to wyjaśniam powyżej w "4", religie są pełne błędnych interpretacji ludzi którzy nimi kierowali. Jeśli jednak dokładnie przeanalizuje się Biblię, wówczas się okazuje, że podane tam informacje na ów temat są zdumiewająco skąpe, tak że można je podsumować w zaledwie kilku zdaniach. A przecież to Biblia (i inne święte księgi), a NIE stwierdzenia religii powypaczanych z upływem czasu, faktycznie reprezentują przekazywaną nam przez samego Boga obiektywną prawdę na ten temat. Jak też się okazuje, Biblia NIE zawiera ani jednego bezpośredniego i jednoznacznego potwierdzenia, że reinkarnacja istnieje. Wprawdzie zawiera ona kilka stwierdzeń, np. te omawiane w punkcie #C4 strony biblia.htm, które mogą być interpretowane jako możliwość istnienia reinkarnacji, jednak z interpretowaniem słów Boga trzeba być bardzo ostrożnym. (Szczególnie jeśli interpretacje te NIE są niezależnie potwierdzane przez jakiś pokrywający się z rzeczywistością naukowy model - przykładowo przez "omniplan" opisany w "3" powyżej, albo przez Koncept Dipolarnej Grawitacji, albo przez filozofię totalizmu.) Co też wysoce zastanawiające, każde stwierdzenie Biblii na temat tego co spotyka nas po śmierci, pokrywa się precyzyjnie z tym co wynika z teoretycznego modelu "omniplanu" opisanego tu w "3". I tak, zgodnie z Biblią, w momencie śmierci przechodzimy ze stanu aktywnego "życia" w stan "uśpienia" (pozbawionego snów) - które to "uśpienie" trwa aż do czasu kiedy Bóg nas ponownie "przebudzi" w celu dokonania na nas "sądu ostatecznego". Uśpienie to więc jest podobne do sytuacji "tymczasowego wyłączenia komputera" w "analogii filmu" użytej w punkcie #C3 strony immortality_pl.htm do wyjaśnienia działania "omniplanu". Co ciekawsze, podczas tego "uśpienia" nasza dusza jest w każdej chwili gotowa do ponownego powołania do życia i do ponownego przeżycia przez czas przez jaki już uprzednio żyliśmy - jeśli Bóg zdecyduje się wprowadzić kolejne udoskonalenie w czasach w jakich my żyjemy i jeśli owo udoskonalenie wymaga naszego działania jako fizycznej osoby (stąd właśnie się biorą nasze "deja vu"). Po "przebudzeniu" w celu przejścia owego "sądu ostatecznego", zgodnie z Biblią znajdziemy się ponownie w swoim ciele i zależnie od cech charakteru jakie nabyliśmy w swoim życiu fizycznym, oraz moralności naszych postępowań, jesteśmy przydzielani do jednej z dwóch grup, tj. albo do (a) dużej grupy ludzi przeznaczonych na końcowe i nieodwracalne spalenie, albo też do (b) tych nielicznych ludzi których cechy, charakter i moralność okazują się przydatne do realizacji następnych celów Boga, a stąd którym będzie dane fizycznie żyć nieograniczenie długo i szczęśliwie w następnym świecie fizycznym jaki Bóg dopiero w przyszłości stworzy. Owi ludzie (a) wówczas spaleni, NIE będą już nigdy przywróceni do życia - to dlatego tamta druga ich śmierć jest opisana w Biblii jako śmierć ostateczna jaka potrwa na całą wieczność. Zgodnie też z Biblią, tylko bardzo mała garstka niemal doskonałych ludzi z grupy (b) będzie wybrana przez Boga do tego przyszłego szczęśliwego drugiego życia fizycznego o nieograniczonej długości. Moje analizy sugerują, że prawdopodobnie najważniejszym wymogiem, który ludzie ci muszą spełniać, jest ich przydatność jako "żołnierzy Boga" opisywanych w punkcie #B1.1 strony antichrist_pl.htm. Stąd liczba owych ludzi z kategorii (b) będzie mniejsza niż jedna trzecia populacji Ziemi, czyli liczba jaka zaludni wówczas zaledwie jedno latające miasto przyszłości - w Biblii zwane "Nowe Jeruzalem". Przykładowo, w liczbie ludzi wybranych przez Boga do owego niebiańskiego życia przyszłości NIE będzie już nikogo bogatego w obecnym zyciu fizycznym. (Zapewne ponieważ ludzie bogaci wytwarzają w sobie cechy i charakter jakie indukują u nich nieustanne pożądanie aby "mieć więcej" - które to cechy nigdy NIE pozwalają im być naprawdę szczęśliwymi z tego co już było im dane i co już posiadają, a stąd które powstrzymują ich przed uzyskaniem stanu nirwany i przed skupieniem się wyłącznie na osiąganiu celów wyższych niż jedynie chęć posiadania "coraz więcej". Wiadomo zaś, że gdyby wśród przyszłych mieszkańców Nowego Jeruzalem znaleźli się tacy ludzie nieszczęśliwi z jakiegoś powodu, wówczas uczyniliby oni też nieszczęśliwymi wszystkich innych ludzi którzy z nimi by się kontaktowali.) 
       W bibilijnym opisie owego latającego "Nowego Jeruzalem", podanym w Apokalipsie św. Jana 21 i 22, zawartych jest aż kilka wysoce intrygujących cech i szczegółów wartych przeanalizowania. Przykładowo, intrygujące są powody dla których opisy te są bardzo podobne do pradawnych izraelickich opisów dyskoidalnego UFO typu K7 zwanego "Rajem" - dyskutowanych w podrozdziałach P6.1 i G2.5 z tomów odpowiednio 14 i 3 mojej najnowszej monografii [1/5], oraz w punkcie #C2 mojej strony o nazwie god_istnieje.htm. Tyle tylko, że zgodnie z opisami w wersetach 21:10-23 bibilijnej Apokalipsy, owo latające Nowe Jeruzalem najwyraźniej będzie czteropędnikowym (sześciennym) UFO typu T12, z kwadratową podstawą o długości boku 1123.5 metrów - opisanym dokładniej np. w rozdziale D z tomu 2 mojej najnowszej monografii [1/5], a także np. w punkcie #F2 strony o nazwie magnocraft_pl.htm, czy w punkcie #G1 strony o nazwie explain_pl.htm. Inną intrygującą cechą "Nowego Jeruzalem", jest fakt, że miasto to będzie rodzajem międzygwiezdnego wehikułu nieustannie latającego w przestrzeni kosmicznej, zamiast miastem trwale osadzonym na jakiejś planecie - takim jak dzisiejsze ziemskie miasta. Chodzi bowiem o to, że dzięki użyciu takiego miasta-wehikułu-międzygwiezdnego, Bóg będzie mógł obwozić przyszłych ludzi po najróżniejszych systemach gwiezdnych, na których wcześniej przygotował już "symulacje" albo "kopie" innych światów. Poprzez zaś konfrontowanie ludzi z istotami zamieszkującymi owe symulacje innych światów, Bóg będzie mógł szkolić sobie i hartować swoich przyszłych "żołnierzy Boga" - tak jak wyjaśnia to punkt #B1.1 ze strony o nazwie antichrist_pl.htmi punkt #L6 ze strony o nazwie magnocraft_pl.htm
       6. Niezgodność "reinkarnacji" z innymi procesami zaprojektowanymi przez Boga, a więc z "omniplanem", podróżowaniem przez czas, sądem ostatecznym, itp. Przykładowo, realizowanie cyklu reinkarnacyjnego uniemożliwia, lub co najmniej utrudnia, realizację "omniplanu" - tak jak wyjaśnił to już "3" powyżej. Jeśli czyjaś dusza zostaje reinkarnowana, jej właściciel NIE może też podróżować przez czas do innych epok. Na dodatek, ludzi którzy reinkarnowali się wielokrotnie NIE bardzo daje się osądzić sprawiedliwie w tzw. "sądzie ostatecznym", bowiem np. NIE wiadomo czy sprawiedliwe byłoby osądzenie ich najlepszej, czy też najgorszej inkarnacji. Itd., itp. 
       7. Dane i "zbiegi okoliczności" wpisane w zdarzenia jakie tu komentuję. Jeśli dobrze rozważyć sprawę, natura i przebieg zdarzeń opisywanych w poprzednich punktach #J1 i #J2, a także rodzaj informacji jakie zostały wówczas mi ujawnione, też zdecydowanie zaprzeczają możliwości iż faktycznie wówczas miała miejsce moja konwersacja z duchem krzyżackiego komendanta zamku w Olsztynie, a raczej potwierdzają możliwość, że faktycznie to wówczas konwersowałem z boską "symulacją" ducha owego komendanta. Istnieje bowiem sporo szczegółów tamtych zdarzeń, które zdają się to potwierdzać. Przykładowo, użycie wtedy nowoczesnego języka polskiego. Wszakże Krzyżacy byli Niemcami. Jakże więc duch średniowiecznego Krzyżaka mógł znać tak dobrze język Polski w jego nowoczesnej formie, że rozumiał mnie doskonale oraz że bezbłędnie ze mną konwersował pisząc każde słowo. Albo sprawa Biblioteki. W krzyżackich czasach NIE istniały naukowe biblioteki uniwersyteckie. Jak więc średniowieczny Krzyżak, którego główną umiejętnością za życia było odrąbywanie mieczem ludzkich głów, potrafił się połapać w zawiłościach jak taka nowoczesna biblioteka operuje, poznał co to jest "sygnatura ksiązki", oraz wybadał z góry jaką sygnaturę ma ta jedyna broszurka z tysięcy opracowań zawartych w Bibliotece Uniwersyteckiej na Szajnochy, którą właśnie ja miałem przeczytać. Jak też się dowiedział co jest napisane w owej broszurce. Nie wspomnę tu już faktu, jak ów duch z góry wiedział, że ja odmówię mu natychmiastowego zmówienia pacierza, a stąd że będzie mu potrzebna sygnatura owej broszurki w bibliotece w której ja typowo się uczę. (Natomiast Bóg z góry by wiedział o tej odmowie z powodu zasady na jakiej działa boski "omniplan" opisany w "3" powyżej.) Rozważmy też sprawę szeregu owych "zbiegów okoliczności". Bóg mógł je z góry zaprogramować z pomocą swojego "omniplanu". Natomiast duch Krzyżaka NIE miał możliwości spowodować, że np. "przypadkowo" zostałem wysłany przez armię na szkolenie do Olsztyna, albo że "przypadkowo" przy ruinach zamku olsztyńskiego ktoś wystawi wtedy tablicę jaka informowała będzie iż zamek ten w określonych latach był we władaniu Krzyżaków. W sumie natura i przebieg tamtych zdarzeń jednoznacznie podpowiadają, że dla nadrzędnych powodów zostały one "zasymulowane" przez Boga, a NIE że były one faktycznym spotkaniem z duchem Krzyżaka który mnie uśmiercił w jednej z moich poprzednich inkarnacji.
* * *
       Oczywiście, istota tak doskonała, jak Bóg, NIE czyni niczego bez istotnego powodu. Dlatego kolejną wysoce dla nas istotną sprawą, którą też byłoby korzystnie przeanalizować, to dlaczego Bóg doświadczył mnie tamtymi niezwykłymi zdarzeniami. Przykładowo, czy jest możliwym, że dla jakichś istotnych powodów Bóg postanowił skonfrontować upowszechniające się coraz szerzej wierzenie w reinkarnację, z naukowymi przesłankami zaprzeczającymi istnieniu reinkarnacji? (Jeśli zaś TAK, to dlaczego?)
Antworten to top
#3
#E2. Teatralne uzdrowienie (jednak bez faktycznego uzdrowienia) jakie mi zwodniczo zademonstrowała owa figura krzyżackiej Madonny z Malborka:
       W trakcie trwania mojej kolejnej wizyty w Malborku w maju 1995 roku, doznałem silnej alergicznej irytacji płuc. Kaszlałem więc niemal bez przerwy. Na moje urodziny (25 maja 1995 roku) celebrowaliśmy właśnie dzień urodzinowy, kiedy dowiedziałem się o owych cudownych uzdrowieniach jakie kiedyś miały miejsce przed obliczem owej figury. Czyli że gdyby owa figura ciągle istniała, wówczas mógłbym ją poprosić o uzdrowienie swojej alergicznej irytacji płuc. Chociaż owa idea była jedynie rozmową przy stole podczas zwyczajnej celebracji urodzin, pomyślałem sobie że jest warta sprawdzenia, ponieważ pokrywała się ona z przedmiotem moich badań. Wszakże jestem autorem naukowej teorii wszystkiego nazywanej Konceptem Dipolarej Grawitacji, jaka opisana jest m.in. w tomach 4 i 5 najnowszej monografii [1/5] referowanej na niniejszej stronie.
       Zgodnie zaś z interpretacją czasu wynikającą z owego Konceptu Dipolarnej Grawitacji i wyjaśnioną skrótowo na odrębnej stronie internetowej timevehicle_pl.htm, jeśli w jakimkolwiek czasie coś gdzieś istniało, lub też dopiero zaistnieje w dowolnym punkcie wszechświata, wówczas to coś ciągle istnieje tam i w chwili obecnej, zaś my możemy przemieścić się do tego czegoś poprzez podróż przez czas jaka daje się osiągnąć na poziomie "przeciw-świata". Stąd zdecydowałem, że natychmiast spróbuję tej techniki i sprawdzę czy zostanę uzdrowiony. Troje nas poszło do obszaru przed ową byłą figurą krzyżackiej Madonny, gdzie ja zamierzałem poprosić o cudowne uzdrowienie. Muszę tutaj się przyznać, że nie bardzo byłem w religijnym nastroju, ponieważ byłem trochę podchmielony (wszakże były to moje urodziny). Jednak mój kaszel był tak nieznośny, że ciągle zdecydowałem się poprosić o owo cudowne uzdrowienie. Moi współtowarzysze byli tak pewni niemożliwości aby cudowne uzdrownienie faktycznie miało miejsce, że nawet nie chcieli zaczekać aż ja o nie poproszę, a kontynuowali swój spacer, pozostawiając mnie za sobą. (Kiedyś sądziłem że istnieje jakiś rodzaj prawa, że cuda muszą zawsze się przytrafiać kiedy nikt nie patrzy. Obecnie jednak posądzam, że po prostu istniał ważny powód aby coś im telepatycznie nakazało kontynuację ich spaceru.) Ja więc zwróciłem się dokładnie do punktu w przestrzeni w którym owa figura kiedyś zwykła stać, oraz poprosiłem w swoich myślach aby figura ta zademonstrowała mi swoje moce leczące, oraz uzdrowiła mój kaszel na czasokres pobytu w Malborku. Kiedy tylko zakończyłem myślowe wypowiadanie swojego życzenia, dostrzegłem rodzaj promienia silnego białego światła jakie biło z niemal centrum wnęki w której owa figura zwykła stać. Początkowo myśl przemknęła przez mój umysł, że musi się tam znajdować jakieś lusterko które odbija ku mnie światło słońca. Jednak natychmiast po tym uświadomiłem sobie, że słońce właśnie jest położone dokładnie po przeciwstawnej stronie kościoła, zaś owa wnęka na figurę jest ukryta w cieniu. Kiedy ów silny promień światła uderzył moje płuca, zacząłem odczuwać rodzaj zimna i dreszczy. Czuło się to jakby wzdłuż mojej tchawicy i płuc topniała warstwa lodu. To niezwykłe uczucie całkowicie mnie zaszokowało. Całe przeżycie trwało jedynie około 30 sekund. Pobiegłem do moich współtowarzyszy którzy kontynuowali spacer jedynie jakieś 50 metrów ode mnie odwróceni tyłem do figury, aby opowiedzieć im o zdarzeniu, podczas gdy owo zimno i dreszcze zaniknęły. Począwszy od owego momentu czasu nie zakaszlałem nawet jeden raz podczas reszty mojego pobytu w Malborku. Później, kiedy oglądałem stare fotografie owej figury, uświadomiłem sobie że ów promień silnego białego światła jakie wówczas widziałem, buchnął ku mnie z obszaru, gdzie na oryginalnym posągu znajdowało się owo symboliczne "Święte Serce Matki Boskiej".
       Sprawa owego cudownego uzdrowienia miała jednak dalszy ciąg. Ten jej dalszy ciąg był nawet jeszcze bardziej nadprzyrodzony. Nastąpił bowiem w kościele w Warszawie który w Warszawie wcale nie istnieje - co dokładniej wyjaśniam w punkcie #E3 poniżej, a także w punkcie #D6.1 odrębnej strony internetowej o wehikułach czasu. Mianowicie, jak tylko wsiadłem do pociągu aby opuścić Malbork, zaś ów pociąg przekroczył most na rzece Nogat, mój gwałtowny kaszel nagle powrócił. Jednocześnie w mojej głowie pojawiła się myśl, że w sformułowaniu z jakim zwróciłem się do owej figury, wcale nie prosiłem o trwałe uzdrownienie, a jedynie o zademonstrowanie mi jej mocy uzdrawiającej. W owym więc czasie nawrót tego kaszlu zinterpretowałem sobie że po prostu źle sformułowałem prośbę o wyleczenie. Jednak w około 15 lat później, tj. w dniu 7 kwietnia 2010 roku, nagle sobie uświadomiłem że powodem nawrotu kaszlu prawdopodobnie był fakt, że owa figura NIE lubiła Polaków i wcale NIE chciała mnie uzdrowić, a jedynie chciała abym ja uwierzył że zostałem cudownie uzdrowiony. Dlatego zamiast mnie uleczyć trwale, uleczyła mnie tylko na czas pobytu w Malborku, zaś kiedy opuszczałem Malbork zadała mi ponownie ową chorobę. W ten sposób jedynie sprawiła pozory uleczenia.
       Aby zostać uzdrowionym na trwałe, zdecydowałem się ponowić swoją prośbę o uleczenie. Ponieważ jednak właśnie byłem w pociągu i opuszczałem Malbork, zdecydowałem się, że w następnym miejscu swego pobytu pójdę do dowolnej innej figury Matki Boskiej, oraz że poproszę ową inną figurę aby albo sama mnie uleczyła, albo też aby moją modlitwę przekierowała do owej figury z Malborka. Mój następny postój wypadał w Warszawie. Poszedłem więc do kościoła NMP położonego tuż przy pałacu Prezydenta w Warszawie - ponieważ kościół ten stał najbliżej hotelu w którym wówczas się zatrzymałem. Kiedy wszedłem do tego kościoła, jego drzwi były otwarte chociaż wewnątrz nie było nikogo - byłem więc w nim jedyną osobą. W kościele tym poprosiłem figurę Matki Boskiej jaką znalazłem stojącą tam tylko kilka metrów na prawo od drzwi wejściowych, aby udzieliła mi cudownego udrowienia, tym razem trwałego, albo aby przekierowła moją modlitwę do figury z Malborka. Tym razem owo trwałe uzdrowienie zostało mi wówczas udzielone (tj. z owego kościoła wyszedłem już bez kaszlu). Tak nawiasem mówiąc, to kiedy owo trwałe uzdrowienie miało miejsce, nie zobaczyłem już ponownie żadnego białego światła ani nie doznałem żadnych sensacji. Po prostu nagle przestałem odczuwać potrzebę kaszlu. Ten brak spektaklu wówczas sobie tłumaczyłem, że moje pierwsze uzdrowienie było takie spektakularne tylko ponieważ ja prosiłem o zademonstrowanie mi mocy uzdrawiających owej figury, podczas gdy drugie uzdrowienie było ciche i niepozorne, ponieważ ja prosiłem o trwałe uzdrowienie kaszlu, a nie o zademonstrowanie mi mocy uzrawiających. W nieco podobny sposób, bo też relatywnie trwały (tj. utrzymujący moje zdrowie przez co najmniej 8 miesięcy) oraz pozbawiony owego spektakularnego promienia białego światła, zostałem uzdrowiony w kwietniu 2018 roku - ponownie z chronicznego kaszlu jaki wówczas też mnie gnębił od ponad połowy roku, kiedy o takie trwałe uzdrowienie poprosiłem Boga przy Krzyżu Celtyckim z miasteczka Petone - gdzie obecnie mieszkam. Przy owym bowiem krzyżu w dniu 2018/4/25 ukazał mi się "płonący krzew" - na temat jakiego z Biblii się doczytałem, że miejsce jego pojawienia się zwiastuje święty obszar. Moje zaobserwowanie owego "gorejącego krzewu" na plaży miasteczka Pertone w Nowej Zelandii opisałem szeroko w punkcie #J3 z innej swej strony internetowej o nazwie petone_pl.htm, a także we wpisach do blogów totalizmu, numery #296 i #303.
       Mechanizm za podobną do działania komputera mocą uzdrawiającą dowolnego obiektu do którego modli się wielu ludzi (w tym owej figury krzyżackiej Madonny z Malborka), jest wyjaśniony dokładniej w tomie 6 mojej monografii [8] "Totalizm". Jak moje badania na to wskazują, każdy przedmiot czyichś modlitw może działać np. w uzdrawiający sposób, ponieważ jego moc głównie wywodzi się z inteligentnej tzw. "energii moralnej" przekazanej do niego przez owe rzesze ludzi jacy się do niego modlą. Z kolei owa energia moralna którą taki obiekt akumuluje w sobie, pozwala aby dokonywał on (w sposób podobny do naturalnego komputera) działań o jakie ludzie go poproszą. (Oczywiście, taki obiekt jest też w stanie dokonywać zupełnie odmiennych działań jakie służą tylko jego własnym interesom - np. bronić się przed zniszczeniem, czy spowodować swoją odbudowę.) Właściwie to zachowuje się on w sposób bardzo podobny do owych drewnianych totemów pogańskich z Wyspy Borneo, jakie pokazałem na "Fot. #D2" powyżej zaś opisałem w podrozdziałach B3.3 i K5.7 z tomow 2 i 6 monografii [8], a jakie także są zdolne do dokonywania podobnych uzdrowień i nadprzyrodzonych efektów.
Antworten to top
#4
#C3.1. Los grunwaldzkiego bohatera, a działanie moralnego "prawa bumerangu":

       Ów drwiący "przełożony" puszkarza z powyższego historycznego zapisu kronikarskiego, zatłuczony na śmierć przez Tatarów, NIE bez powodu jest wskazywany wysoce dyplomatycznie i ostrożnie, tj. bez podania jego nazwiska. Po 1410 roku był on bowiem szeroko wówczas znanym i słynnym bohaterem bitwy pod Grunwaldem. Podczas tej bitwy wsławił się przecież na całą Polskę i Litwę z faktu, że był pierwszym który dopadł i dzidą zwalił wielkiego mistrza krzyżackiego z konia na ziemię, poczym wraz z innymi walczącymi po polskiej stronie zatłukł tego mistrza na śmierć. W owych czasach wszyscy go znali i wszyscy o nim mówili. Jego postać jest nawet utrwalona na słynnym obrazie "Bitwa pod Grunwaldem" pędzla Jana Matejko. (Na obrazie tym jest on utrwalony w samym centrum i na pierwszym planie, jak stojąc z gołą piersią wypiętą na oglądającego ten obraz, wymierza on dzidę w wielkiego mistrza.) Stąd późniejsza śmierć tego szeroko znanego Polakom i Litwinom bohatera, raportowana w powyższym historycznym zapisie, stanowi rodzaj "lekcji moralnej" przekazanej nam w typowy dla metod Boga sposób, mianowicie w sposób jaki szokuje i zmusza do zastanowienia, jaki ma dostarczać informacji na której każdy może polegać, ale jednocześnie jaki NIE ma odbierać nikomu jego "wolnej woli" - ponieważ umożliwia on także odmienne interpretowanie (co wyjaśniam dokładniej m.in. w punkcie #C2 ze strony o nazwie tornado_pl.htm). Owa lekcja moralna doskonale nam ilustruje działanie moralnego "prawa bumerangu". (Działanie to opisane jest m.in. w punkcie #C4.4 strony o nazwie morals_pl.htm, zaś dodatkowo wyjaśnione w punkcie #B3 strony o nazwie mozajski.htm.) Mianowicie, ilustruje nam ona, że "uczucia jakie swoimi działaniami my wywołujemy u innych ludzi, po jakimś czasie wracają do nas i my sami też musimy je przeżywać". Aczkolwiek działanie owego moralnego "prawa bumerangu" nieustannie dopada każdą osobę na Ziemi i każdy ma możność jego potwierdzenia zarówno na sobie jak i na osobach które dobrze zna, niestety NIE ma wielu pisanych raportów na jakich można polegać i jakie też je potwierdzają równie wymownie jak powyższy historyczny zapis kronikarski. Ludzie po prostu są bardzo powolni i bardzo niechętni w przyznawaniu, że owo "prawo bumerangu" faktycznie działa i że nieubłaganie dopada ono każdego.
       Gdy jeszcze uczęszczałem do liceum, nasz nauczyciel języka polskiego, Pan Tadeusz Nalewajko (wspominany także na mojej stronie o nazwie lo.htm) opowiedział nam ciekawostkę o owym epizodzie bitwy pod Grunwaldem, kiedy to wielki mistrz krzyżacki został zwalony dzidą na ziemię przez bohatera walczącego po polskiej stronie. Z powodu jaki trudno wytłumaczyć odmiennie niż "programowanie przyszłości", owa ciekawostka utkwiła do dzisiaj w mojej pamięci. To prawdopodobnie z powodu jej usłyszenia, kiedy już w swym dorosłym życiu natknąłem się na zapis kronikarski przytoczony w punkcie #C3 powyżej, natychmiast go tu opublikowałem. Obecnie najbardziej mnie intryguje w owej ciekawostce, że Pan Nalewajko referował do tego grunwaldzkiego bohatera po imieniu i nazwisku. Niemniej chociaż owo nazwisko może stanowić interesującą ciekawostkę, jednak deliberacje jakie mogłoby ono pobudzić niepotrzebnie odciągałyby uwagę czytelnika od tego co w niniejszym punkcie jest najważniejsze - tj. od kronikarskiego udokumentowania działania moralnego "prawa bumerangu". Tymczasem poznanie owego nazwiska wcale NIE jest nam potrzebna dla poznania "prawa bumerangu" i dla jego przestrzegania w naszym życiu. Tamtą ciekawostkę opowiedzianą nam w liceum, wspominam więc tu tylko aby uświadomić, że tego typu niby marginalne ciekawostki, często okazują się potem ogromnie istotne dla tego co czynimy w swym późniejszym życiu. Przykładowo, także w czasach liceum poznałem też inną podobną ciekawostkę o Polaku który zbudował pierwszy latający samolot na świecie. W późniejszym dorosłym życiu moralna wymowa owej ciekawostki pobudziła mnie do przeprowadzenia długich i mozolnych badań oraz prób naprawiania historycznej niesprawiedliwości, jakich wyniki opisałem m.in. na swej stronie o nazwie mozajski.htm.
       Wracając jednak do omawianego tu prawa moralnego, to powodem dla którego tak trudno znaleźć obecnie historyczne dane jakie potwierdzają działania "prawa bumerangu", okazuje się być naturalny proces społeczny jaki powoduje, że wszelkie historyczne "czarne charaktery" z upływem czasu są "wybielane". Owo "wybielanie" jest wynikiem równoczesnego działania aż trzech tendencji społecznych. Mianowicie, po pierwsze, z upływem czasu pojawia się coraz więcej ludzi którzy mają jakiś istotny interes aby "wybielić" owe "czarne charaktery". Przykładowo, mogą to być twórcy filmowi - którym pasuje aby te czarne charaktery na ekranie wyglądały NIE tak czarno, albo pisarze - którzy aby uczynić swoje książki bardziej atrakcyjne, napisali coś co zaprzecza powszechnie znanym faktom, albo poszukiwacze sławy - którzy aby skierować na siebie uwagę innych ludzi twierdzą odwrotność historycznej prawdy, albo ojcowie miast związanych jakoś z tymi "czarnymi charakterami" - którzy aby przyciągać i zabawiać turystów przekręcili kilka faktów i pododawali nieco powymyślanego przez siebie "dobra" do gorzkiej historycznej prawdy, albo wrogowie tych których "czarne charaktery" pokrzywdziły - a więc którzy się cieszą z tego co zaszło, albo potomkowie owych "czarnych charakterów" - którym zależy na oczyszczeniu rodzinnego nazwiska z historycznej stygmy, itd., itp. Po drugie, z czasem wymierają osoby które zostały pokrzywdzone przez te "czarne charaktery", a stąd które NIE boją się protestować kiedy pojawia się takie przekręcanie historycznej prawdy, czyli kiedy "zło" zaczyna być nazywane "dobrem". Po trzecie zaś, z upływem czasu goją się rany zadane przez owe "czarne charaktery", tak że dla ludzi przestaje być widoczny związek pomiędzy tym co one uczyniły, a sposobem na jaki umarły lub zostały ukarane w swoim późniejszym życiu. Stąd coraz mniejsza proporcja ludzi jest zainteresowana aby prawda pozostała prawdą. Istnieje sporo przykładów na działanie powyższego procesu społecznego. Najlepszym dzisiejszym przykładem jest Hitler, którego faktyczne działania coraz więcej ludzi zaczyna "wybielać", zaś coraz mniej ludzi pamięta. Dostępne są też jednak inne doskonałe przykłady historyczne, dla jakich faktyczne postępowanie i niedawne "wybielanie" udokumentowane zostały "na piśmie", a stąd o jakich dzisiaj można sobie łatwo poczytać np. w internecie. Jednym z nich jest (a) angielski król "Ryszard III" - którego kości zostały odgrzebane w styczniu 2013 roku (patrz artykuł "I absolutely knew I was walking on his grave" - tj. "ja byłam pewna że stąpałam po jego grobie", ze strony B1 nowozelandzkiewj gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku-Tuesday, February 5, 2013). NIE pomaga tu, że jest faktem historycznym iż ów "Richard III" uzurpował dla siebie tron od oddanego jego opiece 12-letniego bratanka - którego osobiście zamordował (wraz z młodszym bratem tego bratanka). NIE ma znaczenia, że jest on pamiętany jako tyran, niegodziwiec i złośliwiec. Nic nikomu NIE mówi, że w bitwie w jakiej zginął większość jego armii odmówiła wzięcia udziału i przeszła na stronę przeciwnika. Przestały już przekonywać ludzi szokujące opisy Richarda III w poświęconej mu sztuce teatralnej napisanej przez samego Shakespeare'a. NIE ma też już znaczenia, że z góry wiedząc jakie będzie on wiódł życie, Bóg uczynił go garbusem - zgodnie z zasadami działania Boga opisanymi np. w punktach #G1 do #G5 strony o nazwie will_pl.htm. Nagle, wszystkie te fakty zaczęły być "odkręcane" przez ludzi zainteresowanych z różnych powodów aby go "wybielić" - po odnośny przykład patrz artykuł "Toilet a grave threat to buried king" (tj. "publiczna toaleta śmiertelnym zagrożeniem dla pochowanego króla"), ze strony A39 gazety The New Zealand Herald, wydanie ze środy (Wednesday), February 6, 2013. Inny przykład (b) takiego "wybielania" zmarłej kobiety, uprzednio będącej szczególnie nielubianą głową rządu Anglii, opisany jest m.in. w artykule o tytule "Death just an excuse to dance on the streets" (tj. "śmierć jest wymówką aby tańczyć na ulicach"), ze strony B5 gazety The Dominion Post Weekend, wydanie z soboty (Saturday), April 13, 2013; a także w szeregu innych artykułów opisujących reakcje zwykłych Anglików na śmierć tej byłej głowy ich państwa - np. artykułu o tytule "Compassion? There was none then so there is none now" (tj. "litość? Nie było żadnej wówczas nie ma więc jej i teraz"), ze strony B4 gazety Weekend Herald, wydanie z soboty (Saturday), April 13, 2013; czy artykułu "Saved the UK did she? Yes and no" (tj. "czyż nie uratowała ona Anglii? Tak i nie"), ze strony A28 gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), April 11, 2013. Jest szokującym, jak bardzo dzisiejsza konfuzja na temat czym naprawdę jest "moralność" i "moralnie poprawne działanie", potrafi zróżnicować ludzkie opinie na temat czy czyjeś postępowanie było dobre czy tez złe. (Po ponadczasową definicję "moralności" patrz punkt #B5 na stronie o nazwie morals_pl.htm.)
       Właśnie z uwagi na działanie powyższego procesu społecznego "wybielającego" z czasem "czarne charaktery", jeśli ktoś chce przekonać się, że moralne "prawo bumerangu" faktycznie działa, wówczas powinien studiować losy współczesnych mu ludzi. Po jeden z wielu takich istniejących przykładów patrz artykuł "Legendary sniper killed at gun range" (tj. "legendarny snajper zastrzelony na strzelnicy") ze strony B3 nowozelandzkiewj gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), February 5, 2013 - który to artykuł opisuje śmierć amerykańskiego snajpera jaki w Iraku zastrzelił ponad 150 przeciwników, aby samemu zostać zastrzelonym we własnym kraju przez innego weterana z Iraku, jakiemu starał się udzielić przyjacielskiej pomocy.
       Opisy z niniejszego punktu uświadamiają nam aż cały szereg wysoce istotnych dla nas faktów, które mogą zadecydować o naszym losie. Przykładowo, uświadamiają nam, że na codzień żyjemy rozdarci pomiędzy dwoma systemami praw, zwykle nawzajem sprzecznymi, mianowicie rozdarci pomiędzy (1) doskonałymi prawami boskimi - które formują to co nazywamy "moralnością" (jakiej jawnym celem wypracowania jest "zapewnienie szczęśliwego życia dla wszystkich ludzi"), oraz (2) egoistycznymi prawami ludzkimi - które formują zniewalający nas "system legalny" (jakiego dobrze ukrytym celem jest "zapewnienie bogactwa i dobrobytu dla jednej grupy ludzi, kosztem wyzysku i zniewalania innych grup ludzi" - np. patrz punkty #T1 do #T3 strony humanity_pl.htm). System praw boskich ma powszechnie akceptowalny cel. Jest on też bardzo klarowny i łatwy do przestrzegania. Wszakże dla przykładu nakazuje on nam "nie zabijaj i nie krzywdź innych ludzi, bowiem każdy rodzaj uczuć jakie zaindukujesz u swoich ofiar, w przyszłości sam będziesz też musiał przeżyć" - po szczegóły patrz opisy karmy. Natomiast ludzki system legalny NIE posiada powszechnie akceptowalnego celu, jest skomplikowany, trudny do zrozumienia, nieprzyjemny i niesprawiedliwy w realizacji, kosztowny i niemoralny (np. patrz punkt #T1 strony humanity_pl.htm), nieefektywny, itp. Wszakże przykładowo nakazuje nam on m.in. "pod groźbą surowych kar, lub sądu wojennego, musisz ubrać ten mundur i zabijać lub zniewalać mieszkańców innych ziem którzy przeszkadzają nam w swobodnym dostępie do tego co oni posiadają, a co jest przedmiotem naszych pożądań, jeśli zaś dobrze wywiążesz się z tego co ci nakazujemy, wówczas ogłosimy cię bohateram i pogrzebiemy z wielkimi honorami". W tym miejscu nasuwa się więc pytanie, czy jest to tylko "szczęśliwym przypadkiem", czy też celowym działaniem Boga, że (jak wyjaśnia to nam punkt #L3 na stronie o nazwie cielcza.htm) istnieją aż tysiące sposobów, aby w przypadkach kiedy oba te systemy praw nawzajem kolidują, wówczas dyskretnie i w sposób niepodpadający u naszych przełożonych dawało się wybrać do wykonania właśnie ów system ponadczasowych praw boskich nastawionych na dobro wszystkich ludzi. Innym też dosyć istotnym faktem uświadamianym nam treścią tego punktu jest, że ludzkie oceny są wysoce stronnicze, ponieważ typowo manipulują nimi osoby o egoistycznie ukierunkowanych interesach. Dlatego dla bezstronniej oceny jakiejś osoby NIE powinno się patrzeć na to co o owym kimś mówią inni ludzie, a raczej zwracać uwagę na moralną wymowę tego co osoba ta faktycznie uczyniła - zgodnie z zaleceniem Boga "po czynach go poznacie".
Antworten to top
#5
#D2. "Nadprzyrodzone" wcale NIE musi wywodzić się od Boga, zaś "nadprzyrodzone akty" istot mniej doskonałych od Boga mogą wyrządzić więcej zła niż dobra:

Motto: "Buszmeni z dżungli którzy nigdy nie byli w mieście ani nie widzieli np. elektryczności, wcale nie są ani filozoficznie bardziej ograniczeni ani nie mają mniejszej wiedzy o wszechświecie i życiu niż np. naukowcy którzy całe swe życie spędzili na fotelach z poręczami przed ekranami komputerów i nigdy nie byli w dżungli ani nie widzieli np. magii."
       Wszyscy doskonale wiemy, że NIE wszystko co "nadprzyrodzone" wywodzi się od Boga. Wszakże przykładowo w wielu krajach świata, szczególnie z obszarów tropiku, do dzisiaj praktykowana jest "czarna magia" czy "voodoo", jakich źródłem są odpowiednio wytrenowani "szamani" i "bomoh". Wiadomo też że wiele obiektów martwych, jakie stały się obiektem modlitw miejscowych ludzi, z upływem czasu nabiera "nadprzyrodzonych mocy" będąc zdolnymi do działań jakie zaprzeczają znanym prawom fizyki. Ich przykłady obejmują drzewa i kamienie zwane "Datuk" z Malezji (patrz ich przykład na "Fot. #D1"), słupy totemowe z Borneo (patrz ich przykłady na "Fot. #D2" poniżej), drewniani "strażnicy" z wiosek Korei (patrz ich przykłady na "Fot. #D3" poniżej), kamień z Atiamuri w Nowej Zelandii (patrz jego zdjęcie na "Fot. #D1" ze strony newzealand_pl.htm), święty dąb i "anielski kamień" ze Św. Anny koło Milicza (opisany w podpisie pod "Fot. #C1a" z tej strony, zaś pokazany na stronie o mieście Miliczu), oraz cały szereg innych obiektów.
       Źródłem owych nadprzyrodzonych mocy i zdolności kinetycznych obiektów martwych jest szczególny rodzaj inteligentnej energii którą filozofia totalizmu nazywa "energią moralną". (Ta sama inteligentna energia jest wykorzytywana np. przez praktykujących "kung-fu" do uzyskiwania efektów kinetycznych jakie zaprzeczają znanym prawom fizyki - oni nazywają ją energią "chi".) Ową "energię moralną" ludzie przekazują do obiektów martwych podczas wszelkich działań indukujących wysoki poziom uczyć - np. podczas modlitw. Potem zaś dowolny "duch" jaki rezyduje w owych obiektach martwych, może tą energię wykorzystać do zrealizowania zamierzonych działań kinetycznych. To właśnie z powodu owego uczuciowego przekazywania energii moralnej do obiektów martwych, przykładowo średniowieczne topory katowskie musiały być zakopywane kiedy liczba ściętych nimi głów ludzkich zbliżała się do tysiąca. Do owego czasu tak bowiem nasiąkały one ową "energią moralną", że były w stanie same dokonywać ścięcia głowy, np. odrąbując głowę kata który je posiadał. (Więcej informacji o tradycji zakopywania średniowiecznych toporów katowskich kiedy ścięły one 1000 głów, zawarte jest w podrozdziałach JA2.4 oraz I7 (patrz tam punkt #5I7) z monografii [1/5].) To też właśnie z powodu tej samej energii zakumulowanej w starych broniach, czasami można usłyszeć o brutalnej śmierci jakiej ofiarą w wysoce tajemniczych okolicznościach pada któryś z kolekcjonerów starych broni.
       Podobnie też jak w krajach tropikalnych owe modlitwy ludzi nadają nadprzyrodzonych mocy miejscowym drzewom, kamieniom, słupom totemowym, fetyszom, idolom, itp., również modlitwy katolików do figur Matki Boskiej, do świętych obrazów, oraz do relikwii, też i tym obiektom nadają nadprzyrodzonych mocy. Mocą tą potem są w stanie rozporządzać owe istoty duchowe jakie zasiedlą się w danych obiektach. Problem więc jaki potem się ujawnia, to że owe nadprzyrodzone moce nabyte przez takie przedmioty, mogą być nadużyte przez istoty duchowe które zamieszkają w owych przedmiotach - często na szkodę i na zgubę ludzi które istotom tym jakoś podpadli.

[Bild: borneo_totems.jpg]

Fot. #D2: Słupy totemowe z tropikalnej wyspy Borneo. Typowo maja one dziuple w swoim środku, zaś w dawnych czasach w dziuplach tych składowano nieboszczyków. Miejscowi modlą się do nich nadal do dzisiaj. Słupy te wykazują nadprzyrodzone zdolności - typowo szkodząc tym ludziom jacy im jakoś podpadną. Przykładowo, ja poznałem słup totemowy szczepu Bidayuh z Borneo, który NIE lubił być fotografowanym. Słup ten niemal uśmiercił niemieckiego turystę, który nie wierząc ostrzeżeniom miejscowych ludzi ciągle pstryknął mu zdjęcie - po więcej szczegółów na jego temat patrz podrozdziały I5.7 z tomu 5 oraz JB3.2 z tomu 7 monografii [1/5]. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu.)
       Ja widywałem podobne słupy totemowe podczas swojej profesury na Borneo. Jednak wiedząc że NIE lubią one być fotografowane, nigdy NIE odważyłem się wykonać im zdjęcia. Powyższe zdjęcie wykonałem więc w muzeum w Kuala Lumpur, gdzie dwa takie słupy przywiezione z Borneo wystawione są do oglądania. Jako eksponaty muzealne te dwa słupy nawykły już widać do bycia fotografowanymi i nie czynią szkody tym którzy pstrykną im zdjęcie.

#D3. Najwyraźniej istnieje takie coś jak "mściwy" i "zły" posąg Maryi, zaś wrogi Polakom pokrzyżacki posąg w Malborku jest na to doskonałym dowodem:
       Jeśli coś jest dla nas dokonywane przez samego Boga, wówczas w swoim działaniu Bóg bierze pod uwagę generalny plan jaki ma dla danej osoby i dla jej roli w całym wszechświecie, dobro tej osoby, jej rozwój duchowy, byt fizyczny, itp. Chociaż więc, podobnie jak mądry ojciec czy dobry dentysta, Bóg czasami dla naszego własnego dobra zmuszony jest zaserwować nam odrobinę bólu, wszystko co otrzymujemy od Boga generalnie służy naszemu dobru. Jeśli jednak coś jest dla nas dokonywane przez obiekty (np. posągi, obrazy, relikwie, itp.) jakie w wyniku naszych modlitw nabyły nadprzyrodzonych mocy, wówczas jest to już pozbawione dalekowzroczności i wizji Boga. Nawet więc gdyby chwilowo wygladało to jak "dobro", z czasem może okazać się "złem". Na dodatek, owe istoty duchowe jakie są dysponentami nadprzyrodzonych mocy takich obiektów, typowo są równie niedoskonałe jak wszelkie istoty. Zwykle więc głównie mają one na celu wspieranie swoich własnych interesów. "Dobro" jakie więc czynią, typowo posiada ukryty cel i faktycznie służy bardziej im niż temu komu zostało wyrządzone.
       Jeśli przeanalizować rodzaje działań jakie realizowane są przez opisane powyżej i wszystkim znane obiekty o nadprzyrodzonych mocach, gro tych działań okazuje się odmianami zła. Przykładowo, kamienie i drzewa "Datuk" w Malezji wcale NIE otrzymują ofiar i modlitw ponieważ pomagają ludziom, a dlatego że szkodzą i przeszkadzają. Ludzie swymi darami i modlitwami starają się jakoś udobruchać ich złą naturę. Podobnie jest ze słupami totemowymi z Borneo, "strażnikami" wsi z Korei, czy kamieniem z Atiamuri który notorycznie uśmierca ludzi (stąd otrzymuje ofiary i modlitwy od maoryskich kierowców aby nie nastawał na ich życie).
       Katolicy z wielu krajów świata modlą się do posągów, obrazów, kamieni, źródeł wody, itp., ponieważ fama głosi że obiekty te są zdolne do cudownego uzdrawiania. Nikt jednak NIE dokonuje badań procentu tych co wracają z takich sesji modlitewnych zdrowsi, oraz procentu tych którzy wracają bardziej chorzy. Wszakże posągu, obrazu, czy innego obiektu słynnego z cudownych uzdrowień nikt NIE posądza, że może sprowadzić na niego chrobę zamiast zdrowia. Czy jednak jest to prawdą? Czy jeśli jakiś obiekt ma zdolność do uzdrawiania, to oznacza, że NIE ma on zdolności do zadawania choroby. Jeśli zaś może zadawać chorobę, a jest niedoskonałą istotą duchową, co ma ją wstrzymywać przez zadaniem choroby choćby dla zwykłej zabawy czy rozrywki tym z odwiedzających je ludzi których z jakichś powodów albo nie lubi albo którzy jej jakoś podpadną.
       Złowroga pokrzyżacka Madonna z zamku w Malborku udowodniła już w praktyce swoją małostkowość i nienawiść do Polaków. Jak się okazuje, jest ona zdolna nawet do większych paskudztw. Przykładowo, jak się o tym przykro przekonałem na własnej skórze, jest ona w stanie złośliwie sprowadzać paskudną chorobę na tego kto jej podpadnie. Jeśli zaś figura z Malborka jest zdolna do takich działań, jakąż mamy gwarencję że także i inne "cudowne posągi" NIE działają w podobny sposób.

[Bild: korea_4guardians.jpg] [Bild: korea_guardians.jpg]

Fot. #D3ab: Drewniani "strażnicy" dawnych wsi Korei. Kiedyś każda wieś w Korei miała takich swoich "strażników" którzy wsią tą się "opiekowali". Specjalne zabiegi magiczne wzmacniały moc tych strażników i ich zdolność do identyfikowania tych przybyszy którzy nosili się z zamiarem skrzywdzenia kogoś we wsi. Stąd strażnicy ci słynęli m.in. z tego że prześladowali i płatali nadprzyrodzone figle wszystkim przybyszom do danej wsi którzy mieli jakieś niegodziwe zamiary. Niektóre wsie potrafiły nadać swoim "strażnikom" aż takiej magicznej mocy, że czasami owi strażnicy byli nawet w stanie "wypędzić" ze wsi nadprzyrodzonymi mocami każdego niegodziwca przybyłego aby kogoś w niej skrzywdzić. Za ową "opiekę" nad wsią, za chronienie ich mieszkańców przed "złem" przynoszonym przez obcych przybyszów, a także za prześladowanie przejezdnych i przybyszów o złych zamiarach - tak aby pozbyć się ich ze wsi zanim zdołają popełnić cos złego, miejscowi mieszkańcy składali dary tym strażnikom i do nich się modlili. (Kliknij na wybrane zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu).
       (Lewe) Czterech takich strażników pilnujących drogi wjazdowej do danej wsi.
       (Prawe) Grupa podobnych strażników rezydująca w środku wsi i pilnująca jej od wewnątrz.
Antworten to top
#6
#J1. Moja konwersacja z duchem krzyżackiego komendanta Olsztyna, która zastanawia mnie aż do dzisiaj:

       Działo się to w jednym z końcowych lat moich studiów na Politechnice Wrocławskiej. W co mniej obciążone nauką dni odwiedzałem wówczas moją ówczesną dziewczynę, aby wraz z jej rodziną spędzać przyjemne wieczory na najróżniejszych zajęciach i grach towarzyskich. Owego wieczora jej siostra Lodka pokazała nam jak wywoływać duchy z pomocą spodka oraz arkusza papieru z wypisanymi odręcznie literami i cyframi. (Taki arkusz Anglicy nazywają "wigi board" - pod którą to nazwą jego opisy i ilustracje można znaleźć w internecie.)
       Siedem obecnych wtedy osób zasiadło więc do stołu i położyło swoje palce na spodku odwróconym do góry dnem. Zgodnie z tradycją takiego seansu zgasiliśmy też światło elektryczne i zapaliliśmy świeczkę - cienie z pełgającego płomienia której wprowadziły rodzaj upiornego nastroju. Ja wówczas byłem już ateistą z przekonania - tak jak opisałem to w punkcie #G3 swej strony o nazwie cielcza.htm. Absolutnie wierzyłem więc w "naukowy światopogląd" jaki wpoili nam w trakcie studiów. Ponadto, wówczas jeszcze też NIE wiedziałem, że w treści Biblii jest wyraźnie zabronione kontaktowanie się z duchami zmarłych ludzi. Traktowałem więc owo "wywoływanie duchów" jako kolejną zabawę towarzyską. Kiedy więc spodek drgnął pod naszymi palcami niemal natychmiast po położeniu na nim palców i po zawołaniu gromkim głosem pobliskiego ducha aby się ujawnił, byłem przekonany, że albo ktoś (np. Lodka) "pogrywa sobie z nami w kulki" i popycha ten spodek swym palcem, albo też że aż kilku z obecnych zmówiło się ze sobą aby się zabawić kosztem innych. Moje podejrzenia jeszcze bardziej się nasiliły, kiedy przybyły duch wypisał moje imię alfabetem z owego arkusza papieru i zaczął konwersację wyłącznie ze mną.
       Pierwszą informacją jaką otrzymaliśmy była prośba owego ducha skierowana imiennie do mnie, abym zmówił modlitwę za jego duszę. Aby więc "dostroić się" do tej "zabawy", podjąłem z nim dyskusję. Zacząłem od zapytania dlaczego mu zależy na tym, aby właśnie taki ateista jak ja zmówił modlitwę za jego duszę. On wówczas wyjaśnił, że to wynika z naszego poprzedniego życia. Mianowicie, on był wówczas krzyżackim komendantem zamku w Olsztynie, zaś ja byłem dowódcą polskich rycerzy którzy oblegali ów zamek. Aby więc zakończyć owo oblężenie on wywołał mnie na pojedynek oraz zaproponował, że zależnie od tego który z nas zostanie zabity w owym pojedynku, wówczas albo moi rycerze honorowo odstąpią od oblężenia, albo też jego krzyżacy równie honorowo poddadzą zamek już bez dalszej walki. Ja przystałem na ów pojedynek, który odbył się na oczach wszystkich walczących z obu stron. Jednak podczas tego pojedynku on mnie zabił z zaskoczenia, w sposób wysoce niehonorowy i niezgodny z ówczesną etyką rycerską. (Nic dziwnego, że od dziecka mam jakieś wrodzone uprzedzenie do mieczy, bagnetów i noży, a także, że ogarniają mnie mdłości na widok krwi, lub podczas słuchania opisów krwawych zdarzeń.) Za karę, po śmierci został skazany na pokutę aż do czasu kiedy ja odmówię pacierz za jego duszę.
       Po usłyszeniu tej historyjki zacząłem być pewny, że kilku obecnych na owym seansie zmówiło się aby mieć fajną zabawę moim kosztem. Zapewne chcieli usłyszeć jak ja będę głośno zmawiał modlitwę w ich obecności. Wszakże z lekcji historii w moim liceum, NIE przypominałem sobie żadnej wzmianki aby Olsztyn kiedykolwiek należał do Krzyżaków. A ponadto, jak to możliwe aby Krzyżak (tj. Niemiec) konwersował ze mną w nowoczesnym języku polskim. Aby więc popsuć im tę zmowę, powiedziałem temu duchowi, że będąc ateistą ja już NIE pamiętam żadnej modlitwy którą mógłbym zmówić za jego duszę. Na to on odpowiedział, że wie iż ja często korzystam z Biblioteki Uniwersyteckiej przy ulicy Szajnochy we Wrocławiu, stąd poda mi numer katalogowy (sygnaturę) krótkiej broszurki w zbiorach z owej biblioteki, zaś wystarczającą dla niego modlitwą będzie jeśli z uwagą przeczytam ową broszurkę. To stwierdzenie zaczęło mnie zastanawiać, ponieważ żaden z obecnych przy stole NIE wiedział, że ja często spędzam czas studiując właśnie w owej bibliotece, a prawdopodobnie żaden z nich NIE był też przedtem w tej naukowej bibliotece uniwersyteckiej. (Z grona obecnych tam osób, ja byłem jedynym który wówczas studiował na wyższej uczelni.) Ponieważ wyrażenie zgody na tę propozycję krzyżackiego ducha NIE groziło żadną towarzyską kompromitacją, zgodziłem się, że przeczytam ową broszurkę. Duch podał mi więc jej sygnaturkę, którą skrupulatnie sobie zapisałem, poczym mi podziękował i spodek znieruchomiał.
       Sygnaturka owej broszurki była nietypowa dla tej biblioteki. Była bowiem bardzo krótka - zaledwie pięć czy sześć cyfr. Nie zawierała też liter, podczas gdy praktycznie wszystkie książki jakie w owej bibliotece sobie zamawiałem, obok cyfr zawsze zawierały też litery w swojej sygnaturze. W jakiś więc czas potem poszedłem do owej biblioteki, bardziej z ciekawości niż z przekonania. Spodziewałem się, że kiedy zamówię coś o sygnaturze podanej mi przez owego ducha, najprawdopodobniej się okaże, że wcale nie ma książki o tej sygnaturze w całej bibliotece, a w najlepszym przypadku się okaże, że książką tą jest np. jakiś podręcznik botaniki albo np. encyklopedia rolnictwa. Ku mojemu jednak zdumieniu, po złożeniu zamówienia przyniesiono mi małą broszurkę o wielkości typowego zeszytu 16-kartkowego. Kiedy ją otwarłem, o mało aż spadłem z krzesła. Broszurka okazała się być rodzajem opowiadania, nekrologu, czy podsumowania życia i wykazu zalet, które grupa przyjaciół napisała o swoim właśnie zmarłym przyjacielu z osiemnastowiecznego Krakowa. Cała jej treść zawierała najpierw jakiś krótki paragraf omawiający coś kolejnego i dobrego co ów zmarły człowiek uczynił, poczym przytoczony był kolejny pacierz za spokój jego duszy. Potem był następny taki mały paragraf i następny pacierz. Itd. Dla pewności przeczytałem z uwagą ową broszurkę aż kilka razy. Wyszedłem z tej biblioteki z zamętem w głowie. Całe zaś zdarzenie z tamtym wywoływaniem ducha zastanawia mnie aż do dzisiaj.
Antworten to top
#7
#B2. Dlaczego teoria wszystkiego zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji jest aż tak przydatna w wyjaśnieniu "nadprzyrodzonego" oraz w poznaniu innych poprzednio niezrozumiałych zjawisk:

       Najlepsze moim zdaniem wyjaśnienie dlaczego naukowa teoria wszystkiego zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji pozwala nam na aż tak zgodne z empiryką i aż tak zrozumiałe wyjaśnienie wszelkich uprzednio nieznanych zjawisk, opublikowane zostało w punkcie #J5 totaliztycznej strony wszewilki_jutra.htm. W owym punkcie #J5 poznawanie czegokolwiek o czym ludzkość ciągle NIE ma najmniejszego pojęcia przyrównane jest do wspinania się na wysoki mur naszej niewiedzy. Jeśli poznawania tego dokonujemy wyłącznie na bazie tego co wiemy z codziennego życia i z empiryki, wówczas wspinanie to może być przyrównane do próby pokonania wysokiego muru bez żadnego narzędzia. Jeśli jednak mamy jakąś teorię naukową która wyjaśnia nam mechanizm szeregu obserwacji empirycznych, wówczas ilustratywnie daje się to porównać do przekraczania muru poprzez przystawienie do niego drabiny lub rusztowania. Owa teoria pozwala bowiem aby niezależnie od empiryki opierać się również na stwierdzeniach tejże teorii - co ma takie same znaczenie jak możność wspinania się kiedy równocześnie możemy się opierać na murze i na drabinie.
       Aż do czasu kiedy w 1985 roku ja zdołałem wypracować naukową teorię wszystkiego zwaną Konceptem Dipolarnej Grawitacji, ludzkość NIE posiadała jeszcze żadnej teorii która dawałaby zgodne z empiryką wyjaśnienia dla takich zjawisk jak telekinezatelepatiacudaduszaBóggrawitacjaczasmoralnośćdepresjakatastrofyprzepowiednie, itp. Dlatego naukowe poznawanie tych zjawisk było wówczas niemal niemożliwe. Jednak z chwilą kiedy ów Koncept Dipolarnej Grawitacji został opracowany i opublikowany, natychmiast się okazało że wszystkie te zjawiska mają racjonalne wytłumaczenie, swój mechanizm działania, swoje pochodzenie, uzasadnienie, itp. W podobny też sposób ta sama teoria wszystkiego na niniejszej stronie pozwala na naukowe wyjaśnienie całego szeregu uprzednio niezrozumiałych zjawisk i manifestacji jakie czasami są empirycznie obserwowane w średniowiecznym zamku pokrzyżackim z Malborka.
Antworten to top



Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste