Rok - wersja 2020 - rozdziały
#1
...
Antworten to top
#2
#F1. Analogia "wysokiej i gładkiej ściany (lub muru)" jako ilustracyjny symbol poznawania życia bez wspomagania swych wysiłków ustaleniami naukowej Teorii Wszystkiego z 1985 roku zwanej Koncept Dipolarnej Grawitacji:

Motto: "Poznaj cele i metody Boga, a zrozumiesz świat jaki Cię otacza."

       Intrygującym aspektem dotychczasowej oficjalnej nauki ludzkiej jest, że wypracowała ona dziesiątki teorii jakie wyjaśniają wszystko co ogromnie odległe od ludzi w czasie lub przestrzeni, np. wyjaśniają jak powstają odległe gwiazdy i galaktyki, jak powstał wszechświat w wyniku "Wielkiego Bangu", czy jak wyglądała ewolucja człowieka miliony lat temu. Jednak aż do czasu opracowania w 1985 roku mojej Teorii Wszystkiego zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji, nie mieliśmy ani jednej nawet najmizerniejszej teorii naukowej która by nam wyjaśniała jak mamy żyć "tutaj" oraz "teraz". Tymczasem w punkcie #J5 mojej odrębnej strony o nazwie wszewilki_jutra.htm, a także w punkcie #C6 innej strony prawda.htm i w punkcie #B2 strony malbork.htm, wyjaśniłem ilustracyjnie i podparłem przykładami, że nasze wysiłki poznawania i prowadzenia życia bez uprzedniego posiadania teorii naukowej jaka by nam wyjaśniała jak naprawdę należy żyć "tutaj" oraz "teraz", daje się porównać do prób wspinania się na wysoką i gładką ścianę (lub mur) bez użycia jakiejkolwiek drabiny lub rusztowania. Wszakże wielu ludzi którzy rzucają się na życie głową do przodu, albo rozbijają sobie o nie głowę, albo też wybijają swą głową dużą dziurę w owym życiu - której to dziury potem nie daje się załatać przez całe wieki. Tymczasem jeśli życie potraktuje się podobnie jak wysoki i gładki mur (czy ścianę) na który musimy jakoś się wspiąć, wówczas teoria naukowa jaka wyjaśnia nam zasady owego życia, jest dla nas jak rodzaj drabiny lub rusztowania przystawionych do owego muru. Znaczy, wówczas nasze wspinanie się jest łatwiejsze, bowiem możemy już opierać się NIE tylko na samym murze, ale także na pomocy owej drabiny.
       W 1985 roku dostąpiłem zaszczytu rozpracowania teorii naukowej, którą w chwili jej opracowania, tj. w punkcie czasowym kiedy NIE wiedziałem jeszcze iż wykazuje ona wszelkie cechy owej przez wszystkich poszukiwanej Teorii Wszystkiego, nazwałem Koncept Dipolarnej Grawitacji. Z upływem czasu jednak się okazało, iż teoria ta wyjaśnia praktycznie wszystko, włączając w to zasady, prawa, wielkości, moce, itp., które rządzą codziennym życiem ludzi. To właśnie z powodu zdolności tej teorii do ujawnienia prawdy na temat praktycznie wszystkiego, a także jej potencjału do wyjaśniania sobą wszystkiego, w parę miesięcy po jej sformułowaniu, zacząłem teorii tej przyporządkowywać też drugą nazwę Teorii Wszystkiego. Aczkolwiek obecnie NIE daje się tego ustalić z całą pewnością, NIE daje się też całkowicie wykluczyć możliwości, że to właśnie moje angielskojęzyczne opracowania, począwszy od 1985 roku upowszechniające po calym świecie wiedzę o tej mojej naukowej Teorii Wszystkiego, "zainspirowały" innych autorów do "rozreklamowania" na Ziemi idei i nazwy Teoria Wszystkiego. Po jej zaś rozreklamowaniu, siły polityczne zaczęły tę nazwę traktować w sposób polityczny, a NIE naukowy. Na dodatek, ponieważ owa teoria naukowa dawała nam jasne i jednoznacznie wytyczne jak powinniśmy żyć, na jej podstawie opracowana została nowa filozofia codziennego życia, którą nazwałem Totalizm (pisany przez literę "z", aby odróżniać go od wersji "totalitarianismu" też skrótowo czasami nazywanego Totalizm - ale pisany przez "s") - patrz opisy tej mojej filozofii zaprezentowane na stronie internetowej o nazwie totalizm_pl.htm. Owa filozofia totalizmu" jest więc jakby ekstraktem ze znacznie obszerniejszego Konceptu Dipolarnej Grawitacji, jaki to ekstrakt koncentruje się wyłącznie na wyjaśnianiu zasad według których należy żyć i jakie powinno się (oraz warto) stosować w swoim codziennym życiu. Ponieważ zarówno moja Teoria Wszystkiego z 1985 roku zwana Koncept Dipolarnej Grawitacji, jak i filozofia totalizmu, opisane są dokładnie aż w całym szeregu stron internetowych i monografii, NIE będę ich tutaj już ponownie omawiał. Jednak dla naukowej ścisłości powtórzę tutaj kilka najbardziej wartych poznania zasad, poraw i regularności, jakie one ujawniają że te rządzą naszym codziennym życiem. Oto owe regularności:
       1. Wpływ tzw. "pola moralnego" na przebieg życia ludzi. Ci z czytelników którzy mają zmysł obserwacyjny, odnotowali już zapewne, że każde z naszych działań pozafizycznych ma te same cechy jak nasze działania fizyczne. Przykładowo, aby fizycznie wspiąć się pod górę, musimy włożyć w owo wspinanie określony wysiłek i cierpnienie. Za to staczanie się w dół typowo przychodzi nam łatwo i przyjemnie. Podobnie, aby pozafizycznie dokonać czegoś dobrego i trawałego (np. dopomóc komuś, podjąć długoterminowo poprawną albo sprawiedliwą decyzję, czy wypowiedzieć prawdę) też trzeba włożyć w to sporo wysiłku i wkładu cierpienia. Natomiast czynienie wszystkiego co z czasem okaże się złem, czy zwykłe lenistwo i nieczynienie niczego, zawsze jest łatwe i przyjemne. Powodem takiego stanu rzeczy jest istnienie szczególnego tzw. "pola moralnego", które działa tak samo, jak dobrze nam już znane "pole grawitacyjne". Tyle tylko że "pole moralne" wymusza konsumpcję (przepływ) naszej energii przy każdym działaniu, a nie jedynie przy fizycznym wchodzeniu na góry czy na schody. Owo "pole moralne" zostało bowiem uformowane przez Boga w naszym świecie fizycznym specjalnie po to aby czynienie tego co moralnie poprawne i co dobre dla ludzi zawsze wymagało wkładania w to wysiłku i pracy, a także aby wszystko co czynione jest bez wysiłku i bez wkładu pracy z czasem okazywało się niemoralne i niedobre dla ludzi. Dzięki więc istnieniu tego pola, to co moralne NIE może być przypadkowo zrealizowane przez czyjeś nieczynienie niczego, ani nie może być łatwo osiągane przez leniwców czy egoistów. Aby bowiem postępować w swym życiu moralnie, zawsze konieczne jest wkładanie w swe moralne działania określonego wysiłku i energii.
       Istnienie i żelazne działanie owego "pola moralnego" ma interesującą konsekwencję dla naszego życia codziennego. Chodzi bowiem o to, że w życiu NIE zawsze od razu jest nam wiadomym jakie działanie w danej sytuacji jest najbardziej moralne i poprawne zaś po zrealizowanie NIE okaże się potem być błędem za jaki przyjdzie nam kiedyś zapłacić. Otóż z powodu istnienia pola moralnego, w działaniu jest zawsze zasada, że "moralnie najpoprawniejsze jest zawsze działanie które w danej sytuacji idzie wzdłuż tzw. 'linii największego oporu intelektualnego', zaś niemoralne i najgorsze zawsze jest postępowanie które w danej sytuacji idzie wzdłuż tzw. 'linii najmniejszego oporu intelektualnego' ". Jeśli więc w jakiejś sytuacji życiowej NIE wiemy jak mamy postąpić, wówczas zawsze powinniśmy wybrać postępowanie jakie wymaga naszego największego wkładu intelektualnego (zwróć uwagę na intelektualność tego wkładu, bowiem oprócz wkładów intelektualnych istnieją również wkłady fizyczne oraz wkłady emocjonalne). Nigdy bowiem takie postępowanie NIE okaże się potem niewłaściwym. Z kolei wybranie działania które idzie wzdłuż owej 'linii owego największego oporu intelektualnego' jest już proste. Wystarczy bowiem aby w danej sytuacji sprawdzić co byłoby dla naszego umysłu najłatwiejszym z niej wyściem, potem zaś wystarczy zrealizować dokładną tego odwrotność.
       Istnienie "pola moralnego" ma też dodatkowe następstwo, z istotności którego dla naszego życia dzisiejsza "oficjalna medycyna ateistyczna" NIE zdaje sobie sprawy, a które najlepiej wyjaśniłem w punkcie #A1 ze swej strony o nazwie evolution_pl.htm. Następstwo to wynika z wiedzy, którą fizyka już od dawna dla nas zgromadziła - mianowicie z wiedzy, że wspinanie się pod górę dowolnego pola, zawsze zwiększa jakiś rodzaj energii potencjalnej. Chociaż więc oficjalna medycyna ateistyczna NIE chce uznać mojego odkrycia "pola moralnego", pewność istnienia tego pola jest potwierdzana przez fakt, że wspinanie się pod górę "pola moralnego" powoduje gromadzenie się w duszy wspinającego szczególnego rodzaju potencjalnej energii - którą ja nazwałem "energia moralna" albo "zwow". Energia ta wywiera ogromny wpływ na jakość życia każdego z nas - jak wyjaśniłem to dokładniej w punkcie #D3 swej strony internetowej o nazwie nirvana_pl.htm. Kiedy bowiem ilość "energii moralnej" zwiększa się w naszej duszy dzięki długotrwałemu wykonywaniu szczególnego rodzaju pracy fizycznej, którą w punkcie #D2 owej strony nirvana_pl.htm nazwałem "pracą moralną", wówczas nasz poziom szczęśliwości zaczyna się zwiększać aż do osiągnięcia niezykłego stanu szczęśliwości zwanej "totaliztyczna nirwana". Ja miałem honor i przyjemność osobiście przeżywać ten stan przez okres około 9 miesięcy podczas mojej profesury na Borneo. Najprecyzyjniej uczucie nieustającej szczęśliwości jaką wówczas się doznaje możnaby opisać, że "totaliztyczną nirwanę" odczuwa się podobnie jak seksualny orgazm, który trwa bez końca. Jeśli jednak zaniedbuje się w swym codziennym życiu wykonywania owej "pracy moralnej", lub zażywa się narkotyki jakie szybko upuszczają z naszej duszy ową "energię moralną" (zamieniając ją na uczucie chwilowej przyjemności wynikajace z upływu owej energii), wówczas ilość zgromadzonej w naszej duszy owej energii zaczyna spadać. Po zaś osiągnięciu poziomu zaledwie około 30% pojemności energetycznej naszej duszy zaczyna wywoływać w nas najróżniejsze tzw. "choroby duszy" - czołowym reprezentantem jakich jest "depresja psychiczna". (Dzisiejsi ateistyczni lekarze takie "choroby duszy" błędnie nazywają "chorobami umysłowymi" - material dowodowy wyjaśniający m.in. dlaczego ta ich nazwa jest błędna zawarłem w punkcie #F11 swej innej strony o nazwie soul_proof_pl.htm. Z kolei totaliztyczną definicję "depresji" oraz sposób jej leczenia poprzez zwiększanie swej "energii moralnej" wykonywaniem "pracy moralnej" opisałem w punkcie #C6 swej strony o nazwie nirvana_pl.htm.) W końcu osoby, które upartym praktykowaniem filozofii pasożytnictwa, zażywaniem narkotyków, albo bezczynnością, doprowadzą się do sytuacji iż zawartosć "energii moralnej" w ich duszy spadnie do niemal zera, umierają w bardzo nieprzyjemny sposób samozadaną sobie śmiercią - najczęściej poprzez popełnienie samobójstwa.
       2. Jak faktycznie działa prawo moralne wyrażone znanym przysłowiem "miłe złego początki, a koniec żałosny". Jak to wyjaśniłem w poprzednim punkcie, zasadnicza funkcja "pola moralnego" polega na powodowaniu że w świecie fizycznym czynienie czegokolwiek co moralne i co dobre dla ludzi, zawsze musi wymagać wkładania w do znaczącego wysiłku i cierpienia. Dlatego to samo "pole moralne" zawsze ułatwia i uprzyjemnia wszystko co niemoralne i co szkodliwe dla ludzi. To owo wiec pole moralne powoduje, że dokonywanie wszystkiego co niemoralne i co w długoterminowym działaniu okaże się szkodliwe dla ludzi, zawsze musi być przyjemne i łatwe. Stąd początek przysłowia z tytułu "miłe złego początki" bierze się właśnie ze sposobu na jaki działa "pole moralne".
       Poznanie faktu że "pole moralne" ułatwia i uprzyjemnia dokonywanie wszystkiego co potem okaże się niemoralne i szkodliwe dla ludzi, ma duże znaczenie dla naszego życia. Wszakże uświadamia ono że wszelki łatwy, szybki i przyjemny sukces w czymkolwiek jest też dla nas faktycznie rodzajem "dzwonka alarmowego" iż "nie tędy droga". Jeśli więc np. jakiś polityk ma powszechnie lubiany uśmiech i miłe zachowanie jednak unika wszystkiego co niepopularne, trzeba się go strzec bo potem wyniszczy on gospodarkę oraz zapożyczy i zaprzeda swój kraj. Jeśli wszystko się zmawia aby jakaś partia polityczna łatwo wygrała wybory, trzeba się mieć na baczności - bowiem doprowadzi ona kraj do ruiny. Jeśli budowa jakiejś fabryki czy kopalni idzie "jak po maśle" - trzeba się mieć na baczności bo potem zniszczy ona środowisko, podminuje okoliczne domy, oraz zrujnuje gospodarkę tego regionu. Jeśli jakaś teoria naukowa lub odkrycie od razu uzyskują światowy rozgłos i liczne nagrody, trzeba wziąść ją pod lupę bowiem w przyszłości będą one zwodziły ludzkość i blokowały postęp przez całe stulecia. Jeśli ktoś sam nas znajdzie i zaoferuje swoje usługi - powinniśmy się mieć na baczności bo drogo potem będzie nas kosztował. Jeśli jakiś golfer, sportowiec, czy piosenkarz nagle i bez wysiłku osiągnął szczyty, jest więcej niż pewnym że kiedyś okaże się on wzorcem niemoralnego postępowania i najgorszym przykładem dla innych. Itd., itp.
       3. Dlaczego katastrofy unicestwiają wyłącznie praktykujących filozofię pasożytnictwa. Niemal każdy dziennik telewizyjny i każda gazeta przynoszą coraz więcej złych nowin. Powodzie w Polsce, wulkany w Islandii, pożary w Rosji i Kanadzie, Tornada w USA, huragan w Nowym Orleanie, terroryści w WTC, tajfuny na Pacyfiku, trzęsienia ziemi na Haiti, w Pakistanie i w Nowej Zelandii, tsunami w Indonezji, itp. itd. Ludzie nerwowo spekulują jakie mogą być tego przyczyny. Jedni panikują, że jest to następstwo szerzącej się bezbożności i ateizmu, jakie sprowadzają na ludzkość gniew Boga i "koniec świata" (po więcej informacji na temat "końca świata" - patrz punkt #B8 strony o nazwie seismograph_pl.htm). Inni pocieszają ateistów i polityków, że jest to tylko wynik rozwoju przemysłu i ocieplania się klimatu - bowiem wyniszcza on pozornie bezwybiorczo nawet wysoce religijne kraje i osoby. Niestety, w swoich próbach znalezienia reguł w tych pozornie chaotycznych katastrofach, ludzie narazie przymierzają do ich ofiar niemal każde kryterium - oprócz tego co najważniejsze, czyli moralności. Jest to jednak zrozumiałe. Wszakże przed opracowaniem Konceptu Dipolarnej Grawitacji świat ani dokładnie NIE wiedział czym dokładnie jest "moralność", ani też nie potrafił poklasyfikować ludzi według wyznawanej przez nich moralności. Świat NIE wiedział bowiem, że pod względem wyznawanej moralności, wszyscy ludzie dzielą się jedynie na dwie zasadnicze grupy, tj. na (1) totaliztów i (2) na pasożytówTotalizci (1) to ludzie którzy czasami nawet nie słyszeli jeszcze o "filozofii totalizmu" ani o zidentyfikowanych i opisanych przez nią wielkościach moralnych, takich jak "pole moralne", "prawa moralne" i "energia moralna". Jednak ciągle starają się oni intuitywnie wypełniać "prawa moralne" (wsłuchując się w tym celu w "głos swego sumienia" który prawa te im podpowiada), ciągle mozolnie wspinają się pod górę "pola moralnego" poprzez nieprzerwane czynienie dobra, oraz ciągle pracowicie gromadzą "energię moralną". Ponieważ zaś "głos sumienia" przemawia do każdej osoby, do owej kategorii "totaliztów" często należą też ludzie popularnie nazwywani "ateistami". Z kolei pasożyci (2) to ludzie którzy wcale nie chcą nawet wiedzieć o "prawach moralnych", "polu moralnym", czy "energii moralnej", ani którzy nigdy nie słuchają swego "głosu sumienia". W swoim życiu zawsze też unikają oni wypełniania jakichkolwiek praw, włączając w to "prawa moralne", wybierają leniwe i przyjemne ześlizgiwanie się w dół "pola moralnego", oraz są zbyt leniwi aby pracowicie zarabiać dla siebie "energię moralną". Co nawet bardziej dziwne, do kategorii "pasożytów" często należą również ludzie głęboko religijni - NIE bez istotnego powodu mającego uczyć resztę ludzi, losy Jezusa tak zostały pokierowane, aby na śmierć Jezus był wydany właśnie przez najwyższych kapłanów praktykujących ową wysoce niemoralną filozofię pasożytnictwa.
       Jeśli ktoś dowie się o owym moralnym podziale wszystkich ludzi na "totaliztów" i na "pasożytów", pozna cechy charakterystyczne osób przynależnych do obu tych kategorii, oraz odkryje że "pasożytami" często są również ludzie wysoce religijni, zaś "intuitywnymi totaliztami" często bywają nawet ateiści, wówczas nagle przeżyje szok. Ze szokiem odkryje bowiem wówczas, że działanie moralności jest tak zaprogramowane iż katastrofy unicestwiają wyłącznie osoby i społeczności które w swoim codziennym życiu praktykują niemoralną filozofię pasożytnictwa (tj. filozofię nieustannego wybierania w życiu tylko tego co łatwe, przyjemne i bezwysiłkowe, a stąd co niemoralne i co stacza daną osobę lub społeczność w dół "pola moralnego"), oraz które w swoim praktykowaniu pasożytnictwa osiągnęły już poziom tzw. "intelektu agonalnego". Jednocześnie, osoby które w swym życiu praktykują wysoce moralną filozofię totalizmu są zdecydowanie chronione przed zostaniem poszkodowanymi katastrofami.
       Następstwem więc naszego poznania atrybutów totaliztów i pasożytów jest m.in. że zaczynamy wyraźnie dostrzegać "kto" i "dlaczego" zostaje dotknięty katastrofami. Poznanie to ujawnia nam również, że powodem owych coraz liczniejszych katastrof jakie ostatnio nękają ludzkość, jest iż coraz więcej ludzi, polityków i społeczności wybiera właśnie owo łatwe, przyjemne i bezwysiłkowe staczanie swego życia i kraju w dół pola moralnego. Coraz więc więcej krajów i społeczności osiąga ów stan "intelektu agonalnego" i jest "anihilowane" przez prawa moralne. Zgodnie więc z opisywanym wcześniej przysłowiem że "miłe złego początki, a koniec żałosny", żałosny koniec ich drogi w niemoralność ulega dopełnieniu. Jeśli więc ktoś przeanalizuje stan moralny społeczności i krajów które dotykane są obecnie owymi kataklizmami, wówczas zawsze się okazuje, że wszystkie one osiągnęły już poziom "intelektów agonalnych" - po owe analizy patrz strony internetowe o nazwach day26_pl.htm i seismograph_pl.htm.
       Dzisiejsza sytuacja na świecie nam podpowiada, że naprawdę warto jest nauczyć się odróżniania totaliztów od pasożytów. Umiejętność ta otwiera dla nas bowiem liczne możliwości, włączając w to oddanie nam do ręki kilku prostych metod obrony przed katastrofami. Metody te opisane są m.in. w punktach #G2, #G3, #I3 i #I5 strony day26_pl.htm.
       4. "Pole moralne" jest jak szybki i wysoce aktywny prąd rzeki - to dlatego pasywność i NIE czynienie niczego szybko spycha nas w dół tego pola, a stąd moralnie szybko cofa nas do tyłu. Wszystkie wielkości jakimi operuje "pole moralne", są tak zaprogramowane aby "pasywność" oraz "nie czynienie niczego" powodowały ich degenerację. To dlatego nawet złoto z upływem czasu się starzeje i zanika, to dlatego nienaprawiane domy i sprzęt po jakimś czasie się zawalają, to dlatego owoce i żywność z czasem się psują, to dlatego nawet najbogatsze przedsiębiorstwa i mocarstwa z czasem biednieją i upadają, to dlatego ludzie z upływem czasu tracą mięśnie i pamięć oraz zapominają to czego się nauczyli, zaś nawet najlepsi eksperci którzy zaczną być zasiedziali na swoim stanowisku i obowiązkach szybko stają się niekompetentni i szkodzą zamiast pomagać, itp., itd. W sumie więc, jeśli ktoś w swoim życiu wybiera wygodne "nie czynienie niczego", wówczas dzięki szybkości i aktywności prądu z jakim płynie "pole moralne", jego pasywność jest równoznaczna z ześlizgiwaniem się w dół owego pola. Innymi słowy, z powodu szybkiego prądu i wysokiej aktywności "pola moralnego", "pasywność" i "nie czynienie niczego" są tak samo "niemoralne" jak celowe wyrządzanie niektórych rodzajów zła.
       Z jakichś powodów większość ludzi wierzy, że życie jest jak nieruchomy krajobraz. Jeśli więc NIE czynią niczego, wówczas po prostu zachowają swoją pozycję na zawsze i bez końca będą stali nieruchomo w tym samym miejscu. Tymczasem ów dynamiczny i szybki prąd pola moralnego upodabnia życie do wiosłowania pod górę szybkiej rzeki - jeśli ktoś przestanie pracować, wówczas zamiast stanąć w miejscu jest natychmiast zmiatany do tyłu. Na przekór więc że wszyscy błędnie uważamy iż "nie czynienie niczego" powoduje nasze stanie w tym samym miejscu, faktycznie wysoka aktywność i szybki prąd pola moralnego powodują, że "nie czynienie niczego" natychmiast cofa nas do tyłu. Dlatego jeśli ktoś chce choćby utrzymywać się na tym samym poziomie moralnym, ciągle musi w to wkładać nieustanny wysiłek i aktywność. Tzw. "spoczywanie na laurach" i "nie czynienie niczego" są równoznaczne z szybkim staczaniem się w dół pola moralnego, cofaniem do tyłu i z degeneracją na każdym możliwym polu.
       5. Dlaczego "pole moralne" musi ustawiać niezliczone przeszkody na drodze tych co dokonują coś wysoce moralnego i dobrego dla ludzi. "Pole moralne" zostało tak zaprogramowane, że osiągnięcie wszystkiego co moralne musi wymagać wkładania w to pracy i wysiłku. Nic więc co moralne i co dobre dla ludzi, NIE może zostać osiągnięte przypadkiem i bez wysiłku. Niemoralne zaś musi być wszystko, co NIE wymaga wkładania w to pracy i wysiłku (a więc nawet "NIE czynienie niczego"). Powyższe zasady działania "pola moralnego" powodują, że jeśli ktokolwiek na ziemi podejmuje działanie jakie w końcowym wyniku ma okazać się wysoce moralne i dobre dla ludzi, wówczas owo "pole moralne" musi piętrzyć niezliczone przeszkody na drodze takiego kogoś. Ponieważ niniejszą zasadę "przeszkadzania" przez "pole moralne" każdemu kto postępuje moralnie, ja najpierw poznałem na przykładzie losów wynalazców i odkrywców, zasadę tą nazwałem "przekleństwem wynalazców". Przekleństwo to opisałem potem na licznych swoich stronach internetowych, np. patrz punkt #F1 na stronie o nazwie morals_pl.htm, punkt #H1.6 ze strony newzealand_visit_pl.htm, czy punkt #G1 ze strony eco_cars_pl.htm.
       Poznanie moralnej zasady, że na drodze ludzi dokonujących czegoś wysoce moralnego i dobrego dla ludzkości zawsze piętrzone muszą być niezliczone przeszkody, okazuje się wysoce użytecznym w praktyce. Przykładowo, jeśli ktoś chce zbudować nowy wynalazek, taki jakim kiedyś był np. samolot opisywany na stronie mozajski.htm, zaś dzisiaj jest magnokraftwehikuł czasu, czy ogniwo telekinetyczne, zaś wszyscy tzw. "eksperci" na niego plują, twierdzą iż NIE będzie on działał, oraz zniechęcają innych do pomocy w jego budowie, wówczas kiedyś się okaże iż ów wynalazek faktycznie podniósł ludzkość do wyższego poziomu cywilizacyjnego. Jeśli natomiast naukowcy i "eksperci" hałaśliwie i szeroko propagują jakąś teorię, z całą pewnością NIE jest ona moralna i dobra dla ludzi, zaś jej upowszechnienie stanowi jedynie hamulec dla postępu ludzkości. Dobre i moralne są bowiem tylko te nowe teorie i ustalenia, na które większość naukowców pluje w czasach ich powstawania, zaś naukowe czasopisma odmawiają ich publikowania (tj. takie jak np. naukowa Teoria Wszystkiego z 1985 roku o nazwie Koncept Dipolarnej Grawitacji - która nawet w grudniu 2019 roku, czyli w ponad 34 lata po swym sformułowaniu i opublikowaniu, nadal była celowo ukrywana przez wyszukiwarki internetowe, które po wspisaniu w nie słów kluczowych Teoria Wszystkiego, zamiast naukowej teorii pokazywały jedynie propagandowy film celowo propagowany pod nazwą Teoria Wszystkiego; czy też jak równie naukowa filozofia totalizmu). To zaś co szeroko i hałaśliwie jest reklamowane i co siłą wdziera się do naszego życia, z całą pewnością jest niemoralne (stąd też będzie opluwane, tyle że w znacznie późniejszych czasach - kiedy zło jakie ono zasiewa wyjdzie już na wierzch). Moralnego bowiem nikt NIE będzie chciał reklamować, zaś dowiemy się o tym tylko przypadkowo i na zasadzie plotki. Itd., itp.
       Wiedza o konieczności utrudniania tego co moralne i dobre dla ludzi, jest też wysoce użyteczna jeśli samemu jest się wynalazcą, twórcą, lub osobą czyniącą dobro. Wszakże wówczas zaczynamy bardziej "filozoficznie" przyjmować przeciwności serwowane nam przez życie. Wszakże wiemy, że gdyby "pole moralne" działało inaczej, wówczas "nie czynienie niczego" przestałoby być niemoralne, zaś ludzie którzy postępują niemoralnie nie doświadczyliby sprawiedliwości.
       6. Nasz "świat fizyczny" jest celowo zbudowany jak "najdoskonalsza maszyna do powiększania wiedzy". Z wielu różnych powodów ludzie uważają siebie za pępek wszechświata. Tymczasem jeśli uważnie przeanalizować materiał dowodowy, wówczas się okazuje, że ludzie są jedynie jednym z "eksperymentalnych pomocy", które inteligentnemu wszechświatowi pozwalają na szybsze i na bardziej efektywne gromadzenie poprawnej wiedzy. Istnieje cały szereg faktów, jakie potwierdzają taką właśnie rolę ludzi (tj. ich rolę jako "pomocy" w gromadzeniu wiedzy). Opiszmy teraz niektóre z owych faktów.
       - Niedokonałość ludzi. Jedynym wyjaśnieniem jakie uzasadnia dlaczego mogąc stworzyć ludzi jako bardziej doskonałych, Bóg stworzył ich jednak aż tak niedoskonałymi, jest że potrzebował On niedoskonałości ludzkiej dla szybszego i efektywniejszego powiększania swej wiedzy. Doskonali ludzie NIE popełnialiby bowiem aż tylu błędów, trudno byłoby się więc czegoś na nich nauczyć.
       - Pojawianie się "materiału dowodowego" na wszystko w co tylko ktoś zaczyna głęboko wierzyć. W działaniu jest zasada, że "w cokolwiek tylko by ktoś nie wierzył tak głęboko, że aż podejmuje działania bazujące na tym swoim wierzeniu, zawsze dostarczone mu będą dowody, że to w co wierzy jest prawdą". To dlatego ludzie głęboko wierzący w demony widują demony, wierzący w UFO widują UFO, wierzący w Yeti spotykają Yeti, itd., itp. Tyle tylko, że owe "dowody" zawsze tak jakoś zmyślnie są dostarczane, aby poza danym wierzącym nikt inny NIE mógł z nich skorzystać. Doskonały przykład jak owe "dowody" są serwowane wyłącznie do indywidualnego użytku wierzącego, dał mi znajomy który wierzy w demony. W 2008 roku wybrał się razem z rodzicami na Alaskę i odwiedził jakiś park narodowy koło Anchorage. Tam zobaczył niezwykle poskręcane i rozrosłe drzewo. Wykonał więc jego fotografię. Kiedy jednak oglądał ową fotografię na ekranie swojego aparatu cyfrowego, wówczas dostrzegł że drzewo to jest otoczone licznymi ludzkimi postaciami które pozostawały niewidzialne dla gołych oczu. Jego wystraszona matka widząc na zdjęciu tłum istot jakich nie była w stanie ujrzeć gołym okiem, impulsywnie wyrwała mu aparat z ręki i wydeletowała to zdjęcie. Natychmiast też cała rodzina wsiadła do samochodu i uciekła z tego miejsca. W ten sposób impulsywnośc matki uniemożliwiła mu późniejsze pokazanie tego zdjęcia innym ludziom. Jednak dla owej osoby i dla jego rodziców, nawet będąc wydeletowanym, zdjęcie to ciągle jest niezaprzeczalnym dowodem, że demony faktycznie istnieją. W podobny sposób ja sam też byłem kiedyś potraktowany całą serią identycznie fabrykowanych "dowodów", tyle że na istnienie UFO, a nie demonów. Wiele z nich opisuję w tomie 17 swojej starszej monografii [1/4] (upowszechnianej w internecie za darmo). Takie pobudzanie ludzi do poszukiwań twórczych i do ścierania opinii, poprzez pokazywanie im "dowodów" które potwierdzają nawet te ich wierzenia które nie mają trwałych reprezentacji w świecie fizycznym, wiedzie wszystkich do szybszego powiększania wiedzy.
       - Tymczasowe "symulacje" nawet nieprawdpodobnego, np. "UFO", "Yeti", "Jessie", "kości dinozaurów", itp. Jeśli jakaś osoba, grupa ludzi, lub instytucja (np. cała ziemska nauka) silnie wierzy w coś co trwale wcale NIE istnieje w naszym świecie fizycznym, a na dodatek podejmuje aktywne działania na bazie tego swego wierzenia, wówczas wierzenia te też są celowo podtrzymywane poprzez zmyślne "fabrykowanie" odpowiednich "dowodów". W ten sposób tymczasowo fabrykowane są całe wehikuły UFO wraz z załogamirozliczne wersje Yeti, kości dinozaurów które miały jakoby żyć na Ziemi miliony lat temu (podczas gdy tak naprawdę to Ziemia stworzona została jedynie trochę ponad 6000 lat temu), itd., itp. Faktyczność owych tymczasowych "symulacji" oraz wywodów logicznych które potwierdzają ich istnienie, wykazałem na całym szeregu stron internetowych. Jako ich przykład patrz strona evolution_pl.htm oraz podrozdział JA1.3 z tomu 6 monografii [8/2] - jakie wykazują że Ziemia stworzona została jedynie trochę ponad 6000 lat temu, jednak już na etapie jej tworzenia wprowadzone w nią zostały "kości dinozaurów" jakoby żyjących miliony lat temu. Inne podobne przykłady pokazują m.in. punkty #C1 i #C3 strony prawda.htm, albo punkty #K1 i #K2 do #N2 strony day26_pl.htm.
       Z naszego punktu widzenia dobrze jest wiedzieć, że absolutnie wszystko co istnieje w świecie fizycznym, zostało stworzone (i jest nastawione) głównie dla powiększania wiedzy Boga - co dokładniej wyjaśniono m.in. punktach #B2 do #B4 strony will_pl.htm. Pozwala to bowiem nam zrozumieć dlaczego wokoło nas widać aż tak wiele dziwnych faktów, których jedynym wyjaśnieniem jest właśnie potrzeba powiększania wiedzy. Ponadto ujawnia to nam fakt, że lepiej samemu i na ochotnika znaleźć dla siebie coś co będzie powiększało ową wiedzę, zamiast czekać aż to Bóg znajdzie dla nas sposób na jaki możemy stać się przydatni dla takiego powiększania wiedzy. Wszakże może wówczas się okazać, że jedyne do czego się nadajemy, to rola "królika doświadczalnego" lub "żywej ilustracji" - jakie to role często zapewne odnotowujemy w przedziwnych losach innych ludzi.
       7. Bezczasowość umiejscowienia działania Boga lub czyjegoś wierzenia. Oparcie działania świata fizycznego i ludzi na sztucznie zaprogramowanej przez Boga tzw. "przestrzeni czasowej" (zwanej też "omniplanem", a opisanej w punktach #C3 i #C4 strony o nazwie immortality_pl.htm) powoduje, że dla Boga nie istnieje takie coś jak "czas, "upływ czasu", czy "przedtem" albo "potem". Bóg panuje bowiem nad całą ową przestrzenią czasową (omniplanem), tj. panuje zarówno nad "czasem" i "upływem czasu", jak i nad "przeszłością", "teraźniejszością" i "przyszłością". Przykładowo, Bóg już obecnie wie w co my (lub w co ktokolwiek inny) będzie silnie wierzył np. za 10 lat lub za 66 lat. Dlatego dla Boga istotne jest tylko że "dany ktoś na jakimś tam etapie swego życia będzie w coś silnie wierzył, a co najważniejsze - że podejmie działania na bazie tego swego wierzenia". Czy zaś owo jego wierzenie pojawi się "przed" czy też "po" ujrzeniu danych dowodów, dla Boga NIE ma już znaczenia. Wszakże w obu tych przypadkach ciągle będzie służyło to powiększaniu wiedzy zarówno Boga jak i ludzi. Podobnie jest też z innymi działaniami Boga. Przykładowo, czasami Bóg zaserwuje komuś "karę" jeszcze "przed" momentem czasowym kiedy ów ktoś popełni coś czym na karę tą sobie zasłuży, albo też Bóg zaserwuje komuś "zwrot" z tzw. "Prawa Bumerangu" zanim ten ktoś popełni coś co przyniesie mu ów zwrot. Innymi słowy, jeśli ktoś na jakimś tam etapie swego życia będzie "silnie wierzyl" w dane zjawisko czy dane istoty, oraz potwierdzi czynem to swoje silne wierzenie poprzez zadziałanie na jego podstawie (np. poprzez obwieszczenie swoich przygód reszcie świata), wówczas staje się to wystarczającym powodem dla którego Bog "zasymuluje" mu to zjawisko czy istoty. Kiedy więc analizujemy przypadki "zasymulowania" czegoś ludziom dla poparcia ich silnych wierzeń, musimy pamiętać że dla Boga NIE istnieje "czas" ani "ograniczenia czasowe" w rodzaju czasowego uszeregowania "przedtem" i "potem" jakie dla ograniczonych umysłów ludzi typowo ustawiają wszystko w kolejność zależną od czasów pojawienia się.
       8. Uzależnienie tego co spotyka nas w dzieciństwie i młodości, od tego co czynimy w wieku dojrzałym. Filozofia totalizmu naucza, że powinniśmy bardzo uważać aby tym co czynimy w swoim wieku dojrzałym, w żadnym wypadku NIE przeszkadzać Bogu w zrealizowaniu Jego boskich planów. Wszakże to co czynimy jako dorośli, ma decydujący wpływ na to co zdarza się nam w naszym dzieciństwie lub młodości. Bóg widzi bowiem naraz całe nasze życie, stąd tak ukierunkowuje zdarzania z naszej młodości, aby nasze działania w wieku dojrzałym możliwie najlepiej służyły boskim planom, a nie przypadkiem popsuły te plany i intencje. To właśnie z tego powodu dzieci które w dorosłym życiu mają zostać tyranami, terrorystami, sabotażystami, mordercami, gwałcicielami, itd., oraz których przyszłe działania mają wydatnie poprzeszkadzać Bogu w zrealizowaniu Jego boskich planów, Bóg już w dzieciństwie albo całkowicie unicestwia, albo też zamienia w kaleki lub przeznacza do urodzenia się w kraju lub rodzinie które uniemożliwią im zaszkodzenie boskim planom. Najlepiej tą zależność naszych losów jako dzieci od tego co uczynimy jako dorośli, wyjaśnia odrębna strona internetowa poświęcona omówieniu powodów dla których na świecie istniej ból, cierpienie, choroby, nieszczęścia, kataklizmy, itp. - dla przeglądnięcia owej strony kliknij na następujący (zielony) link:
       9. Cdn. ... Powyższe to tylko niektóre z licznych zasad prowadzenia moralnie poprawnego życia już zidentyfikowanych i opisanych przez teorię zwaną Konceptem Dipolarnej Grawitacji i przez filozofię totalizmu - która z konceptu owego wynika. Dlatego rozwijanie niniejszego punktu #F1 jest kontynuowane na innych stronach i opracowaniach. Wyjaśnione skrótowo są w nich dla codziennego użytku dalsze zasady, prawa, wielkości, moce, itp. Przykładowo, kilka generalnych zasad postępowania w codziennym życiu wyjaśnionych zostało w podpunktach #A2 ze strony internetowej o nazwie totalizm_pl.htm. Z kolei kilka metod działania Boga nastawionych na korygowanie moralności u tzw. "intelektów grupowych" opisanych zostało w punktach #B2 do #B4.4 strony internetowej o nazwie mozajski.htm. Powyższe zasady, prawa i regularności omówione są także, zilustrowane, oraz pouzupełniane poszerzającym je materiałem dowodowym w praktycznie niemal całej mojej najnowszej monografii [1/5]. Gratisowy egzemplarz tamtej monografii można więc załadować sobie bezpośrednio z internetu i to z niej studiować rozwinięcie niniejszego punktu - np. patrz w niej podrozdział A16 z tomu 1.
* * *
       Jeśli w swoim widzeniu świata ktoś opiera się wyłącznie na dzisiejszej, wysoce niedoskonałej nauce która też praktykuje filozofię pasożytnictwa, wówczas wszystko wygląda w nim jak chaos. Wszakże, zgodnie z typowymi zachowaniami "pasożytnictwa", obecna oficjalna nauka ludzka boi się narażać swoją reputację poprzez wypowiadanie się o sprawach jakich poprawność każdy może sobie sprawdzić. Lepiej bowiem dla jej autorytetu jest wypowiadać się na temat "wielkiego wybuchu" - który jakoby ukształtował dzisiejszy wszechświat, na temat odległych galaktyk, czy też na temat cząsteczek elementarnych - wszakże tych wypowiedzi jeszcze długo nikt NIE może sprawdzić. Jeśli jednak w swoim widzeniu świata poznamy i zrozumiemy choćby owe najważniejsze ustalenia filozofii totalizmu i Konceptu Dipolarnej Grawitacji, niektóre z jakich skrótowo opisałem powyżej a jakie każdy może sobie łatwo sprawdzić na przykładach z prawdziwego życia, wówczas nagle ów chaotyczny świat zaczyna działać według zrozumiałych dla każdego reguł i zasad. Choćby więc tylko z tego powodu naprawdę warto włożyć swój trud w poznanie prawd które totalizm i Koncept Dipolarnej Grawitacji starają się nam ujawnić. Poznawanie prawdy jest bowiem szczytem moralnego postępowania, zaś NIE daje się postępować moralnie bez włożenia w to swojej pracy i wysiłku.
Antworten to top
#3
Część #G: Humor i zabawne sytuacje:

      
#G1. Dowcip na czasie:
       Ci z nas co często używają emailów i internetu, odnotowali zapewne, że dzięki nim po świecie krążą ostatnio najróżniejsze zabawne historyjki i dowcipy. Jedna z nich szczególnie zwróciła moją uwagę, ponieważ jest wysoce na czasie dla naszej sytuacji i wieku. Owa zabawna historyjka ma tytuł "Old Dog: Age and Wisdom" - co znaczy "Stary pies: wiek i mądrość". Przytaczam ją poniżej dla pośmiania się przez tych z nas co znają język angielski. Oto ona:
       A wealthy old Gentleman decides to go on a hunting safari in Africa , taking his faithful, elderly dog named Killer, along for the company. One day the old dog starts chasing rabbits and before long, discovers that he's lost. Wandering about, he notices a leopard heading rapidly in his direction with the intention of having lunch. The old dog thinks, "Oh, ho! I'm in deep doo-doo now!" Noticing some bones on the ground close by, he immediately settles down to chew on the bones with his back to the approaching cat. Just as the leopard is about to leap, the old dog exclaims loudly, "Boy, that was one delicious leopard! I wonder, if there are any more around here?" Hearing this, the young leopard halts his attack in mid-strike, a look of terror comes over him and he slinks away into the trees. "Whew!", says the leopard, "That was close! That old dog nearly had me!" Meanwhile, a monkey who had been watching the whole scene from a nearby tree, figures he can put this knowledge to good use and trade it for protection from the leopard. So, off he goes, but the old dog sees him heading after the leopard with great speed, and figures that something must be up. The monkey soon catches up with the leopard, spills the beans and strikes a deal for himself with the leopard. The young leopard is furious at being made a fool of and says, "Here, monkey, hop on my back and see what's going to happen to that conniving canine! Now, the old dog sees the leopard coming with the monkey on his back and thinks, "What am I going to do now?", but instead of running, the dog sits down with his back to his attackers, pretending he hasn't seen them yet, and just when they get close enough to hear, the old dog says... "Where's that damn monkey? I sent him off an hour ago to bring me another leopard! Moral of this story... Don't mess with the old dogs... age and skill will always overcome youth and treachery! BS and brilliance only come with age and experience.

#G2. Wierszyk "radości po 60-tce":

       W czasach internetu sporo posiadaczy własnych adresów emailowych ucieka się do nielegalnych spamów dla dokumentowania swoim korespondentom, że ciągle o nich myślą i ich pamiętają. Po prostu, kiedy NIE mają nic nowego i ciekawego do napisania, co u spamowaczy zdarza się zdumiewająco często, wówczas wysyłają spam np. z humorem. Dzięki tej zasadzie, w sposób zupelnie niezamierzony jakiś czas temu poznałem wierszyk, podobno anonimowego autora, traktujący o "radościach po 60-tce". Ponieważ wierszyk ten wyraża rodzaj "humoru na czasie", postanowiłem włączyć go do tej strony. Aby jednak NIE urażać niczyich uczuć, zamknąłem go w odrębnym okienku. Stąd ci czytelnicy u których ciągle działa poczucie humoru i potrafią pośmiać się nawet z siebie samych, oraz którzy zechcą poczytać sobie ten wierszyk, powinni kliknąć na następujący (zielony) link:

#G3. Zabawne piosenki o autorze (redaktorze) tej strony:

       Rosnące międzynarodowe uznanie dla wyników badań autora (redaktora) tej strony, szczególnie dla szeregu jego teoriifilozofii i wynalazków, inspirują m.in. coraz liczniejszych artystów do poświęcenia mu produktów swojej twórczości. Dzięki temu, w internecie stopniowo rośnie liczba stron, zdjęć, obrazów, wierszy, wideo i piosenek, poświęconych naukowemu dorobkowi doktora Jana Pająka. Kiedyś natknąłem się nawet na całą stronę internetową pełną produktów takiej działalności. Już dawno temu obiło mi się też o uszy, że skomponowanych i opublikowanych zostało aż kilka piosenek o takiej samej tematyce. Jednak przez długi czas NIE mialem jakoś okazji aby natknąć się na którąś z owych piosenek. Dopiero 7 marca 2014 roku przeglądając internet przypadkowo natrafiłem na piosenkę o tytule

"Dr Jan Pajak to nasz przyjaciel"
obecnie jaką można sobie wysłuchać na końcu mojej "playlisty" o nazwie: p_l.htm
zaś jaką w 2014 roku dawało się wysłuchać (za darmo) pod obecnie zdającym się już NIE działać adresem patrz.pl/mp3/dr-jan-pajak-to-nasz-przyjaciel jeśli tylko słuchający wykazywał się wystarczająca dozą cierpliwości aby przetrzymać jakoś przez długie ogłoszenie reklamowe pokazywane przed ową piosenką. Tu muszę przyznać, że według mojego gustu piosenka ta jest dosyć fajna. Szkoda, że utalentowani w oczywisty sposób jej autorzy NIE przygotowali tej piosenki w formie wideo dostępnego poprzez YouTube - uczynił to dopiero jakiś zwolennik moich teorii i filozofii. Założę się bowiem, iż wówczas szybko stałaby się ona międzynarodowym przebojem.
       Po tym pierwszym odkryciu powyższej piosenki, celowo zacząłem przeszukiwać internet aby sprawdzić jakość innych podobnych utworów muzycznych, istnienie których obiło mi się o uszy już poprzednio. Faktycznie też zdołałem znaleźć aż kilka następnych piosenek poświęconych mojej osobie (w tym jeden hymn o wsi Wszewilki w której się urodziłem), a także znalazłem wpis na jakimś forum, w którym ktoś anonimowy się chwali, że załadował do internetu aż 21 podobnych utworów. Niestety, jakość artystyczna tych innych piosenek NIE kwalifikuje ich aby warto tu było je polecać do wysłuchania. Jednak ciekawostką i zagadką jakie mnie w nich uderzyły, to że każda piosenka jest śpiewana przez kogoś innego - włączając w to kobiety. Jeśli więc ich tajemniczy twórca (czy twórcy) NIE posiada jakichś mocy magicznych, wówczas w sposób oczywisty musiał on (oni) zatrudnić do przygotowania tych piosenek aż cały duży zespół ludzi. Komuż więc u licha i dlaczego chciało się włozyć aż tyle trudu, pracy, kosztów i zabiegów organizacyjnych, aby anonimowo opublikować w internecie kilka zabawnych lub sarkastycznych piosenek o badaniach i o osobie doktora Jana Pająka, o którym liczne indywidua już od dawna usiłują przekonać czytelników internetu, iż jakoby wszystkie odkrycia, teorie i wynalazki tego naukowca są zupełnie błędne i niewarte poznawania? Inną zagadką jest dla mnie dlaczego ów anonimowy ktoś zdecydował się wydać znaczne z całą pewnością sumy pieniędzy na aż tak fachowe przygotowanie zabawnych piosenek na mój temat (których zapewne tylko niewielu ludzi wysłucha), zamiast przeznaczyć te pieniądze na wspieranie moich chronicznie niedofinansowanych badań naukowych i na urzeczywistnianie moich wynalazków?

#G4. Inne strony z podobym rodzajem humoru:

       Aby nie zanudzać czytelników nie będę tutaj już podawał innych podobnych historyjek. Jednak dla tych których one zainteresują nadmienię ze następne dowcipy o podobnym charakterze podane są: w punkcie #D2 strony klasa.htm, oraz na stronach
www.pajak.org.nz/somebody_nobody.htm i
www.pajak.org.nz/hawaiian_good_luck_sign.htm.

Antworten to top
#4
Część #D: Imienne informacje i kontakty jakie posiadamy na temat poszczególnych z nas:

      
    #1. Stanisław Banerski (Bania):
       Staszek mieszkał w Raciborzu a kilka lat temu przeniósł się do Warszawy. Adres jego emaila: [email=%20s.banerski@wp.pl]s.banerski@wp.pl[/email].

    #2. Zdzisław Bańkowski:
       Zdzisław mieszka obecnie w Bystrzycy Kłodzkiej. Można się z nim skontaktować przez email: [email=%20z.bankowski@onet.eu]z.bankowski@onet.eu[/email].

    #3. Edward Barzycki:
       Losy rzuciły Edwarda do USA, gdzie mieszka w Chicago. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu domowego (0-01-773) 283-82-36. Posiada on też adres dla kontaktów emailowych, mianowicie: [email=%20ed_barzycki@yahoo.com]ed_barzycki@yahoo.com[/email]. Z kolei jego adres w "Skype" brzmi edward.barzycki.
       Dla tych co zechcą skontaktować się z Edwardem telefonicznie lub za pośrednictwem "Skype", chcę tutaj poinformować, że w Chicago typowo (tj. w tych okresach kiedy zarówno w USA jak i w Polsce panuje ten sam czas - tj. albo "letni", albo też "zimowy") czas podąża o 7 godzin później niż czas w Polsce. Z kolei czas w Chicago w okresach "czasu zimowego" na półkuli północnej, podąża o 19 godzin później niż czas w Nowej Zelandii, zaś w okresach czasu letniego na półkuli północnej (tj. w okresach kiedy w USA i w Polsce jest lato) podąża on o 17 godzin później niż czas w Nowej Zelandii. Przykładowo więc, kiedy latem Edward ma godzinę 4 po południu (albo 16), w Polsce jest już 11 w nocy (albo 23) zaś w Nowej Zelandii jest właśnie godzina 9 rano już następnego dnia. Z kolei zimą, kiedy u Edwarda panuje godzina 1 po północy, w Polsce właśnie jest 8 rano, zaś w Nowej Zelandii - godzina 20 wieczorem (tj. najlepszy czas aby do mnie zadzwonić, bowiem ja wówczas zwykle odpoczywam i oglądam telewizję).

    #4. Wiesław Bereś:
       Losy rzuciły Wieśka do Kanady, gdzie przebywa do dzisiaj. Adres jego emaila: [email=%20Wieslaw.Beres@nrc-cnrc.gc.ca]Wieslaw.Beres@nrc-cnrc.gc.ca[/email].

    #5. Zbigniew Bieńkowski: ...

    #6. Roman Boesche: ...

    #7. Andrzej Boguski: ...

    #8. Janusz Bondyra:
       Losy rzucily Janusza do Kanady. W 2004 roku adres strony internetowej jego firmy produkującej konwertory katalityczne do samochodów (tj. Emico Technologies Inc.) brzmiał www.emico-catalytic.com. Kiedyś używał adresu emailowego [email=%20jbondyra@on.aibn.com]jbondyra@on.aibn.com[/email]. Obecnie można się z nim skontaktować poprzez adres [email=%20jaybondyra@gmail.com]jaybondyra@gmail.com[/email].

    #9. Dr hab. inż. Bożena (Brzozowska) Ciałkowska:
       Losy pozwoliły Bożenie pozostać na Politechnice Wrocławskiej, gdzie pracuje do dzisiaj w Zakładzie Obróbki Wiórowej, Ściernej i Erozyjnej (Z4) z Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji. Jej profil zawodowy oraz dorobek opisane są na stronie internetowej jej instytutu, jaką dostępna jest pod adresem www.itma.pwr.wroc.pl. Jej zainteresowania badawcze obejmują badanie zjawisk występujących w procesie rozdzielania materiałów trudnoobrabialnych narzędziami strunowymi z nasypem ziaren diamentowych. Podstawy teoretyczno-doświadczalne przecinania strunowego. Technologie wytwarzania narzędzi strunowych oraz ustalenie warunków i parametrów cięcia materiałów trudnoobrabialnych. W dniu 18 listopada 2009 roku Bożena obroniła kolokwium habilitacyjne na temat ''Cięcie struną zbrojoną materiałów trudnoobrabialnych''. W chwili obecnej Bożena należy więc już do ekskluzywnego klubu ludzi z tytułami "profesor" i "dr hab".
       Z Bożeną można się skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 320-42-16 lub do laboratorium (071) 320-20-68 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 348-92-86, albo też poprzez jej adres emailowy [email=%20Bozena.Cialkowska@pwr.wroc.pl]Bozena.Cialkowska@pwr.wroc.pl[/email].

    #10. Józef Chabiński:
       Losy pozwoliły Józkowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 324-54-54 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 324-91-57, albo też poprzez jego adres emailowy strategia@hydral.com.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 605-221-301.

    #11. Halina (Chlebosz) Szaro:
       Aby skontaktować się z Haliną należy wysłać email na adres: [email=%20hszaro@gazoprojekt.pl]hszaro@gazoprojekt.pl[/email].

    #12. Krzysztof Chodacki: ...

    #13. Józef Choroba:
       Adres jego emaila: [email=%20j_choroba@op.pl]j_choroba@op.pl[/email].

    #14. Mieczysław Cisło:
       Mieczysław i jego żona Barbara mieszkają w Legnicy przy ulicy Asnyka. Można się z nimi skontaktować poprzez numer telefonu (01033 76) 722-57-11. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 801-802-803. Adres jego emaila: [email=%20mcislo@op.pl]mcislo@op.pl[/email].

    #15. Jan Ciejka: ...

    #16. Czesław Czapla: ...

    #17. Ś.P. Bernard Dudek:
       Ze smutkiem zawiadamiam że Ś.P. Bernard Dudek odszedl od nas w dniu 3 stycznia 2012 roku. Jego pogrzeb odbył się w Strzegomiu w sobotę dnia 7 stycznia 2012 roku. Pochowany został na Strzegomskim cmentarzu przy ul Olszowej. W ostatnich latach Bernard używał emaila o adresie: [email=%20bernard.dudek@gmail.com]bernard.dudek@gmail.com[/email].

    #18. Prof. dr hab. inż. Edward, Stanisław Dzidowski:
       Wszyscy możemy być dumni ze Staszka i jego osiągnięć. Możemy się z nim kontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 320-40-98 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 355-27-64, albo też poprzez jego adres emailowy edward.dzidowski@pwr.wroc.pl.

    #19. Janusz Dziuk:
       Adres jego emaila: [email=%20janusz.dziuk@neostrada.pl]janusz.dziuk@neostrada.pl[/email].

    #20. Waldemar Dziurzyński:
       Losy rzuciły Waldka do USA, gdzie przebywa od polowy lat 1980-tych. Obecnie mieszka w Laguna Niquel, Kalifronia, USA. Możemy się z nim kontaktować pod numerem telefonu do domu 1 (949) 470-1616, poprzez jego adres emailowy [email=%20waldski@yahoo.com]waldski@yahoo.com[/email], albo też poprzez jego adres w Skype "walski10".

    #21. Tadeusz D. Dżułyński: ...

    #22. Jan Filar: ...

    #23. Waldemar Garbarczyk: ...

    #24. Andrzej Golenko:
       Andrzej mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 324-28-89. Jego adres emailowy jest jak następuje: [email=%20andrzej.golenko@pwr.wroc.pl]andrzej.golenko@pwr.wroc.pl[/email].

    #25. Henryk M. Górgól:
       Losy pozwolily Heńkowi pracować we Wrocławiu. Jest wiceprezesem Zakładu Odlewniczego ALWRO S.A. we Wrocławiu, ul. Karwińska 1, tel. (071) 3427431. Można z nim się tam skontaktować pod emailem [email=%20sekretariat@alwro.com.pl]sekretariat@alwro.com.pl[/email].

    #26. Witold Grygowicz: ...

    #27. Marian Grzegorek: ...

    #28. Ś.P. Kazimierz Grzelak:
       Losy rzuciły Kazika i jego żonę Elżbietę do Kalisza. Można tam się z nim było skontaktować pod numerem telefonu (01033 62) 764-95-24. Kazik zmarł w dniu 4 listopada 2010 roku. Pochowany w dniu 6/11/2010 w Tłokini Kościelnej obok Kalisza.

    #29. Adam Grzeszczuk: ...

    #30. Roman Hajów: ...

    #31. Bogdan Hełka:
       Po studiach, w maju 1970 roku, Bogdan podjął pracę i zamieszkał w Opolu. W październiku 1971 ożenił się z Lidką Jędrzejowską, architektem - tak jak my - po PWr. Ma córkę Anię, doktora psychologii społecznej, i wnuka Stasia.
Jego telefony: stacjonarny 774743420 i komórkowy 726778921.
Adres e-mail: [email=%20bhelka@poczta.onet.pl]bhelka@poczta.onet.pl[/email].

    #32. Jerzy Hołdyk:
       W lipcu 2004 roku adres Jerzego był jak następuje ul. Zbożowa 13, 43-300 Bielsko-Biała. (Telefonu nie udało się ustalić.) Adres jego emaila: [email=%20jerzy.ho%C5%82dyk@vp.pl]jerzy.hołdyk@vp.pl[/email].

    #33. Witold Imiołczyk:
       Witold mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu (071) 357-01-43.

    #34. Wiesław J. Jabłoński:
       W lipcu 2004 roku adres Wiesława był jak następuje ul. Kotlarska 11c m. 50, Katowice. (Telefonu nie udało się ustalić.) Można też próbować kontaktować się z nim emailowo poprzez adres [email=%20jablonskiw1@wp.pl]jablonskiw1@wp.pl[/email].
       Podobnie jak kilku innych kolegów - którzy odpowiedzieli na apele i dosłali już swoje zdjęcia, Wiesław ma też już założoną własną stronę autobiograficzną dostępną pod nazwą jablonski_wieslaw.htmi, którą daje się wywoływać zarówno oddzielnie, jak i m.in. z niniejszej strony naszego roku. Owa strona służy m.in. wystawieniu jego aktualnych zdjęć (kliknij na niniejszy link aby otworzyć jedno z jego aktualnych zdjęć).

    #35. Ś.P. Edward Jakubiszyn:
       Niestety, Edward zmarł w 1999 roku. Był prezesem w Fabryce Maszyn Budowlanych FAMABA w Głogowie.

    #36. Ryszard Janicki:
       Ryszard mieszka obecnie w Szczecinie.

    #37. Krzysztof Janik:
       Losy rzuciły Krzysztofa i jego żonę Elżbietę do USA, gdzie mieszka niedaleko od Nowego Jorku. Kontakt z nim można uzyskać poprzez jego numer telefonu 315-446-8177, albo też poprzez jego adres emailowy. Do grudnia 2009 roku adres emailowy Krzysztofa był: [email=%20cjanik@twcny.rr.com]cjanik@twcny.rr.com[/email]. Począwszy zaś od 21 grudnia 2009 roku założył on sobie nowe konto na Gmail, o adresie: [email=%20kjanik@gmail.com]kjanik@gmail.com[/email]. Z kolei jego adres w "Skype" brzmi cjanik od angielskiego Christopher Janik).

    #38. Jacek Jantura: ...

    #39. Jerzy Jędrzejowski: ...

    #40. Ś.P. Stanisław Kaczmarczyk:
       Stanisław był ppłk wojska. Mieszkał we Wrocławiu. Można było z nim się skontaktować poprzez numer telefonu (071) 363-64-67. Adres jego emaila brzmiał: [email=%20lidia@post.pl]lidia@post.pl[/email]. Zmarł w poniedziałek, dnia 20 sierpnia 2018 roku, przeżywszy 72 lata i pozostawiając w żałobie żonę i rodzinę. Pochowany w Dziwiszowie koło Jeleniej Góry.

    #41. Wiesław L. Kamiński: ...

    #42. Jerzy A. Kapelusz: ...

    #43. Władysław Kapusta: ...

    #44. Jerzy M. Kawecki: ...

    #45. Jan Kolenda:
       Kontakt z nim można uzyskać przez email: [email=%20kimsc@onet.pl]kimsc@onet.pl[/email].

    #46. Aleksander G. Komorowski:
       Szanowne koleżanki i koledzy,
       Pozwoliłem sobie napisać kilka słów po blisko 40-tu latach jakie upłynęły od ukończenia studiów na Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej w 1970 roku. Po ukończeniu studiów odbywałem roczny staż asystencki w jednym z Zakładów Instytutu Technologii Budowy Maszyn, który prowadził wspaniały szef i człowiek ówczesny doc. dr inż. Władysław Kaczmar.
       Następnie pracowałem w dozorze jednej z kopalni Rybnickiego Okręgu Węglowego i potem na stanowisku kierowniczym w Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Jastrzębiu-Zdroju. W 2010 roku osiągnąłem wiek dojrzały – czytaj emerytalny, pracowałem jednak dalej na tym samym stanowisku aż do 1 lipca 2010 roku.
       Osiadłem w Jastrzębiu-Zdroju na stałe, posiadam okazały dom, wspaniałą żonę oraz dwóch synów.
       W związku, że w 2010 roku minęło 40 lat od ukończenia wspólnych studiów, zaproponowałem z tego powodu zorganizowanie spotkania koleżanek i kolegów. Spotkanie to odbyło się w Dusznikach-Zdroju, było 2 dniowe, w dniach 22 do 23 maja 2010 roku.
       Przesyłam pozdrowienia, życzę zdrowia i dalszej aktywności na polu odkrywania tajemnic naszego pobytu na tej wspaniałej planecie - ziemi.
       Aleksander Grzegorz Komorowski
       Mój telefon domowy (+48) 32-47-19-655 wieczorem; tel. kom. 0-531-041-381.
       Email: [email=%20agk13@onet.pl]agk13@onet.pl[/email] (przed odejściem na emeryturę w dniu 1 lipca 2010 roku, mój email był [email=%20akomorowski@pecjastrzebie.com]akomorowski@pecjastrzebie.com[/email] - jednak obecnie ten adres przestał już być ważny).
       Do usłyszenia, a najlepiej do osobistego spotkania się jeszcze w tym wcieleniu !!!!!!

    #47. Fryderyk W. Koryciarz: ...

    #48. S.p. Prof. dr hab. inż. Zbigniew Korzeń:
       Niestety, Zbyszek odszedł od nas w 2003 roku, przy samym szczycie swojej kariery zawodowej. W chwili śmierci był już po habilitacji i otrzymał tytuł profesora. Jego grób znajduje się na cmentarzu komunalnym we Wrocławiu.

    #49. Zygmunt Koszyczarek: ...

    #50. Andrzej Kowalczyk: ...

    #51. Janusz K. Krassowski:
       Losy pozwoliły Januszowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 33-484-40 (od 9 do 17) lub poprzez telefon/fax (071) 33-484-08, albo też poprzez adres emailowy do zakładu pracy [email=%20temer@temer.pl]temer@temer.pl[/email]. Jego sp.z.o.o (Temer) ma też własną stronę internetową o adresie www.temer.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-899-677.

    #52. Andrzej Kruszyna:
       Losy rzuciły Andrzeja do Radomia, gdzie prowadzi wysoce aktywne życie. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu domowego (048) 36-218-66, albo też poprzez jego adres emailowy [email=%20a.m.kruszyna@wp.pl]a.m.kruszyna@wp.pl[/email].

    #53. Jan Krystian: ...

    #54. Marian Kucharczyk: ...

    #55. Janusz Kwasecki: ...

    #56. Tadeusz Łosik:
       Losy rzucily Tadzika do Głogowa. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu (076) 8334422 lub emaila [email=%20tz.losik@op.pl]tz.losik@op.pl[/email].

    #57. Ryszard Łukasiewicz:
       Adres jego emaila: [email=%20ryszard.lukasiewicz@gmail.com]ryszard.lukasiewicz@gmail.com[/email].

    #58. Stanisław Masły: ...

    #59. Czesław Medyński:
       Adres jego emaila: [email=%20marylam@op.pl]marylam@op.pl[/email].

    #60. Stanisław Mendelowski: ...

    #61. Kazimierz Miernicki:
       Adres jego emaila: [email=%20k_miernicki@poczta.onet.pl]k_miernicki@poczta.onet.pl[/email].

    #62. Jerzy E. Michalak: ...

    #63. Mieczysław Michalczuk: ...

    #64. Leszek Mozyrko:
       Losy pozwoliły Leszkowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 341-65-01 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 368-70-72, albo też poprzez jego adres emailowy [email=%20LMoz@op.pl]LMoz@op.pl[/email]. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 605-993-940.

    #65. Janusz Mstowski:
       Losy rzuciły Janusza do Sulechowa, gdzie wspina się na szczyty. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy na Uniwersytecie Zielonogórskim (068) 3282349 lub 3282454, lub na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie (068) 352-84-19; lub pod numerem telefonu domowego (068) 453-38-69. Można też napisać do niego na jego adresy emailowe j.mstowski@pwsz.sulechow.pl, lub j.mstowski@iizp.uz.zgora.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-93-45-11.

    #66. Romuald Niedziela: ...

    #67. Borysław Niemcewicz: ...

    #68. Aleksander Nowak: ...

    #69. Dr inż. Jan Pająk (redagujący tę stronę):
       Po ukończeniu Politechniki Wrocławskiej, od 1970 aż do 1982 roku, czyli przez cały okres zatrudnienia w kraju, pracowałem w jednej i tej samej instytucji - którą była Politechnika Wrocławska. Przez większość czasu byłem tam zatrudniony na stanowisku "adiunkta" (który jest polskim odpowiednikiem dla pozycji "Reader" w angielskim systemie uniwersyteckim). Przez kilka ostatnich lat pobytu w Polsce, niezależnie od pełnego etatu na Politechnice Wrocławskiej pracowałem też na pół etatu jako doradca naukowy najpierw w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym fabryki komputerów "Elwro", potem zaś w fabryce autobusów i ciężarówek "Polmo-Jelcz". W obu tych fabrykach specjalizowałem się w oprogramowywaniu inżynierskich systemów i języków komputerowych i to w czasach, kiedy w Polsce niemal NIE znano ani NIE używano powszechnie słowa "informatyka" - co jednak około 30 lat później, tj. już po ukończeniu mojej koreańskiej pełnej Profesury w Naukach Komputerowych, wcale NIE przeszkodziło polskiej Państwowej Komisji Akredytacyjnej (PKA) przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNISW) aby pod wymówką, iż jakoby NIE mam doświadczenia informatycznego, zakazać zatrudnienia mnie na stanowisku Profesora Informatyki jednej z uczelni w Polsce która znając mój obszerny dorobek naukowy z zakresu informatyki oraz ogromne doświadczenie praktyczne w informatyce zaproponowała mi zatrudnienie na stanowisku właśnie Profesora Informatyki - po więcej szczegółów patrz też punkt #I1 na stronie tekst_13.htm lub patrz treść bloga totalizmu numer #304. W 1981 roku moje prywatne starania o 1-roczne stypendium po-doktorskie odniosły sukces w Nowej Zelandii. Uzgodniłem wtedy z Politechniką Wrcoławską, że podejmę to stypendium na własny koszt i na zasadzie, że uczelnia udzieli mi tylko jednoroczny urlop bezpłatny. Niestety, kiedy miałem już wszystko pozałatwiane (włącznie z paszportem, wizą, wysoce kosztownym biletem lotniczym - na zakup którego musiałem się zapożyczyć aż po uszy, oraz ze zgodą uczelni na ów urlop), w Polsce nagle nastał "stan wojenny". Wszystkie poprzednie uzgodnienia stały się nieważne. Władze unieważniły też paszporty, w tym i mój, nakazując ich zwrot do urzędu paszportowego oraz czyniąc je nielegalne. Ja jednak zdecydowałem się NIE zwracać swego paszportu - licząc że być może zdołam jakoś odlecieć z kraju i podjąć swe stypenium, którego uzyskanie kosztowało mnie aż tak wiele wysiłku i zapożyczenia się na bilet - jakiego jedynie ze swych polskich zarobków NIE byłbym w stanie spłacić aż do śmierci. (W owych czasach, aby dostać paszport musiałem oddać w urzędzie swój dowód osobisty.) W ten sposób, w środku stanu wojennego NIE miałem dowodu tożsamości, którym mógłbym się wylegitymować, bowiem nie posiadałem dowodu osobistego, zaś paszport jaki miałem dla naszych władz był już nielegalny i nieważny. Na dodatek, nieco wcześniej uwierzyłem wzniosłym słowom polityków i wraz z grupą innych młodych patriotów zostałem doradcą naukowym (jednak bez pobierania za to wynagrodzenia) w wojewódzkim ośrodku "Solidarności". Nie miałem więc wątpliwości, że udzielając się w Solidarności oraz nie mając ważnego dowodu tożsamości, skończę co najmniej w więzieniu - jeśli zostanę przyłapany. Aby uniknąć aresztu jednego dnia musiałem nawet umykać przed policją, byłem ścigany i niemal postrzelony - co porządnie mnie wówczas nastraszyło. Kiedy w końcu udało mi się odlecieć do Nowej Zelandii, w kwietniu 1982 roku podjąłem jednoroczne po-doktorskie stypenium na Uniwersytecie w Kanterbury. Zdołałem tam dotrzeć na przekór stanu wojennego, pozamykanych granic, oraz unieważnienia przez władze wszystkich poprzednich ustaleń. Niestety, już w kilka miesięcy później ówczesne władze uczelni przysłały mi oficjalne pismo, że zostałem (zaocznie) usunięty z pracy. A trzeba pamiętać, że w owym czasie nie istniały możliwości odwoływania się czy szukania sprawiedliwości - decyzje uczelni były ostateczne i niepodważalne (bez wzglęu na to jak były krzywdzące i jednostronne). Jak widać, wszystko wówczas się sprzysięgło aby mi wyperswadować żebym nie ważył się wracać do kraju. Ironią losu też było, że w czasach kiedy innych siłą zatrzymywano w Polsce, mnie z Polski "wykopano" - na przekór iż jedyne co wtedy chciałem, to zarobić trochę dewiz, zapakować je w przysłowiowe "onuce", przywieść do kraju, oraz pozamieniać na dobra konsumpcyjne jakich nam brakowało. Tak zostałem emigrantem. A w Nowej Zelandii - jak to zwykle na emigracji bywa, kiedy NIE mieli nikogo lepszego pod ręką, zatrudniali mnie na najniższych posiadanych posadach uczelnianych. Natychmiast jednak się mnie pozbywali jak tylko znalazł się ktoś miejscowy chętny na daną posadę. W ten sposób tylko w Nowej Zelandii wykładałem w aż 5-ciu odmiennych uczelniach. Kiedy zaś NIE było już dla mnie żadnej pracy w Nowej Zelandii, wówczas wyruszyłem na wykładanie poza jej granicami. Tak zostałem też tułaczem w poszukiwaniu chleba. Poza Nową Zelandią mogłem już konkurować na równej stopie, stąd oferowane mi pozycje były bardziej odpowiednie dla poziomu mojej edukacji i doświadczenia zawodowego. W ten sposób poza Nową Zelandią zawsze zatrudniany byłem na najwyższych pozycjach uniwersyteckich - bo aż trzykrotnie na pozycji profesora nadzwyczajnego (w uniwersytetach kopiujących angielski system edukacyjny, tylko w jakich wówczas pracowałem - po angielsku zwanego "Associate Professor", tj. na Cyprze, w Malezji i na Borneo), a raz nawet na pozycji pełnego profesora zwyczajnego (tj. full "Professor" - w Korei). Z powodu konieczności tego powtarzalnego szukania pracy poza granicami NZ, niemal tyle samo czasu byłem zmuszony spędzić na wykładaniu poza Nową Zelandią, co pozwolono mi wykładać w samej Nowej Zelandii. Poza Nową Zelandią wykładałem na Cyprze jako Associate Professor Nauk Komputerowych, zaś w Malezji i na Borneo także jako Associate Professor - tyle że na Wydziale Mechanicznym. Z kolei w 2007 roku w Korei Południowej już jako pełny profesor wykładałem Nauki Komputerowe. Niestety, po powrocie do Nowej Zelandii, od 2005 roku (z wyjątkiem owej profesury w Korei z 2007 roku) stałem się całkowicie bezrobotnym, aż do czasu odejścia na emeryturę w 2011 roku NIE otrzymując nawet zasiłku dla bezrobotnych. To w trakcie owego ostaniego okresu bezrobocia, złożyłem podanie w Polsce i zaoferowano mi wówczas pozycję Profesora Informatyki - objęcia jednak której polskie ministerstwo (MNISW) mi uniemożliwiło. Bezskutecznie szukając wówczas pracy przeszłem też przez rodzaj "deja vu", bowiem począwszy od około 2008 roku sytuacja w Nowej Zelandii zaczęła wyglądać bardzo podobnie do sytuacji w Polsce w latach 1980-ch, kiedy to miał miejsce wybuch "Solidarności". Niestety, na ponowną pracę poza granicami NZ byłem wówczas już za stary - jako że większość krajów świata otwartych dla zagranicznych ekspertów odsyła swych wykładowców na emeryturę już w wieku 60 lat, zaś ich prawa zabraniają zatrudniania obcokrajowców o wieku ponad 60 lat. Na dodatek, nowozelandzkie prawa są tak zaprojektowane, że według nich NIE należał mi się zasiłek dla bezrobotnych. Całe więc szczęście, że poczyniłem kiedyś oszczędności z zamiarem kupienia sobie mieszkania aby na stare lata przypadkiem nie wylądować pod mostem - jako bowiem bezrobotny który NIE otrzymywał zasiłku dla bezrobotnych byłem w stanie czerpać na życie z owych oszczędności. Kiedy przybyłem do Nowej Zelandii w 1982 roku, na emeryturę odchodziło się w niej w wieku 60 lat. Z powodu jednak kłopotów ekonomicznych, zadłużenia Nowej Zelandii, oraz trudności pracodawców w utrzymywaniu młodych Nowozelandczyków w wymaganej dyscyplinie pracy, poprzednie rządy podniosły wiek emerytalny o 5 lat. Aż do 2019 roku prawo do otrzymywania emerytury nabywało się więc w niej dopiero po ukończeniu wieku 65 lat - aczkolwiek już w 2016 roku zaczęto otwarcie w niej prowadzić hałaśliwą kampanię propagandową aby ponownie przesunąć prawo do emerytury na jeszcze starsze lata, prawdopodobnie do wieku 70 lat. W 2012 roku (tj. w rok po przejściu na emeryturę) kupiłem sobie mieszkanie - po 30 latach nieustannej tułaczki uzyskując w końcu jakiś dach nad głową. Niestety, starczyło mi oszczędności na jedynie maleńkie mieszkanko "spółdzielcze" o powierzchni 49 metrów kwadratowych, ale z własnym miniaturowym ogródkiem też o podobnej powierzcni. Obecnie mieszkam w nim wraz z żoną Sue i naszym kotem. Zlokalizowane jest ono w przedmieściu Wellington (tj. ok. 8 km na "N" od owej stolicy Nowej Zelandii), w małym jakby miasteczku zaszczycanym przez Boga licznymi cudami, a nazywającym się Petone. Komputerowo generowaną ilustrację mojego mieszkania czytelnik może sobie oglądnąć na "Rys. #A3(K6)" ze strony o nazwie magnocraft_pl.htm, zaś kilka jego (i ogródka) zdjęć pokazałem na stronie solar_pl.htm.
       Za swoje największe osiągnięcia życiowe uważam: (1) opracowanie naukowej Teorii Wszystkiego z 1985 roku, którą tuż po sformułowaniu nazwałem Konceptem Dipolarnej Grawitacji - odnotuj iż teoria ta bardzo jednoznacznie mi ujawniła iż "Bóg z całą pewnością istnieje" oraz wskazała mi aż kilka sposobów jak naukowo mogę udowodnić istnienie Boga, po prezentacje jednego z których to formalnych dowodów naukowych na istnienie Boga przeprowadzonych metodami logiki matematycznej (logike tę wykładałem podczas swej profesury w Korei) patrz punkty #G2 i #G3 na mojej stronie o nazwie god_proof_pl.htm(2) stworzenie najbardziej obecnie moralnej nowoczesnej filozofii świata zwanej Totalizm (pisany przez "z") objaśnianej dokładniej na stronie internetowej totalizm_pl.htm; a także (3) odkrycie iż Bóg uszeregował wynajdowanie nowych napędów w formę intelektualnej "łańcuchowej struktury wiedzo-twórczej" odzwierciedlanej moimi Tablicami Cykliczności, a stąd że poznanie owej struktury pozwala przewidywać budowy i zasady działania wszystkich urządzeń napędowych jakie ludzkość będzie mogła wynaleźć i zbudować aż do czasów końca swego istnienia w obecnej śmiertelnej formie - po opisy tych Tablic Cykliczności i prognoz z nich wynikających patrz punkty #J4.1 do #J4.6 z mojej strony propulsion_pl.htm; oraz (4) wynalezienie całej rodziny dyskoidalnych statków międzygwiezdnych jakie nazwałem Magnokrafty. Moim zdaniem szczególnie istotnym naukowo i jednocześnie filozoficzne, a wynikającym z rozpracowania naukowej Teorii Wszystkiego z 1985 roku, tj. z Konceptu Dipolarnej Grawitacji, było też (5) moje odkrycie, że w świecie fizycznym w jakim my żyjemy panują równocześnie aż dwa odmienne rodzaje czasu, zaś starzeniem się ludzi na Ziemi rządzi tylko sztucznie zaprogramowany dopiero przez Boga w formę tzw. "Omniplanu" i nieistniejący w naturze "czas ludzki" jaki nazwałem "nawracalnym czasem softwarowym". Ten "czas ludzki" opisany jest szerzej m.in. we wstępie i w punktach #C3 do #C4.1, #J2, #A1 z mojej strony o nazwie immortality_pl.htm, a także w punkcie #J4 ze strony o nazwie petone_pl.htm oraz w punkcie #D3 z jeszcze innej strony o nazwie god_proof_pl.htm. Zgodnie z wersetami w Biblii: 3:8 "Drugiego Listu Św. Piotra Apostoła" oraz 90:4 z "Księgi Psalmów"; ów "czas ludzki" upływa co najmniej 365 tysięcy razy wolniej od naturalnego czasu wszechświata w którym żyje Bóg i starzeją się atomy. Z drugiej strony, oryginalny, płynnie upływający, ów co najmniej 365000 razy szybszy, naturalny czas wszechświata, jaki ja nazwałem "nienawracalnym czasem absolutnym wszechświata" albo "czasem atomów", na Ziemi rządzi jedynie starzeniem się nieożywionej materii, np. atomów, izotopów promieniotwórczych, skał, skamienielin, węgla, kości dinozaurów, itp. Faktycznie też, jeśli uzna się istnienie obu tych odkrytych przeze mnie odmiennych rodzajów czasu, poczym przeliczy wiek naszego świata fizycznego wyrażony w owych używanych przez dzisiejszą "oficjalną naukę ateistyczną" szybkich jednostkach "lata atomów", na używane przez Biblię powolne jednostki "lata ludzkie" - co ja uczyniłem m.in. w podpisie pod "Tabelą #A1" ze swej strony humanity_pl.htm (ale czego, niestety, ani oficjalna nauka, ani kapłani dzisiejszych religii, uparcie NIE chcą uznać), wówczas się okazuje, że wiek naszego świata fizycznego (tj. ok. "14 miliardów" wyrażonych w szybkich jednostkach "lata atomów"), po przeliczeniu go na powolne jednostki "lata ludzkie", wynosi zaledwie około 6000 "ludzkich lat" - tj. wynosi dokładnie tyle, ile wyszczególnione zostało w BibliiCzyli cała ta wieloletnia kłótnia pomiędzy naukowcami i religiami o rzekomej błędności Biblii co do daty stworzenia naszego świata, jest jednym wielkim nieporozumieniem spowodowanym niewiedzą, ignorancją i uporem zarówno oficjalnej nauki ateistycznej, jak i kapłanów istniejących religii - którzy z uporem (używając określenia z wersetu 4:4-9 z bibilijnej "Księgi Ozeasza") [b]"odrzucają wiedzę" i NIE chcą uznać mojego odkrycia, prawda którego jest potwierdzana przez w/w wersety Biblii, że w naszym świecie fizycznym panują aż dwa (a NIE tylko jeden) rodzaje czasu.[/b] Na bazie zasady działania tego powolnego "nawracalnego czasu softwarowego" wypracowałem też potem budowę i działanie "magnokraftu trzeciej generacji", który po zbudowaniu będzie służył jako Wehikuł Czasu - opisywany także w mojej monografii [12] upowszechnianej stroną tekst_12.htm, pozwalając w ten sposób ludziom na osiąganie tzw. "uwięzionej nieśmiertelności" poprzez powtarzalne cofanie ich do lat młodości za każdym razem kiedy dożyją oni do wieku starczego. Za kolejne istotne swe osiągnięcie życiowe uważam również (6) wynalezienie i rozpracowanie zasady działania tzw. komory oscylacyjnej (która po zbudowaniu będzie urządzeniem napędowym dla "Magnokraftów" i dla "Wehikułów Czasu"), oraz (7) wynalezienie i rozpracowanie tzw. ogniwa telekinetycznego, które po zbudowaniu stanie się maszyną "perpetuum mobile" trzeciej generacji generującą elektryczność na zasadzie będącej odwrotnością zjawiska tarcia - znaczy w której podobnie jak tarcie spontanicznie konsumuje ruch i generuje ciepło, owa odwrotność tarcia spontanicznie konsumuje ciepło otoczenia a generuje ruch - po więcej szczegółów o "perpetuum mobile" patrz punkty #J1 i #J2 na mojej stronie o nazwie free_energy_pl.htm, a także patrz punkty #J3 i #J4.4 z innej mojej strony o nazwie propulsion_pl.htm, natomiast przykład działania "perpetuum mobile" o zasadzie działania wynalezionej na Ziemi najdawniej, bowiem jeszcze w 1150 roku, oraz używanego przez ludzi nieprzerwanie od owego 1150 roku (chociaż uparcie i kłamliwie zaprzeczanego przez oficjalną naukę ateistyczną), można oglądnąć sobie w YouTube pod np. adresem https://youtu.be/50Aag0J0Qe4, lub wyszukać ją w internecie używając jego nazwy Koło Bhaskara jako słów kluczowych. (W sprawie badań rozwojowych nad "Magnokraftem" i nad "komorą oscylacyjną" w 1986 roku zwróciłem się nawet oficjalnie do Instytutu Technologii Budowy Maszyn Politechniki Wrocławskiej aby pozwolili mi otworzyć przewód habilitacyjny i napisać rozprawę habilitacyjną na temat tych napędów przyszłości - po szczegóły patrz punkty #J1 do #J3 na odrębnej stronie o nazwie magnocraft_pl.htm, lub patrz podrozdział M11 z tomu 11 oraz punkt #22 w podrozdziale W4 z tomu 18 mojej monografii [1/5]. Niestety, Rada Naukowa tego instytutu NIE zgodziła się na otwarcie mi takiego przewodu habilitacyjnego - a szkoda bo tradycji naukowej na Politechnice Wrocławskiej przydałoby się sponsorowanie takich właśnie awangardowych rozpraw i badań, które wnosiłyby sobą potencjał aby w przyszłości trafić do historii nauki i techniki i w ten sposób wyróżnić tę wyjątkową uczelnię z tłumu innych szkół wyższych jakie zapełniają dzisiejszy świat.) Z kolei zdarzeniem, które najbardziej mnie cieszy, było (8) ustalenie, że poprawność zasady działania mojego "wehikułu czasu" została potwierdzona w Biblii (patrz tam wersety 20:1-11 z "Drugiej Księgi Królewskiej" - naukowo zinterpretowane w punkcie #D5 ze strony immortality_pl.htm). Podczas formułowania swojej filozofii totalizmu odkryłem także, że za każdym upartym trendem i zdarzeniem losowym ukrywa się jakieś prawo moralne lub zjawisko moralne. Stąd owe wysoce spektakularne trendy nieustannych wzlotów i upadków jakie w życiu doświadczałem, zainspirowały mnie do odkrycia i opisania tzw. "pola moralnego" (tj. niewidzialnego pola podobnego do grawitacji, które oddziaływuje siłowo na każde nasze działanie, w tym i na proces myślenia, podejmowania decyzji, mówienia prawdy, itp.). Najciekawsze moim zdaniem dwa z następstw działania "pola moralnego" jakie odkryłem, nazwane (9) "przekleństwo wynalazców" oraz (10) "wynalazcza impotencja", opisane są m.in. w punkcie #G3 strony eco_cars_pl.htm oraz w punkcie #F1 strony morals_pl.htm.
       Dość "światoburcze" wnioski naukowe i "polityczne" wyciągnąłem z trwającej około 9 miesięcy nieopisanej szczęśliwości zjawiska nirwany, którą jako pierwszy zawodowy naukowiec na świecie osobiście przeżywałem i szczegółowo przebadałem podczas mojej profesury na tropikalnej wyspie Borneo. Wnioski te bowiem wyraźnie sugerują, że istnieje niewypowiedzianie doskonalszy od kapitalizmu i komunizmu ustrój społeczny, jaki ja nazwałem "ustrojem nirwany", zaś opisałem w punktach od #A1 do #A4 swej strony internetowej o nazwie partia_totalizmu.htm. W "ustroju nirwany" NIE byłyby potrzebne "pieniądze", które na dodatek do "strachu" wszelkie dotychczasowe ustroje na Ziemi używały w celu zmuszania ludzi do pracy. Bóg bowiem tak mądrze i dalekowzrocznie zaprojektował owo zjawisko nirwany, że motywuje ono ludzi do ochotniczego wykonywania fizycznej "pracy moralnej" za jedynie możność przedłużania u siebie cudownej szczęśliwości owego zjawiska nirwany. Osobiście wierzę i opisałem to w punkcie #A3.1 w/w strony partia_totalizmu.htm, że Bóg celowo zaprojektował zjawisko nirwany dla urzeczywistniania "ustroju nirwany" we wysoko zaawansowanych cywilizacjach - w tym prawdopodobnie w naszej cywilizacji jaką zgodnie z opisami w Biblii po końcu obecnego świata zarządzał będzie sam Jezus. Stąd gdybyśmy dopomogli Bogu w przetestowaniu tego ustroju już obecnie poprzez jego jak najszybsze wdrożenie w Polsce, wówczas wierzę, że prawdopodobnie Bóg uchroniłby Polskę i Polaków przed nadchodzącym oczyszczeniem Ziemi w latach 2030-tych. Niestety, prawdopodobnie z powodu opisania owego "światoburczego" ustroju nirwany zdolnego wyeliminować na Ziemi ustroje kapitalizmu i komunizmu, wyniki moich badań dla "politycznych powodów" są teraz sekretnie prześladowane i blokowane przez jakąś potężną instytucję - tak jak to opisałem i podparłem sprawdzalnym przez każdego materiałem dowodowym w punkcie #A5 swej strony internetowej o nazwie totalizm_pl.htm.
       Moje burzliwe losy życiowe pełne odkryć, wynalazków, wzlotów, upadków, krytyki, oczerniania, prześladowań, oraz cierpień, skrótowo są podsumowane na stronie o nazwie jan_pajak_pl.htm, nieco zaś szerzej opisane zostały na stronie z notką biograficzną pajak_jan.htm, oraz w książkowej wersji mojej autobiografii [17] upowszechnianej stroną tekst_17.htm. Przy końcu owej strony pajak_jan.htm zawsze też podane są moje najaktualniejsze dane kontaktowe. Niezależnie od powyższych opracowań autobiograficznych, w 2016 roku przygotowany został 35 minutowy film o moim życiu noszący tytuł "Dr Jan Pajak portfolio", który jest dostępny do oglądnięcia (całkowicie za darmo) w www.youtube.com pod adresem youtube.com/watch?v=f3MuZec4jGM. Najłatwiej uruchamiać i sobie przeglądnąć ten film z zestawienia wszystkich dostępnych w YouTubie wideów i filmów w jakich powstawaniu osobiście uczestniczyłem, a jakie to zestawienie jest dostępne dla każdego zainteresowanego na mojej stronie o nazwie djp.htm. Szczegółowy zaś opis tego filmu, wraz z linkami do wszystkich jego wersji językowych (tj. do wersji polskojęzycznej, angielskojęzycznej i niemieckojęzycznej), zawarty jest w mojej stronie o nazwie portfolio_pl.htm. W YouTube dostępne są też inne współautoryzowane przeze mnie filmy, np. 4-minutowy film o tytule "Wie groß ist der Magnokraft?/How big is the Magnocraft?" (tj. "Jak wielki jest Magnokraft") i adresie https://youtu.be/hkqrVePSj6c, który pokazuje generowaną komputerowo animację wielkości poszczególnych typów moich gwiazdolotów zwanych Magnokraftami, a także 34-minutowy film "Zagłada ludzkości 2030" dostępny pod adresem https://youtu.be/o06UvHgahr8.
[Bild: 2019_11_28_dr_jan_pajak.jpg]
Fot. #69a. Kiedy w dniu 2019/12/12 aktualizowalem niniejszą stronę aby włączyć do niej punkt #B8 i fragment wstępu nawiązujący do treści punktu #B8.1, nasunęły mi się refleksje na temat jak upływ tzw. "nawracalnego czasu softwarowego" zmienia nasz wygląd. Zaglądnąłem więc do swego aparatu fotograficznego aby sprawdzić czy mam jakieś relatywnie najnowsze zdjęcie pokazujące mój obecny wygląd. Jedyne jednak co tam znalazłem to pstryknięte dwa tygodnie wcześniej powyższe zdjęcie (kliknij na nie jeśli zachcesz oglądnąć je w powiększeniu). Patrząc na nie najpierw zaczęło mnie zastanawiać kim jest ów łysy jegomość bez typowej dla tronu na jakim siedzi obowiązkowej białej brody - a dopiero potem przypomniałem sobie iż jest to fotka mnie samego. Jakże różnie teraz wyglądam (i wyglądamy) w porównaniu do zdjęcia naszego roku studiów z 1980 roku udokumentowanego dla potomnych jako pierwsze zdjęcie z niniejszej strony - na którym jestem owym w pełni owłosionym młodzieńcem nr 45 z pierwszego rzędu stojącym obok prawej ręki małej córeczki mojego kolegi z roku (Marka Wachałowicza). Dodam tu, iż jakimś cudem zdołałem też zachować wykonane w maju 1981 roku moje zdjęcie dla polskiego paszportu jaki używałem na początku swej emigracji, tj. od 1982 do 1989 roku [b](kliknij na ten link aby je oglądnąć) - ilustrujące jak odmiennego wyglądu nadaje nam posiadanie owłosienia i młodzieńcza szczupłość.[/b]
Jako na rodzaj ciekawostki proponuję zwrócić uwagę na ową 8-ramienną gwiazdę na powyższym zdjęciu "Fot. #69a" widoczną ponad moją głową. Gwiazda ta jest bowiem jedną z licznych form jakie wytwarzały tzw. "główne obwody magnetyczne" odwiedzających w starożytności naszą Ziemię gwiazdolotów typów G3 do #G10 opisywanych w punkcie #J4.3 i ilustrowanych na "Fot. #J4.3abc" z mojej strony o nazwie propulsion_pl.htm - które to gwiazdoloty ja nazywam "statkami gwiaździstymi". Powodem dla którego cztery ramiona owej gwiazdy są krótsze od pozostałych 4 dłuższych jej ramion, jest iż cztery krótsze jej ramiona są uformowane przez obwody magnetyczne łączące centralnie położony pędnik główny "M" z czterema pędnikami bocznymi "S" pokazanymi na "Rys. #J4.3b" owej strony "propulsion_pl.htm", natomiast 4 dłuższe jej ramiona formują obwody magnetyczne łączące centralny pulsarowy pędnik "M" z 4 pędnikami rotującymi "B". Oczywiście, w kilku starych kulturach znane i używane są też gwiazdy o formowanych na tej samej zasadzie więcej niż 8 ramionach, np. gwiazdy o 12, 16, 20, itp., ramionach, które w kształt statków gwiaździstych sa wbudowywane poprzez nałożenie na siebie więcej niż dwóch, trzech, itp., kwadratów z pędnikami "B" na swych rogach i pędnikami "S" na przecięciach swych boków. Po więcej wyjaśnień ta ten temat patrz "Fot. #J4.3c" ze mojej strony internetowej o nazwie propulsion_pl.htm - na której powyższe zdjęcie jest zreprodukowane i szerzej objaśnione jako dowód odwiedzania Ziemi przez "statki gwiaździste". Odnotuj też, że podobnie formowane obwody magnetyczne ze statków międzygwiezdnych konstrukcyjnie mniej skomplikowanych od owych "statków gwiaździstych", tj. obwody z mojego dyskoidalnego magnokraftu i z obecnie nadal dokumentowanych na Ziemi gwiazdolotów UFO typów K6 i K4, pokazują "Rys. #C4abc" i "Rys. #C7ab" ze strony internetowej o nazwie ufo_proof_pl.htm.

    #70. Zbigniew Pasławski:
       Losy rzuciły Zbyszka do Berlina w Niemczech, gdzie mieszka obecnie (dane z 2004 roku).

    #71. Andrzej A. Patocki:
       Andzej mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 352-51-35. Adres jego emaila: [email=%20vilandra@kn.pl]vilandra@kn.pl[/email].

    #72. Tadeusz L. Patycki: ...

    #73. Wiktor Piechociński: ...

    #74. Józef Pielorz:
       Józef od lat 1970-tych mieszka i pracuje w Niemczech. Jak dotychczas zawiodły wszelkie próby odnalezienia danych kontaktowych do niego.

    #75. Maria (Pogost) Fox:
       Nazywam się teraz Mara Fox. Mieszkam w Nowym Jorku od 1971 roku. Mój adres emailowy to: [email=%20Mara411@aol.com]Mara411@aol.com[/email]. Mój numer telefonu domowego to (1) 718-805-4696. Mój dom jest zawsze otwarty dla gości. Mój adres: 90-50 Union Turnpike, #14L, Glendale, NY 11385, USA. Do 2000 roku pracowałam jako tzw. "project manager" w zakładzie mechanicznym specjalizującym się w kontroli Środowiska, odpylaniu, klimatyzacji i kontroli hałasu na dosyć dużą skalę przemysłową. Od 2000 roku zupełnie zmieniłam pole swojej "działalności", z czego jestem bardzo zadowolona. Pozdrawiam wszystkich. Mara.

    #76. Mirosław T. Płucisz:
       Mirek mieszka we Wrocławiu na ulicy Nefrytowa 26. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 368-74-44.

    #77. Chrystian Prorok: ...

    #78. Stanisław Przeworek:
       Losy rzuciły Staszka do Nysy, gdzie mieszka do dzisiaj. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu domowego (077) 433-70-40. Można też próbować skontaktować się ze Staszkiem emailowo pisząc na adres [email=%20stanislaw.prze@vip.onet.pl]stanislaw.prze@vip.onet.pl[/email] (dawniej Staszek posiadał adres [email=%20przestas@wp.pl]przestas@wp.pl[/email]), albo skontaktować się emailowo poprzez Andrzeja Kruszynę - który często się widuje ze Staszkiem.
       Podobnie jak kilku innych kolegów - którzy odpowiedzieli na apele i dosłali już swoje zdjęcia, Staszek ma też już założoną własną stronę autobiograficzną dostępną pod nazwą przeworek_stanislaw.htm, którą daje się wywoływać zarówno oddzielnie, jak i m.in. z niniejszej strony naszego roku. Owa strona służy m.in. wystawieniu jego aktualnych zdjęć (kliknij na niniejszy link aby otworzyć jedno z jego aktualnych zdjęć).

    #79. Witold Przybyszewski: ...

    #80. Marek Przygodzki:
       Adres jego emaila: [email=%20m.przygodzki@marpo.com.pl]m.przygodzki@marpo.com.pl[/email].

    #81. Grażyna Rataj (Waszkiewicz): ...

    #82. Janusz Rudy: ...

    #83. Maciej Rusin:
       Adres jego emaila: [email=%20maciejpiotr.r@gmail.com]maciejpiotr.r@gmail.com[/email].

    #84. Janusz A. Rutański:
       Janusz i jego żona Elżbieta mieszkają we Wrocławiu. Można się z nimi skontaktować poprzez numer telefonu (071) 34-64-142. Janusz ma telefon komórkowy o numerze (0) 509-345-268. Można się też z nimi kontaktować emailowo albo przez domowy email Janusza o adresie [email=%20januszrutanski@o2.pl]januszrutanski@o2.pl[/email], albo też przez jego email do pracy o adresie [email=%20janusz.rutanski@pwr.wroc.pl]janusz.rutanski@pwr.wroc.pl[/email].

    #85. Zbigniew A. Sadowski: ...

    #86. Bogdan Ściszek: ...

    #87. Ś.P. Roman Sperzyński:
       Losy rzuciły Romana Sperzyńskiego do Poznania, gdzie mieszkał aż do 2011 roku. Można tam z nim się było kontaktować pod numerem telefonu służbowego (061) 855-24-92 wew. 4 (od 8 do 17) lub pod emailem biuro@rowitex.poznan.pl. Niestety, z żalem przekazuję tu informację że w dniu 22 kwietnia 2011 roku Roman Sperzyński zmarł. Jego pogrzeb odbył się 28 kwietnia 2011 roku w kościele pw. św. Antoniego Padewskiego na Starołece.

    #88. Jan Stańczyk:
       Losy pozwoliły Jankowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 324-51-43.

    #89. Jan Stefaniuk:
       Jan od około 1980 roku mieszka i pracuje w Szwajcarii. Jak dotychczas zawiodły wszelkie próby odnalezienia danych kontaktowych do niego.

    #90. Waldemar Świątkowski: ...

    #91. Jerzy Szczerbina:
       Jerzy mieszka w Parchowie koło Polkowic. Tel. domowy (076) 8171129; tel. do pracy (076) 7498338; zas tel. komorkowy 601872866.
       W dniu 6 sierpnia 2007 roku pojawił się wpis w naszej księdze uwag, że Jerzy już nie pracuje. Adres jego emaila: [email=%20olek-s@tlen.pl]olek-s@tlen.pl[/email].

    #92. Mieczysław J. Szeremeta: ...

    #93. Dr inż. Janusz Szymkowski:
       Losy pozwoliły Januszowi pozostać na Politechnice Wroclawskiej, gdzie pracuje do dzisiaj w Zakładzie Obróbki Wiórowej, Ściernej i Erozyjnej (Z4) z Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji. Jego profil zawodowy oraz dorobek opisane są na stronie internetowej tego instytutu, jaka dostępna jest pod adresem www.itma.pwr.wroc.pl. Zainteresowania badawcze Janusza obejmują badanie przemieszczeń i drgań mechanicznych. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 320-27-34 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 35-31-486, albo też poprzez jego adres emailowy J.Szymkowski@itma.pwr.wroc.pl.

    #94. Grzegorz Średziński:
       Losy rzuciły Grzegorza do Duszników Zdroju, gdzie znalazł szczęście w każdym tego słowa znaczeniu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (074) 867-17-90 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (074) 866-93-50, albo też poprzez jego adres emailowy [email=%20sredzinski@op.pl]sredzinski@op.pl[/email]. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-476-425.

    #95. Wieslaw Światoniewski: ...

    #96. Marek Wachałowicz: ...

    #97. Witold Wacowski: ...

    #98. Zenon T. Wartanowicz: ...

    #99. Jerzy Winnicki: ...

    #100. Tadeusz K. Wolski: ...

    #101. Julian S. Zając: ...

    #102. Jan Zakrzewski: ...

    #103. Andrzej E. Zbyryt: ...

    #104. Andrzej Zielniewicz: ...

    #105. Wojciech Złotkowski: ...

    #106. Mieczysław S. Zwoliński: ...
* * *
Uwagi:
1.
 Kiedy w 1980 roku nasz Komitet Organizacyjny pierwszego zjazdu otrzymał powyższy wykaz 106-ciu absolwentów rocznika 1970, dziekanat jaki nam wykaz ten przekazał posiadał jedynie listę, która łączyła razem zarówno absolwentów Wydziału Mechanicznego, jak i absolwentów tzw. Studium Podstawowych Problemów Techniki (SPPT), które to SPPT w tamtych czasach było składową naszego Wydziału Mechanicznego (obecnie jest już odrębnym wydziałem). Aby zaś NIE dyskryminować naszych kolegów z SPPT, razem z którymi wysłuchiwaliśmy sporo wykładów, NIE było powodu aby dokonywać pracochłonnego rozdzielania na otrzymanej liście "pure" Mechaników od absolwentów SPPT - i to ani dla potrzeb tamtego zjazdu z 1980 roku, ani dla potrzeb obecnych zjazdów. Dlatego na powyższym wykazie nadal wymieszani są razem absolwenci obu tych byłych składowych Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej.

2. Apeluję tutaj do każdego z czytających o dosyłanie dalszych kontaktów do tych kolegów i koleżanek, których namiarów ciągle nam brakuje. Proszę też o weryfikacje, aktualizowanie i poszerzanie własnych danych kontaktowych, opisów, oraz ilustracji, udostępnionych na stronach niniejszej oraz pw.htm - Nasz Rok.
Antworten to top



Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste